piątek, 27 września 2013

To żadna nowość, przyszła jesień

Jesień przyszła. No bo skoro już jakiś czas szła to i doszła.
Takie są prawa natury. A propos dochodzenia a więc praw natury. Pan Nieistotny czytał na jakimś męskim portalu artykuł, a w zasadzie nie czytał a oglądał, bo były to tylko małe podpisy pod zdjęciami. Wspólny ich tytuł brzmiał - Pięć powodów dla których warto uprawiać szybki seks.
Wszystko sprowadza się do stwierdzeń, że szybciej to znaczy częściej. Poza tym to ponoć cieplej dla związku i liczy się wtedy sam seks a nie oprawa w postaci na przykład koronkowych stringów, kajdanek pejczy czy czegoś tam innego, jak kto woli.
Obniża ciśnienie, ponoć ten seks który jest uprawiany w nietypowych miejscach.
Jan Maria uprawiał kiedyś seks w nietypowym a zwłaszcza publicznym miejscu. Okazało się, że ciśnienie podniosło mu się do granic wytrzymałości tętnic, a serce o mało co nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Płuca wentylowały pospiesznie, a oczy ganiały od lewa do prawa. Dobrze, że nie przypłacił tego wylewem. Można jednak ten fakt interpretować na korzyść Nieistotnego. Przecież dotlenił się jak nigdy.
Ponoć uprawiany w takich miejscach smakuje jak zakazany owoc i dostarcza wielu pozytywnych emocji. Jednak chyba nie dla tych co nas na tej czynności kradzieży intymności jak jabłek z ogrodu księdza zastali.
Analizując podobne artykuły można dojść do wniosku, że bez trudu sporządzimy zestaw piętnastu powodów dla którego powolny i dokładny seks jest lepszy dla naszego zdrowia.
A już dla zdrowia kobiet, które wolniej dochodzą do szczęścia, ma znaczenie zasadnicze.
Kto ma parę lat doświadczenia w związku wie jaka groźna dla zdrowia może być nieusatysfakcjonowana kobieta.
Pan Nieistotny czytał gdzieś, że na tę kobieca niedogodność naukowcy znaleźli nawet specjalne określenie. Nazywa się to „syndrom niedopchnięcia”. Jan Maria nie przeprasza za użyte określenie ponieważ tylko je cytuje.
A żeby uogólnić i dojść do jakichś wniosków. Obecnie można zestawić wszystko ze wszystkim. Kratki z kropkami. Niebieskie z brązowym. Słone ze słodkim. A ostatnio ponoć litery z wydarzeniami. Właśnie przez media przewala się dyskusja na temat użycia litery W. W kolejce zaś czeka jeszcze cały alfabet.
- To nie wypada – mówiła matka. Ojciec częściej za to samo dawał w dupę.
Nie wypada żeby wino czerwone dawać do białego mięsa, żeby dziewczyna chodziła do chłopaka, żeby...
Teraz sramy na konwenanse, teraz wyrażamy siebie.
- Wyraź siebie wypij Pepsi - głosi reklama.
Po ponoć nie wolno tłumić swoich pragnień, a granica przyzwolenia na te realizacje niczym guma do majtek naciąga się cały czas.
Wielki miłośnik strzelania z gumy do majtek, Pan Nieistotny pamięta jednak, że nawet taka guma ma gdzieś swój punkt krytyczny.
Dla wielu dzisiejszych zachować Jan Maria uważa, że ten punkt krytyczny został minięty jeszcze w zeszłym miesiącu.
A może to starość, nieuchronna jesień życia szła, szła i doszła?
Żeby być staruchem nie trzeba mieć pomarszczonej skóry, upstrzonej wątrobowymi plamami. Nie trzeba narzekać na osteoporozę i leniwą prostatę.
Starość zaczyna się gdy zapominamy, że w czasie naszej młodości nie zachowywaliśmy się wiele lepiej. Oczywiście biorąc po uwagę czasy a więc i warunki.
Bo przecież pierwszy seks Pana Nieistotnego był zdrowy bo bardzo szybki.
W zasadzie skończył się na chwilę przed tym gdy miał się zacząć.

