wtorek, 14 listopada 2017

O edukacji i masturbacji

W Internecie od pewnego czasu  trwa akcja #sexedpl  mająca na celu uświadomienie seksualne, lub jak kto woli edukację seksualną młodzieży. Znane osoby w krótkich wideo postach omawiają najważniejsze problemy związane z seksem. Antykoncepcja czy bezpieczeństwo.
To jakby przeciwwaga dla aktualnie obowiązujących podręczników do życia w rodzinie, czy stron pornograficznych znajdujących się na drugim biegunie a z których korzystają już ponoć siedmiolatkowie.  Pomimo tych tragicznych danych nie brakuje ludzi mediów, którzy w duecie z Panią Terlikowską nie życzą sobie na przykład by poinstruować dorastające dziecko, jak korzystać z prezerwatywy.
Kiedy tego słucham zastanawiam się jak daleko i czy w ogóle odeszliśmy od tych czasów gdy Tadeusz Żeleński Boy opublikował swoje „Piekło kobiet”
Sam byłem kiedyś bardzo młody i pamiętam jeszcze, że przy braku Internetu i kolorowych pisemek, za pomocą samej tylko wyobraźni i tak trudno mi było utrzymać w ryzach i spodniach mojego małego przyjaciela.
Obecnie w sytuacji  medialnego szumu wokół seksu, bo przecież strony pornograficzne są  najczęściej odwiedzanymi  miejscami w Internecie, najrozsądniejsza rzeczą wydaje się być  powszechna edukacja.
Ponieważ rozsądek albo nie jest dany wszystkim, albo jest różnie rozumiany, mamy to co mamy.
Szczęściem i nieszczęściem  równocześnie jest ogólny dostęp do sieci. Naszym zaś zadaniem jest tę młodzieńczą, niepohamowaną ciekawość umiejętnie ukierunkować.
Wiem co mówię. Moje dzieci dorastały w dobie raczkującego Internetu i to na mnie jako ojca spadł  ciężar ich uświadomienia. Wydaje mi się, że z tej roli wywiązałem się  odpowiednio. Żaden z synów nie zarzucił mi w tej kwestii ani oszustwa ani jakiejś pruderii.  Mało tego, chłopaki mieli na tyle odwagi i rozsądku by przyprowadzać do matki ( czyli mojej żony) swoje dziewczyny, by te mogły usłyszeć to czego nie dane im było wysłuchać w domu.
Mam nadzieję, że dzięki temu udało się uniknąć choć kilku życiowych tragedii.
Być może jednak ich rodzice nie życzyliby sobie takiej nauki. Należy raczej pytać zainteresowanych czyli  młodych.
Jak zaś radzono sobie z edukacją w czasach sprzed Internetu i książki Michaliny Wisłockiej?
Wszak kościół od zawsze  był przeciw. Przeciw stosunkom, przeciw ”struganiu grzesia”, a kiedyś nawet przeciwko zakładaniu majtek, bowiem majtki uznano za dzieło szatana.
Jedno mnie w tym wszystkim dziwi. Skoro w kościele katolickim powszechnie uważa się, że człowiek powstał na obraz i podobieństwo boga, to dobry bóg wiedział chyba co robi  tworząc przyjemność z  intymnej bliskości ludzi. W samym zaś miłosnym akcie musi być coś boskiego.
Uważam,  że rolę dzisiejszych postów edukacyjnych spełniały krótkie formy rymowane i śpiewane przy okazji wesel i zabaw ludowych a nazywanych przyśpiewkami
 Oto przykład wiejskie przyśpiewki pozwalającej  oswoić się z własnym ciałem
 

"A mam - ci mam,
Pod kosulecką
Trzewicki, pońcoski,
Dziurkę tylecką"

 

I co robić z tą „dziurecką tylecką radzi inna przyśpiewka
 

 "od sochy do sochy
Niech traw rośnie.
Nie dawaj picochy,
Aż ci porośnie."


