wtorek, 12 grudnia 2017

Wina,wina dajcie !

Kiedy zobaczyłem ten nagłówek i zapoznałem się z treścią artykułu, poczułem się jakby ktoś lał miód na moje serce. Co tam miód, jakby ktoś lał na nie dobre wino. Od czasów młodości zmieniła mi się nieco definicja dobrego wina. Kiedyś uważałem, że tanie wino jest dobre ponieważ jest dobre i jest tanie. Teraz też nie kieruję się wyłącznie ceną ( niemożliwe przy moich dochodach) a intuicją i jakimiś wewnętrznymi przeświadczeniami. Może to nie wewnętrzne przeświadczenie, ale starcze zdziwaczenie skoro na przykład nie mogę się zdecydować na wino z niebieską etykietą. Niechęć do niebieskiego pozostała mi od czasu gdy zostałem zmuszony do degustacji denaturatu. Pewni gościnni tubylcy postawili mi wybór - bańka albo w ryj ! Bardzo byłem przyzwyczajony do swojego ryja w stanie nieobitym stąd decyzja o wzniesieniu toastu. Zachowałem twarz ale niechęć do niebieskiego pozostała.
Ad rem - jak mawiali starożytni.
Tytuł brzmiał - Amerykańscy naukowcy twierdzą że wino rozwija naszą inteligencję.
I dalej : Picie tego szlachetnego trunku lepiej wpływa na funkcjonowanie naszego mózgu niż słuchanie muzyki czy rozwiązywanie skomplikowanych zadań matematycznych – twierdzi jeden z neurobiologów pracujących na amerykańskim uniwersytecie Yale. Czy to nie świetna wiadomość?
Pewnie że świetna. Co prawda muzykę lubię bardziej niż się na niej znam, czyli instynktownie. Z matematyką jest gorzej bo instynkt w naukach ścisłych nie sprawdza się tam gdzie nie ma wiedzy. Określenie, że oto jestem humanistą brzmi jak kiepski wykręt dla pasjonatów całek i silni.
Naukowiec swoją teorię przedstawił w wydanej właśnie książce pod znaczącym tytułem: „Neuroenology. How the brain creates the taste of wine”. Gordon Shepherd podkreśla w niej, że picie wina jest skomplikowanym procesem, w który zaangażowane są różne elementy – m.in. to w jaki sposób je sączymy, jak nasz język reaguje na kontakt z trunkiem oraz to, jak nasz nos zachowuje się po kontakcie z aromatem wina.
Czyli inaczej niż z gorzałą, którą pijemy mocno zmrożoną, aby zapach nas nie drażnił i lejemy prosto w gardło, omijając język. W moim przekonaniu picie wina wpływa też na empatię i ogólną wyrozumiałość.
Nie zdarzyło się bowiem, by pijący wino miał pretensję do kompana, że woli wódkę. Pijący wódkę zawsze czepiają się pijących wino, że to niby tylko takie markowanie picia. O homofobicznych określeniach delektowania się winem już nawet nie wspominam.
A przecież picie wina to nie jest niemieckie ruck zuck.
Nie jest tak, że tylko przełykamy wino i nic więcej się nie dzieje – tłumaczył naukowiec
Pewnie, że się dzieje. Czasami trochę boli głowa, zwłaszcza gdy się przesadzi lub pomiesza. Jak to mówią wtajemniczeni, jest to wpisane w koszta.
Na zdrowie.