czwartek, 26 września 2013

O sile nabywczej pieniądza

Pan Nieistotny przeczytał, że właśnie zaczyna się niemiecki festiwal piwny Oktoberfest.
Ponieważ z roku na rok impreza staje się bardziej popularna, bo który z facetów by nie chciałby aby cycata kelnerka postawiła przed nim litrowy kufel zimnego piwa?
Wielu chce, a więc w tym roku cena takiego kufla ma wynosić minimum dziesięć euro.
Mózg Jana Marii rzucił się do przeliczenia na nasze.
- Dziesięć po cztery dwadzieścia to ni mniej ni więcej czterdzieści dwa złote za kufel.
To dużo czy mało?
No właśnie.
Nieistotnemu przypomniał się wywiad z Jerzym Stuhrem z ostatniego Newsweeka.
Pan Jerzy opowiada tam historię z jednego ze spotkań autorskich. Pewien emeryt poinformował go, że w miejscowej bibliotece, na jego książę zorganizowano zapisy i trzeba swoje odczekać.
To ponoć jedyna książka obciążona takimi zapisami.
- Mój boże – pomyślał autor - przecież w księgarni moja książka kosztuje tylko czterdzieści złotych.
Oczywiście komentujący zaraz rzucili się niego jak wilki, wytykając mu brak rozeznania co do polskich warunków i oczywiście brak empatii. Bo wiadomo że bogaty biednego nie zrozumie.
Zdaniem Pana Nieistotnego to była właśnie empatia w czystej postaci.
Książka która kosztuje raptem tyle co kufel piwa na wspomnianym wyżej festiwalu czy może jeszcze festynie, znajduje się poza zasięgiem człowieka który uczciwie przepracował dla kraju swoje najlepsze lata. Dodatkowo co niej jest aż takie częste ma jakieś potrzeby sfery duchowej.
Nie były to jedyne gorzkie słowa jakie wypowiedział Jerzy Stuhr oceniając naszą obecną sytuację.
A co wybierze statystyczny mieszkaniec naszego kraju, dzierżąc w ręce równowartość dziesięciu euro? Udział w festiwalu czy zakup książki?
Rodacy nie uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych, nie kupują tez książek ponieważ mają telewizor.
No właśnie czterdzieści dwa złote to przecież dwie połówki czystej. Za resztę można jeszcze dokupić popitkę. A jak komuś znudził się biust żony, to może odczekać do dwudziestej trzeciej. Telewizor zabezpieczy mu i tę potrzebę.
Może więc warto rozważyć zapłatę abonamentu telewizyjnego?
Chyba, że ktoś przeliczy go na piwo z Biedronki.