Powyższy tekst bardzo konkretnie podpowiada kiedy można rozpocząć współżycie. A  że w tych sprawach kobieta musi liczyć tylko na siebie wobec niedojrzałości partnerów uprzedza kolejna
 

Kazała mu kupić przetak, A on kupił sitko.
Kazała mu wściubić trochę, A on wściubił wszytko
 

Na długo przed tym nim  wymyślono określenie dobór naturalny, wiejskie przyśpiewki  radziły
 

"Nie chce tego, co mu wisi,
Nieprzyjaciel moj moi pisi,
Wolę tego, co mu stoi,
Przyjaciel to pisi moi."
 

Ania Rubik mówiła w #sexedpl, że masturbacja to coś normalnego za co spadło na nią wiele gromów ze środowisk nazwijmy to bardzo tradycyjnych.
Wiele lat temu tak wypowiadano się jednak i w tej kwestii 
 

Pisi grosz,pisi grosz,
Paluszkowi złoty,
Bo paluszek, nieboraczek,
Ma więcej roboty.

 

Czy były też przyśpiewki dla chłopców ?
Owszem, były ale problem polegał na tym, że  było to na długo  przed startem akcji #metoo  i  niektórzy pozwalali sobie na instrumentalne traktowanie kobiet, choć zwykle kończyło się to  ze optymistycznym  czyli ślubnym fianałem
 

"Nie ożeniłbym się,
Kieby nie dla pisie,
Ale dziewka carną miała,
Spodobała mi się"

 

Ta zaś powinna się już spotkać z powszechnym potępieniem.
 

"Niedaleko karcma,
Jesce blizej browar,
Rozłozyła panna nozki:
-A toz to mój towar"

 