poniedziałek, 23 września 2013

Wycinanie

- Zimno się zrobiło – pomyślał Jan Maria kiedy rano zamykał drzwi wejściowe do domu. Wcześniej wiatr wyrwał mu je z ręki i otworzył na cała szerokość. Przezornie założony wcześniej ogranicznik zamortyzował uderzenie unikając muru, ale i tak drzwi zarżały niepokojąco, odbijając się od twardej gumy.
- Czas wyciągnąć ulubioną kurtkę -zdecydował. Zielona, wojskowa kurtka model M-67. Całe pokolenie buntowników wychowało się w takich kurtkach. Bo przecież i Pan Nieistotny był kiedyś buntownikiem. Teraz już nie jest ani młody, ani gniewny, teraz jest po prostu wkurwiony. Cóż jednak przeszkadza trochę poudawać, że nie jest jeszcze tak źle. Kurtka jest już trochę sfatygowana ponieważ nosi ją na swoim karku już ponad piętnaście lat.
Z tego powodu w kilku sklepach, zwłaszcza tych elegantszych, został mylnie zakwalifikowany. Pracującej w sklepie ochronie mniej kojarzył się z buntownikiem, dlatego zaczęli chodzić za nim krok w krok dopóki nie użył wobec nich kilku prostych, żołnierskich słów. Pomogło.
Pan Nieistotny wie, że pilnowanie i ochrona to ich praca, niech jednak robią to dyskretnie.
Z czasów dzieciństwa pamięta jeszcze, że to nie szata zdobi człowieka. Nawet tę mądrość przekazał swoim dzieciom. Chyba niepotrzebnie. Obecnie obowiązuje zasada - absolutely must have.
- Jan Maria jest jednak w takim wieku, że może śmiało powiedzieć – mam to w dupie.
Dzisiaj wieczorem, kiedy wróci do domu i wrzuci coś na ruszt, wyciągnie kurtkę i sprawdzi stan wyprania.
Żona zasiała mu tej sprawie pewne wątpliwości. Bo albo prała ją po sezonie, albo przed. Ten czas tak teraz szybko leci.
Leci ale nie wszystkim. W związku z operacją która przeszła Najważniejsza, obowiązywało ją pewne zalecenie. Przez trzy tygodnie musiała leżeć na brzuchu. Jan Maria dopasował pokój dla tego ograniczonego przeżywana swojego życia i oboje zaczęli odliczać czas. Był to okres wzlotów i upadków, uśmiechów i załamań graniczących nawet z depresją. Odwiedzająca ich pielęgniarka wydłużyła okres unikania innych pozycji o dodatkowy tydzień, a kontrolujący w czasie ostatniej wizyty chirurg jeszcze o jeden tydzień.
-T rudno, wytrzymam jeszcze ten tydzień - powiedziała Najważniejsza.
Gorzkie lekarstwo dawkowane w mniejszych porcjach jest chyba łatwiejsze do przełknięcia – podsumował Jan Maria, licząc, że starczy mu cierpliwości do tego dodatkowego tygodnia.
Przy okazji realizacji lekarskich zaleceń trzeba jeszcze normalnie funkcjonować.
W sobotę Pan Nieistotny wykonał wyroki śmierci na wcześniej skazanych.
Pod ciosami siekiery padły: dwie czarne porzeczki i dwa agresty. Sam dał sobie i roślinom rok na wykazanie się. Stare krzaki nie popisały się obfitując przez wszystkim w liście a i w te nie za bardzo.
W kolejce czeka jeszcze jabłoń z dwoma jabłuszkami wielkości rajskich, grusza z próchniczą dziurą w pniu i pewnie wielki orzech którego gałęzie odrosły na wielkim starym pniu. Pień pokryty jest sezonowym grzybami a rozbudowane gałęzie gotowe niespodziewanie runąć.
Orzecha jeszcze przemyśli.
Miejsce porzeczek zajmie amerykańska borówka. Agrest za agrest, bowiem pasuje w tym miejscu. A orzech? Może odsłoni winogron, całkiem zagłuszony cieniem wielkiego drzewa.
Obliczył stan orzechów włoskich. Zielone kulki w ilości ośmiu lub dziesięciu sztuk, tkwią gdzieś tam ukryte są pod dużymi liśćmi.
Będzie mu łatwiej ponieważ nie wyrobił w sobie sentymentu, ani do orzecha, ani do gruszki o jabłoni nie wspominając
Nie samymi porażkami pokazał się jego ogród w tym roku. Udane brzoskwinie, wspaniałe jabłka papierówki jak wspomnienie dzieciństwa. Od dobrej strony pokazała się leszczyna i winogron.
Młoda grusza też czeka na słowa uznania.
W sumie to jest fajny rok, uzupełniony warzywami z własnych grządek.
Niby nic, pomidor, cukinia czy ogórek. Tak, ale własne. Dla byłego już mieszczucha i blokersa każdy czerwieniący się pomidor jest jak poezja.
Przesadza?
Nie nie przesadza, to zrobi dopiero w październiku. W kolejce czekają tuje i cyprysiki. Trzeba je uwolnić z tłoku w jakim wzrastają . Akcja ma nosić nazwę „uwolnić Conicę, bo właśnie ten świerk jest najbardziej uciskany.
Ogrodowe roboty recenzują tylko sroki, które przysiadły na ogrodzeniu i patrzą na Jana Marię Tak śmiesznie przekrzywiają łepki w jedną stronę.
Szpaków nie ma już od dawna, a od kilku dni Nieistotny odczuwa syndrom pustego gniazda. Bocianiego oczywiście.

czwartek, 19 września 2013

Ciekawość ograniczona

Pan Nieistotny jest człowiekiem wiary. Staromodnie wierzy w słowo pisane.
Kiedy zobaczył ten tytuł artykułu okraszony galerią zdjęć, nie wszedł do środka. Jan Maria lubi bowiem wiedzieć, ale lubi też swój stary laptop


  

środa, 18 września 2013

Proste wyliczenia zadziwiają najbardziej

Jest taki stary dowcip o trójce archeologów, którzy w Egipcie odkrywają mumię całkiem nieznanego nauce faraona. Po otwarciu sarkofagu okazuje się, że mumia zaczyna się ruszać. Bandaże puszczają i spod nich wyciąga się dłoń, która wskazującym palcem przywołuje do siebie kogoś.
Amerykanin pyta, czy to o niego chodzi. Palec mumii kiwa przecząco. Tak samo jest z rosyjskim naukowcem. Okazuje się, że mumia wzywa Polaka. Kiedy ten na miękkich nogach zbliża się do mumii ta słabym głosem pyta go
- A ten Fogg to u was jeszcze śpiewa?.
Tutaj dla nieznających historii, Mieczysław Fogg ( 1901-1980) śpiewający od 22 roku życia aż do śmierci. Prawdopodobnie najbardziej znany polski kolejarz bo właśnie w PKP zaczynał swoją pracę.
Pan Nieistotny posiadał tę wiedzę i dopiero tekst z wiadomości Onetu w dniu dzisiejszym, zburzył w nim dobre samopoczucie z powodu jej posiadania.
Tekst nosi tytuł „Jarzy Połomski obchodzi 80 urodziny” Pan Jerzy to kolejny filar polskiej piosenki, a ostatnio przypomniał się młodszej publiczności duetami z całkiem młodymi wykonawcami.
Co urzekło Jan Marię w tym artykule? Przecież do wyniku Mieczysława Fogga brakuje mu przynajmniej 11 lat? Przy okazji Pan Nieistotny uważa, że Jerzy Połomski zdecydowanie nie powinien się w tej kwestii ograniczać.
Chodzi o podpis pod jednym ze zdjęć zamieszczonych w galerii
Wynika z niego, że zrobiono go jakieś 213 lat temu.
Z prostych wyliczeń wynika, że Pan Jerzy trzyma się bardzo dobrze, ale kudy mu do faraonów. Na dobrą sprawę nawet Piotr Skarga nie mógłby o niego zapytać.
Powiecie błąd człowieka. Tak ale dzięki niemu na jubileusz Jerzego Połomskiego można spojrzeć z jeszcze większym szacunkiem.
Sto lat

wtorek, 17 września 2013

Jak trwoga...