Mówiąc krótko wszystko już było 

piątek, 10 listopada 2017

Moja miłość jak wiatr halny

Moja miłość do motocykli jest znana, rodzinie, przyjaciołom i czytelnikom mojego innego (pierwszego) bloga. Tam ze szczegółami opisałem jak ta miłość rodziła się w bólach i jak dojrzewała do lipca 2015 roku, kiedy kupiłem nowiutki motocykl typu chopper o pojemności silnika 125 cm3. Dlaczego taki mały ? Z prozaicznego powodu braku uprawnień do kierowania większymi jednostkami.
Kto ciekaw tej historii tego zapraszam pod ten adres
Miłość do dwóch kółek okazała się odwzajemniona i w ciągu ostatnich dwóch lat przejechałem bez problemów ponad jedenaście tysięcy kilometrów.
Stare powiedzenie motocyklistów mówi – Z jazdą na motocyklu jest jak z piciem alkoholu. Zwykle zaczyna się od pięćdziesiątki, ale z czasem dochodzi się do wniosku, że prawdziwa zabawa zaczyna się od pół litra.
500 centymetrów sześciennych. Łatwo powiedzieć, tylko, że ja egzamin na prawo jazdy zdawałem ponad czterdzieści lat temu. Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy z powodu pewnego drogowego przewinienia, pan policjant pouczył mnie, że złamałem przepis który obowiązuje w naszym kraju od 1991 roku.
- Przykro mi – odpowiedziałem – ale w 1991 to ja miałem już od 16 lat prawo jazdy.
- Może by warto odświeżyć wiedzę? - pomyślałem teraz i w tamtej chwili zatrzymania.
- W życiu bym się za to nie brał – odpowiadała część moich znajomych
- Za stary na to jestem - powtarzali inni jak na komendę.
I chyba ten powszechny strach przed zmianami w swoim życiu podziałał na mnie tak motywująco.
W końcu mam tak, że w okolicach okrągłych rocznic urodzin podejmuję decyzje które stawiają na głowie moje dotychczasowe życie.
I tak. Przed czterdziestką zmieniłem pracę, wyjeżdżając na długie 11 lat poza miejsce zamieszkania.
Przed pięćdziesiątką, po raz kolejny zmieniłem pracę chcąc zaspokoić ambicje. To mi się akurat nie opłaciło, ale wtedy też zacząłem prowadzić żywot blogera co przez dziewięć lat pozwalało poznać wielu ciekawych ludzi. Co prawda tylko wirtualnie przyjaźnie, ale nie można mieć wszystkiego naraz.
Teraz nieuchronna sześćdziesiątka zbliża się do drzwi, więc może by coś zmienić?
Kierując się doświadczeniem sprzed dekady, postanowiłem nie zmieniać pracy. Zamiast tego zapisałem się na kurs motocyklowy kategorii A.
E-learning tak nazywa się forma nauki teorii jaką wybrałem. Bez wysłuchiwania monotonnych wykładów, z nauką przez internet w chwili gdy mam na to ochotę.
Po pierwsze trzeba było nauczyć się wypełniania testów.
Tylko zajęcia z pierwszej pomocy odbyłem osobiście, ale los zgotował mi bonus bowiem do ćwiczeń praktycznych ze sztucznego oddychania i układania w pozycji bocznej bezpiecznej przydzielono mi jedyną dziewczynę z grupie.
Nie mówię tego w żadnych podtekstach starego satyra, a jedynie wspominam o wrażeniach estetycznych.
Pamiętam też, jaką gafę zaliczył prowadzący.