Pan Nieistotny otworzył pokrywę laptopa, następnie połączył się z internetem i odebrał pocztę.
Tradycyjnie.
Od dłuższego czasu jakiś chiński przedsiębiorca proponuje mu sprzedaż dużych granitowych płyt.
A może to nie są płyty tylko nagrobek do samodzielnego zrobienia?
Taka południowoazjatycka odmiana IKEI.
Tylko, że Panu Nieistotnemu nie spieszy się do ostatecznych rozwiązań. Bo na przekór temu co powszechnie zwykł był twierdzić, nie widział jeszcze wszystkiego.
Ta lista rzeczy których nie dane mu będzie zobaczyć ani doświadczyć na przekór logice rośnie a nie maleje z wiekiem.
Kiedy opadną już łuski z oczu dowiadujesz się, że wyżej dupy nie poskoczysz i że większość to były młodzieńcze marzenia które zadziwiająco długo plątały się wokół ciebie.
Może ten czas plątania powinno się uważać za jakąś formę sukcesu?
Oprócz listy rzeczy które znajdują się poza zasięgiem Jana Marii, powstała i powiększa się druga lista. To lista osób które jak mówi Andrzej Mleczko – mogą go pocałować w dupę.
A propos tej wymienionej w ostatnim zdaniu części anatomicznej.
Ostatni mail to propozycja bezpłatnej dostawy pewnej małej niebieskiej tabletki, która ponoć rozwiązuje wszystkie problemy życiowe mężczyzny.
Jakby całe życie polegało na pieprzeniu. Nie będzie kłamał, że tak przez chwilę je sobie wyobrażał.
Potem zrozumiał, że zaszła pomyłka, to życie bywa popieprzone.
Za oknem deszcz na termometrze, około dziesięciu stopni. Pogoda z gatunku barowych.
A poza tym jeszcze jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, pisała Ta co niestety już nie żyje.
Wylogował się pozostając pełen podziwu dla Młodszego, który nie zjadł całego transferu danych wynikających z abonamentu.
Potem wyszedł z domu nie zapominając oczywiście by pocałować na pożegnanie Najważniejszą.
Najważniejsza dosypiała jeszcze, łapczywie łapiąc ostatnie kwadransy snu, który wtedy ponoć smakuje najlepiej.
Wsiadł do samochodu, przekręcił kluczyk i kiedy silnik zaczął pracować, włączył światła mijania.
- Cholera jasna - znowu zapomniał.
Od połowy ubiegłego tygodnia zbiera się do wymiany żarówki w reflektorze, zawsze jednak niechęć do tego ginekologicznego grzebania pod maską zwycięża nad rozsądkiem.
Pewnie dzisiaj przy tym deszczu też tego nie zrobi.
Wycieraczki zaczęły miarowo pracować zgarniając wodę na boki. Szybko zaparowała szyba więc włączył nawiew na przednią szybę, a potem delikatne podgrzewanie.
W tle leciało radio, ale jak co dzień nie zwracał uwagi na słowa i melodie.
Pogrążył się we własnych myślach, a dzisiaj miał o czym myśleć.
Wydarzenia wczorajszego dnia, wybuchły nagle i niespodziewanie. Impet wybuchu był tak wielki, że większość uczestników zdarzenia zaczęła tracić nad nim kontrolę.
Jan Maria w ostatniej praktycznie chwili wybiegł z domu i wsiadł do samochodu. Ruszył ostro. Koła wyrzuciły spod siebie drobiny szutru. Po dwustu metrach wjechał na asfaltową drogę i znacząco przyspieszył. Uchylił jedną szybę, a kiedy tego było mało, opuścił następną. Chłodne powietrze owiewało paląca twarz i pulsujące skronie. Kiedy i tego okazało się mało wystawił głowę przez okno i w takiej pozycji prowadził samochód. Jechał pośród pól, łąk i tych wszystkich wiejskich jesiennych klimatów. Zaczęło pomagać. Powoli puszczały emocje a ciśnienie wracało do normy. Otrzeźwiał na tyle by zdać sobie sprawę z tego, że nie zabrał żadnego ze swoich dwóch telefonów komórkowych
Teraz kiedy rozsądek znów przejął kontrolę nad ciałem zaczął odczuwać ich brak.
Porzucić wszystko i wybiec z domu. Ileż to razy rozważał ten scenariusz w chwili zwątpienia.
A kiedy wybiegł już na pierwszym skrzyżowaniu nie wiedział w którą stronę skręcić.
Uciekać to proste. Teraz trzeba wrócić by znów zmierzyć się z problemami, Które stają się jeszcze większe.
Wracał więc by wziąć się z nimi za bary.
Kiedy mijał wiejski kościółek, zdecydowanie zatrzymał samochód. Wszedł na brukowaną ścieżkę. Główne drzwi były zamknięte, ale nie odpuścił.
Poprzez drzwi do zakrystii dostał się do środka. Kościelny zwijał jakieś białe szaty. Spytał go czy może na chwilę, ten kiwnął w geście przyzwolenia.
Siadł w pierwszej ławce i spojrzał przed siebie.
Ze złoconego ołtarza spoglądała na niego zbolała twarz wiszącego na krzyżu Chrystusa.
- Zawaliłem – powiedział do Niego i do siebie – A może tylko nie miałem wystarczającej cierpliwości by to wszystko wytrzymać? Nie chcę się wybielać, ale nie wyszło to dobrze.
Sam zaskoczył się potokiem myśli które przewalały się przez jego umysł, w pewnym coraz bardziej skoncentrowanym porządku.
Powoli spływał do niego spokój, później umiejętność, logicznego myślenia, w końcu pomysł na rozwiązanie.
Z rozmyślań wyrwał go kościelny, który zaczął rozpalać świece. Zaraz te zaczął się ruch gwar przygotowań
Jan Maria lubi te chwile, kiedy w ciszy takiego małego drewnianego kościółku słyszy bicie własnego serca.
Szuka takich chwil i takich miejsc.
Rzadko szuka, przyznał to już w pierwszych słowach.
Wyszedł z kościółka zamykając za sobą skrzypiące drewniane drzwi. Kiedy wsiadał do samochodu rozdzwoniły się dzwony w pobliskiej dzwonnicy.
Uruchomił silnik i wjechał na asfaltową drogę. Do domu było ze dwa kilometry.
Kiedy wszedł do środka działał już na chłodno, zgodnie z wymyślonym w kościelnej ławce scenariuszem.