- Pan to pewnie odbył już wiele szkoleń – powiedział do mnie z uznaniem
- O tak, wiele – odpowiedziałem grzecznie.
- Pan na wyższą kategorię – stwierdził.
- Zdziwi się pan gdy powiem, że na niższą
- Na niższą ?
- No tak, na A
- Na A ???
- A czy myśli pan, że w moim wieku nie należy już realizować swoich marzeń? – spytałem, wiedząc że pogrążę młodziana w kłopotliwą sytuację.
Pogrążyłem. Rutyna górą.
Teorię zdałem bez problemu a z egzaminu wyszedłem jako drugi z kompletem punktów.
Pozostała mi tylko praktyka, ale byłem przecież po szkoleniu.
którą Dodatkowe przejechanie soft chopperem 11.000 km jawiło mi zdanie egzaminu zwykłą formalnością.
Wydawało mi się, tak to dobre określenie. Rzeczywistość nie była aż tak kolorowa.
Przy okazji okazało się, że korzystałem z nauki w takiej szkole, w której pobierano opłatę raczej za wynajęcie motocykla niż dobrą praktyczną naukę.
Pozostawiony sobie, kombinowałem więc na swój sposób, podglądając w desperacji technikę na filmikach z Youtuba.
Ustawodawca zarządzając taki a nie inny sposób egzaminu praktycznego miał pomysł, by stopień trudności zniechęcił lub odrzucił jak największą liczbę młodych ludzi.
Nikt w tym wszystkim nie pomyślał o ludziach dojrzałych, którzy przez cały tydzień, popołudniami polerują śrubki, by śmignąć w niedzielę po kościele te parę kilometrów po mieście.
Nie w głowie im 200 kilometrów na godzinę.
Nie pojadą szybko, ponieważ nikt nie zauważy wtedy efektów tygodniowego polerowania.
No to po co polerować jak nikt nie zauważy?
No cóż, mówią, że jest jeden kraj, jedna ojczyzna a więc i jedno egzaminacyjne sito. Z małymi oczkami.
Potknięcie egzaminacyjne wymusiło u mnie zmianę instruktora. Ktoś w końcu musiał mi pokazać czym się to tak naprawdę je.
Za drugim razem trafiłem bardzo dobrze.
Przez bite dwie godziny instruktor stał przy mnie, korygując, poprawiając i proponując zmiany.
Po pierwsze musiałem wyrzucić z głowy wszelkie naleciałości jakie przez jazdę małym motocyklem i kombinowanie na własną rękę z dużym we łbie mi się nawarstwiły.
Przychodziło to z bólem, ponieważ o ile na spokojnie wszystko było w porządku, to w sytuacjach stresowych mózg reagował utartymi schematami. Brzdęk, linia, pachołek i do widzenia.
Mógłbym wyrzucić z siebie jeszcze ze trzy tysiące słów na ten temat, bo po pierwsze lubię motocykle, a poza tych kto nie lubi się pochwalić heroizmem, zwłaszcza własnym.
Powiem zaś tylko tyle, że udało mi się w końcu zmotywować, posprzątać w głowie i nabrać nowych nawyków. Efektem tego jest zaś to, że od kilku dni jestem pełnowartościowym członkiem motocyklowej społeczności.
Nikt już nie będzie śmiechów sobie z mojej 125-tki urządzał. Zero kompromisów.
Dlaczego nie będzie?
Jest takie powiedzenie – bez gwiazdy nie ma jazdy. W tym konkretnym przypadku chodzi o znaczek Mercedesa. To taka niepełna pacyfka wpisana w koło.
Moja to gwiazda pełną gębą. Od pewnego czasu czeka nam nie w garażu i nazywa się Drag Star. Yamaha Drag Star 650. 



Sześćset pięćdziesiąt, a więc zdecydowanie powyżej przysłowiowego pół litra.
A zabawa? Trzeba będzie pewnie na nią zaczekać do przyszłego roku.
Warto jednak czekać, umilając sobie to czekanie polerowaniem chromów, a tych ci w Gwieździe nie brakuje. 


A moja miłość do Gwiazdy? Kiedyś Skaldowie śpiewali :" Nasza miłość jak wiatr halny". Tak to chyba coś takiego, bo przecież

                                         Nasza miłość jak wiatr halny
                                         zawsze zimą nas rozdziela,

piątek, 3 listopada 2017

Utalentowany Pan Mózg

Pamiętacie te teksty które czytało się całkiem gładko pomimo tego, że były napisane z mnóstwem zamienionych liter ?
Takie jak ten poniżej


Niejaki Graham Rawlins w swojej pracy doktorskiej stawiał tezę, że tekst będzie zrozumiały, jeśli pozostawimy w spokoju dwie pierwsze i dwie ostatnie litery każdego słowa.
Okazało się jednak, nasz mózg jest genialny, dlatego kłopotu nie sprawia też czytanie tekstu, w którym na miejscu pozostawiono tylko pierwsze i ostatnie litery każdego ze słów.
Dlaczego możemy odczytać nawet tak zniekształcony tekst? Radzimy sobie z tym, bo mamy zanotowane w głowie schematy zapisu słów, które, jak gotowce, wyciągamy z pamięci podczas czytania.
Im częściej używamy danego słowa, tym bardziej utrwalony mamy jego zapis.
Mnie dla przykładu kilku lat trzeba było, by w głowie zapisało się słówko „przyszedłem”
Odniosłem jednak sukces i dzisiaj zżymam się na tego co mówi „przyszłem”
Co się dziwić skoro młodzież coraz częście jeżzi a nie chodzi.
Pamięci własnej do słów, należy chyba zawdzięczać to, że zainteresowałem się tekstem – Nie lekceważ waginy !
- No nie, nie lekceważę, jestem pełen uznania – pomyślałem i kliknąłem na tekst.
Niemiłym zaskoczeniem, a rzekłbym nawet rozczarowaniem okazał się tekst o konsekwencjach zachorowania i nie leczenia anginy.


No tak anginy to ja nie miałem od ładnych paru lat, a o waginie ( nie żebym zaraz się chwalił) pamiętam codziennie.
Ktoś powie : głodnemu chleb na myśli ja zaś wolę tezę o schematach zapisanych w mojej głowie.
Z tego zaś wynikają same pożytki. Dzięki owemu talentowi mózgu, bez problemu zrozumiałem kolejny tytuł 

 
Niektórzy uważają że to nie talent a zwykłe mózgowe lenistwo i bazowanie na gotowcach. Kurde, to jakaś totalna opozycja


wtorek, 31 października 2017

O sprawianiu sobie przyjemności



- Stan cywilny - pytał kiedyś urzędnik pewną rozrywkową damę. Widząc młody wiek petentki pomógł pytaniem - panna?
 - Panna, nie panna, pisz pan panna - odpowiedziała rezolutnie, po chwilowym  namyśle.
Pewna panna, a może bardziej panienka, na co dzień zajmuje się produkcją i reżyserią filmów, w których sama gra główną rolę. Od razu mamy skojarzenia i co tu gadać, to są dobre skojarzenia. Ponieważ zarobki w branży obniżyły się w ramach  wszechobecnej konkurencji i nie wystarczy już samo machanie dupą przed kamerą, trzeba dorabiać sobie na drugim etacie.  Osoba ta  od ponad dwóch lat pracuje więc na czacie erotycznym. Branża ta sama tylko obciąża inne elementy ludzkiego ciała. W rozmowie z pewnym popularnym portalem  zdradza, że w pracy często spotyka się z obraźliwymi komentarzami. Jakże by  miało być inaczej. Współczesny, anonimowy hejter neguje wszystko, wszędzie i w każdej sytuacji. Funkcjonując w show biznesie trzeba mieć twardą skórę, dorabiając w pornobiznesie dodatkowo twardą dupę lub takiegoż penisa, ale to już temat na inną historię. Twardym  „charakterem” wykazała się wspomniana panienka.

  -   Na początku dostawałam je (komentarze) dość często, z czasem się to uspokoiło. (...) Wychodzę z założenia, że cokolwiek by się nie robiło, to wszystkim się nie dogodzi, dlatego najpierw dogadzam sobie - przyznała 23-latka.

Od razu poczułem różnicę  pokoleń. W moich czasach ( boże jak to staro brzmi) przyjemność czerpało się z dawania przyjemności  innym, teraz najważniejsze jest – "ja" we wszystkich odmianach i każdej sytuacji.

piątek, 27 października 2017

Wybacz nam Marian, czyli o zmianie czasu, znormalnieniu normalnego i nie tylko

No może nie Marian a Maria, bo to raczej o przeprosiny przez statystycznego Mariana idzie. Ale po kolei.
Przed nam kolejna zmiana czasu, teraz na zimowy. Teoretycznie mogę godzinę dłużej wylegiwać się w ciepłym łóżeczku. Teoretycznie, ponieważ kotka głęboko lekceważy urzędowe zmiany czasu i u niej parcie na koci pęcherz podlega odwiecznym prawom przyrody. Nie na darmo mówi się przecież – biegać jak kot z pęcherzem.
Kiedy ja wstaję aby ulżyć kociemu pęcherzowi, mój odzywa się nieśmiało
- Halo, halo ! ja też wstałem. Prostata mnie obudziła.
Późniejsze dolegiwanie nazywam już tylko „męczeniem kichy”.
Ponoć ma się to zmienić i na wniosek PSL mamy mieć przez cały rok czas letni.
O ile rozumiem rolników którzy ( co pamiętam z czasów posiadania chałupy w Gorcach) pasjami uwielbiali klepać kosy przy porannej rosie ( tak 4.30) lub tłuc w łeb prosiaka o 5.00, o tyle nie podzielam zachwytu miastowych nad wcześniejszym wstawaniem.
Pewien mój znajomy, zaliczający się do tak zwanego srebrnego wieku ( pewnie ze względu na kolor włosów ) twierdził, że na zmianie czasu na letni najbardziej traci jego małżonka, ponieważ codzienny poranny wzwód ma teraz w trakcie dojazdu do pracy.
Mężczyzno. A ty kiedy masz swój wzwód nazywany poetycko – chwałą poranka?
Drażliwy temat? Tabu? To co powiesz o tym?
Czytam oto, że producenci środków higienicznych starali się dotychczas podchodzić do tematu menstruacji jak najmniej realistycznie i tak, żeby "dało się to oglądać".
Przełom nastąpił kilka dni temu, gdy światło dzienne ujrzała reklama pewnej brytyjskiej marki.
Zamiast niebieskiego płynu, na podpaskę wylewana jest czerwona substancja. Jedną z bohaterek spotu jest dziewczyna biorąca prysznic, po której nodze spływa strużka krwi.
Pojawia się też młody chłopak, który kupuje podpaski dla swojej ukochanej, a podsumowujące spot hasło brzmi: „Okresy są czymś normalnym. Ich pokazywanie także powinno takie być".
Złośliwie można powiedzieć, że robienie kupy też czymś normalnym ale reklamująca lek na zaparcia aktorka nie siedzi na kiblu, symulując wypróżnienie.
Przed oczami staje mi scena z Seksmisji kiedy bohaterowie dyskutują o rozmnażaniu bez udziału mężczyzn.
Albert: Nakłuwać dziewicze jaja… W macicy… Mechanicznie… Jajo o jajo…
Maks: Nie przy jedzeniu, no jak Boga kocham, no!
Jestem za otwartością życia i do tej pory nie miałem problemów z odpowiedzią na trudne pytania, czy to dzieciom czy znajomym, zainteresowanym powodami mojego szybszego ślubu, przed prawie czterema dekadami.
Katalog tematów powinien być jednak zdecydowanie szerszy
Oprócz okresu, potraktujmy seks jak coś normalnego, ludzkie ciało jako coś pięknego i takie tam.
Zresztą każdy z nas mógłby zbudować swój własny katalog zahamowań.
To może zacznijmy od siebie?
Póki co wszyscy bijemy się w piersi z powodu molestowania.
Milczę oczywiście tam, gdzie jak napisał kiedyś Wojciech Młynarski, głos powinien zabrać prokurator.
Dziwi mnie jednak, że współczesną miarę zachowań przykłada się do starych czasów.
Żeby kiedyś rwać dziewczyny jak młode wiśnie, trzeba było się jednak więcej nakombinować.
Czasem otrzeć się też o bezczelność.
Sam będąc „gówniarzem” złapałem koleżankę zbyt dosadnie, za co dostałem w pysk.
Nie obraziła się ani ona, ani ja.
A opowiadanie pieprznych dowcipów to też ponoć molestowanie.
Wybacz mi świecie, ale gdyby odrzeć mnie z tej umiejętności opowiadania dowcipów i artykułowania ciętej riposty to co by pozostało?
Każdy ma jakieś zdolności wrodzone, a jak się ma ponad metr osiemdziesiąt to czasem wystarczy tylko zdjąć beret
Sposób na miłość
Żaden intelekt
Jemu starczyło
Że mógł zdjąć beret
A już płeć piękna
Wpadła w zachwyt
Od razu miękła
W miejscach swych pachwin *

Słyszałem też, że Juliusz Machulski powinien się wstydzić za nakręcenie Seksmisji, jako filmu jednoznacznie seksistowskiego. A dystans ? Dystans do świata i siebie?
- Świat stanął na głowie - zauważyłem
- Ja ci o tym dawno mówiłam – wsparła mnie koleżanka małżonka
- Czy tylko ja mam dystans do siebie?
- No i ja trochę – dodała
Zrobiło się miło


*) Atrakcyjny Kazimierz

środa, 25 października 2017

Odgadując myśli Pana Boga

W 1988 r. Krzysztof Daukszewicz napisał tekst piosenki - I to jest mój kraj
Kiedy ją słyszę, zawsze nachodzą mnie myśli szersze niż tylko to linii mojej furtki 
Ostatnia zwrotka brzmi tak:
Poetom bywa czasem dobrze, choć częściej bywa źle,
Wiec jaki jest ja nie wiem sam po prosu myślę, że
Dla uczciwych to piekło, dla cwaniaków raj,
Dla głupich głupota, dla mnie to mój kraj.
Ponieważ dla mnie "to mój kraj"dlatego się dziwię. Dziwię i nie mogę zrozumieć 
Nie mogę przejść obojętnie obok informacji o matce, która wyrzuciła swoje nowo narodzone dziecko przez okno.
Zgłębiałem kiedyś tę wiedzę i mam świadomość istnienia czegoś takiego jak szok poporodowy, ale .... .
Informacją ta koresponduje z inną, że oto w tak zwanym oknie życia znaleziono dwójkę dzieci. Jak się później okazało rodzeństwo, w wieku dwóch miesięcy i półtora roku.
W innym miejscu naszego pięknego kraju, w rzecze znaleziono zwłoki dziecka. Jak się okazało po sekcji, dziecko urodziło się żywe.
Trzy przypadki w ciągu jednego tygodnia.
Czy to nie daje do myślenia?
Kurwa czy to naprawdę nie daje nikomu do myślenia?
W tym rozmodlonym katolickim kraju, gdzie od granic do granic przesuwa się paciorki różańca, skazuje się na śmierć nowo narodzone dzieci, poprzez zwykłe zaniedbanie bądź też celowe działanie.
Myślę, że w myśl obrońców życia, najważniejsze to donosić ciążę. Noworodek to już problem rodziców, jeszcze częściej samej matki.
Bo przecież krytykując zawsze można użyć powiedzenia o "rozkładaniu nóg". 
Ludzie się mylą, popełniają błędy, upadają nawet. Miarą człowieka nie jest to jak nisko się upadnie, ale jak szybko się z tego upadku podniesie.
W imię szeroko rozumianej religii, robi się jednak wszystko by błąd potknięcia, upadek stygmatyzowały przez całe życie.
Ponieważ ja jestem katolikiem, ty nie masz prawa do tabletki z antykoncepcją awaryjną.
Ponieważ ja jestem katolikiem, ty masz obowiązek urodzić dziecko, które na twoich oczach umrze bo z badań prenatalnych wynika, że nie ma szans na przeżycie.
Ponieważ ja jestem katolikiem, ty urodzisz dziecko z gwałtu i przez całe życie będziesz mieć przed oczami wspomnienie tego tragicznego wydarzenia, dojrzewające razem z twoim bólem.
Dziecko zaś odczuwać będzie chód i niechęć.Kogo to jednak obchodzi?
Nie nie wiem jak ja sam zachowałbym się w podobnej sytuacji. Wiem tylko jedno, że nie narzucałbym swoich poglądów jako jedynie słusznych.
Bo kimże ja jestem? Nikim.
Nawet Papież powiedział te słowa – Kimże ja jestem by oceniać kogoś innego?
Rodzimi ideolodzy nie mają w tym temacie wątpliwości. Surowo też oceniają samego Papieża.
Wstyd mi za takie wypowiedzi ponieważ sam zaliczam się do tego katolickiego grona 
Ponoć już jest aprobata ministra zdrowia dla klauzuli sumienia aptekarzy.
W imię tego, że ja jestem katolikiem, nie kupisz już w aptece zwykłego kondoma, o farmakologicznej antykoncepcji nie wspominając.
A przecież jest tyle innych zawodów które da się pogodzić z katolickim sumieniem, po co pracować wbrew sobie i dręczyć sumienie?
Edukacja seksualna i świadoma antykoncepcja mogłyby mocno ograniczyć ilość ludzkich tragedii.
Tragedii także dzieci które są całkowicie wobec tego zła bezbronne.
A to wkurza najbardziej.
Ale edukacja też kłoci się z czyimś katolickim sumieniem.
Tego już naprawdę nie sposób pojąć. Wszechmocna potrzeba zaglądania pod kołdrę swoim obywatelom dziwi i przeraża, sam nawet nie wiem w jakiej kolejności.
Odnoszę wrażenie, że rządzący chcą sobie zaskarbić przychylność Pana Boga przez mnożenie takich fundamentalnych zakazów. Sami zaś stawiają się ponad owymi uregulowaniami.
Najgorzej zaś mają ludzie prości. Aż prosi się o cytat z Miłosza.
Który skrzywdziłeś człowieka prostego … Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.
Że zawsze można wycofać poetę z listy lektur ?. Można ale to już nie te czasy.
Można też powiedzieć słowami bohatera skeczu Monty Pythona z „Sensu Życia” – Pan Bóg połapie się w tym cwaniactwie.
I w zasadzie wiara w to ostatnie stwierdzenie pozwala mi przeżyć w tym kraju kolejny dzień. A to jest mój kraj.
Jak to się dzieje, że religia mająca w sobie tyle miłości bliźniego przyjęła w naszym kraju taką krzywą gombrowiczowską gębę.
Nie nie gombrowiczowską, wszak sam Gombrowicz był gejem. Stosunek zaś do gejów, rowerzystów i wegetarian jest powszechnie znany.
Uważamy się za naród wybrany, bardziej wybrany niż Żydzi, bo żydostwem powszechnie gardzimy.
Nie wiem jednak czy jeżeli już to to wybranie nie ma jakiegoś negatywnego zabawienia. 

                                               Polak -  Katolik

I to jest mój kraj - K. Daukszewicz

sobota, 21 października 2017

Temat jak rzeka, czyli czego pragna kobiety, po raz kolejny

Czego pragną kobiety ?
Napisałem już na ten temat parę postów na swoich blogach, a więc z samych postów powinienem wiedzieć. Tak niestety nie jest i co rusz zmuszony jestem zadawać to samo pytanie. Informacje które do mnie docierają są jak rzeka w której się zanurzam. A kiedy ponownie próbuję to zrobić zauważam, że nic nie jest już takim jakim było poprzednio. Pozostaje tylko zgodzić się z Heraklitem z Efezu, że nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki .
Grupa naukowców z Uniwersytetu w Queensland postawiła hipotezę zgodnie z którą kobiety uzyskują najczęstsze i najlepsze orgazmy z mężczyznami, którzy mają cechy predestynujące ich w pośredni sposób do bycia dobrymi partnerami i rodzicami.
No to chyba jest już znane i zostało udowodnione a nazywa się doborem naturalnym.
Jakie cechy powinien posiadać mężczyzna by być idealnym kochankiem? Aby w trakcie zbliżenia kobieta mogła szczytować raz za razem?
Według badań polegających na pogłębionych ankietach wyszło, że cechy, które badacze połączyli bezwzględnie z orgazmem to bogate doświadczenie seksualne, przyjemny zapach, dobra komunikacja w łóżku i atrakcyjność fizyczna. Tutaj bez zaskoczeń.
O ile większość wymienionych cech jest zrozumiała, dyskusyjny jest tak zwany przyjemny zapach.
Istnieje bowiem teoria, że facet powinien pachnieć facetem.
To znaczy co ? Z rezygnować wody po goleniu i dezodorantu? Ponoć z dezodorantem trzeba ostrożnie. Czytałem, że męski pot, jeśli tylko jest zdrowy i świeży, w niezwykły sposób działa na kobiety!
Ponieważ określenie „niezwykły sposób” jest bardzo pojemne, na wszelki wypadek nie zrezygnowałem z prysznica i skromnych kosmetyków.
Idzie o feromony? Te są ponoć bezwonne.
Poza tym gdyby tak zwany przyjemny zapach był jednoznacznie definiowany, w sklepach kosmetycznych wody kolońskie mieściłyby się na jednej półce.
Sam lubię w zapachach tak zwane zielone kolory, unikam niebieskich a czerwone są za słodkie.
Kobiety wspominają, że ważną sprawa jest poczucie humoru chociaż żarty podczas seksu wymarzoną stymulacją nie są. Co tam jeszcze ? Kreatywność, przy czym nie idzie o wymyślanie nowych pozycji za którymi większość pań jednak nie przepada.
Dobrze wiedzieć, bo do tej pory słyszałem, że kobiety znudzone są monotonią intymnego życia, poprzez stosowanie przez partnerów kilku oklepanych pozycji.
Mądrość przysłów ludowych polega na tym, że sobie przeczą, a więc z badaniami może być podobnie.
Na liście znajdują się jeszcze między innymi: ciepło emocjonalne i bycie osobą godną zaufania,
Istnieje teoria, że ciepli mężczyźni nie są tym co kobiety lubią najbardziej
Jak pogodzić te wszystkie cechy nie do pogodzenia w jednym facecie?
W marzeniach jest wszystko możliwe, a opis powyższy nasunął mi piosenkę z Kabaretu Starszych Panów – Czas na sen

Dobranoc, dobranoc niewiasto
Skłoń główkę na miękką poduszkę
Dobranoc, nad wieś i nad miasto jak rączym rumakiem wzleć łóżkiem
Niech rycerz Cię na nim porywa co piękny i dobry jest wielce
Co zrobił zakupy, pozmywał i dzieciom dopomógł zmóc lekcje
A teraz tak objął Cię ciasno jak amant ekranów i scen
Dobranoc, dobranoc niewiasto
Już czas na sen *

Tak, tak.... Już czas na sen 

I jeszcze jedna dobra wiadomość, tym razem dla facetów.
Jedna z firm, gdzieś na świecie, postanowiła produkować prezerwatywy na wymiar. Dotychczas produkowano tylko na 17 cm, jakby męskie penisy tłoczone były na jednej sztancy. 
Tak więc dla jednych były one za duże, dla innych zaś za małe. 
Wiadomo, że przeciętny penis ma ... No tego nie wiadomo, ponieważ faceci namiętnie zawyżają swój wymiar. Firma produkuje gumki w zakresie od 12 do 23 cm.  Oznaczając wymiar kombinacją cyfr, które uniemożliwią spoglądanie na faceta przy kasie, z tym szyderczym uśmiechem, że oto kolejny z krótkim wackiem do kolekcji.
Ponoć już w pierwszych dniach sprzedaży, z półek zniknęło ponad 60 procent produkcji. Pytanie które się nasuwa to, których rozmiarów najpierw brakło?
Od teraz faceci być może nie będą mieli dłuższych penisów. Będą za to mieli elegancko dopasowane wdzianka na swojego Największego Przyjaciela 

 
 

na podstawie lektury