czwartek, 12 września 2013

Bałaganu chciałoby ciało

Boże, spraw by nam się chciało, tak jak nam się nie chce - napisał autor Kubusia, misia o bardzo małym rozumku.
Pan Nieistotny już od jakiegoś czasu jest pod wpływem tego właśnie uczucia.
Zeszły rok, znaczony ślubem w najbliższej rodzinie i decyzją o zakupie domu spowodował, że Jan Maria chudł i działał. Nawet bez kawy wkręcał się na wysokie obroty i tak nakręcony przeżywał dzień za dniem. Im bardziej działał tym szybciej chudł albo odwrotnie.
Najważniejsze że w ciągu sześciu miesięcy zrzucił prawie czternaście kilogramów wagi tak, że mógłby wejść w spodnie, w których słuchał po raz pierwszy „Ciemnej strony księżyca” Kto by jednak przez tyle lat trzymał sprane jeansy za osiem dolców?. Kto z wyjątkiem szwagra Jana Marii, który gdzieś w piwnicy trzyma jeszcze korkowiec który dostał w trzeciej klasie podstawówki.
A potem była przeprowadzka i adaptacje i dzień od rana do wieczora znaczony pracą w którą rzucił się bez opamiętania. Złapał i trzymał kurczowo niczym koło ratunkowe.
Zrobił dużo dla zmiany atmosfery nowego domu, jeszcze więcej dla własnej satysfakcji.
Może i satysfakcja jest najważniejsza. Pan Nieistotny uważa bowiem, że satysfakcja to pojęcie wymyślone dla biednych, bogaci mają pieniądze. Czasem tak się zdarza, że i pieniądze i satysfakcję
No ale kto powiedział, że świat est sprawiedliwy.
Nie pamięta już w którym roku był na ostatnim urlopie w pracy. Na takim który trwa dłużej niż jeden lub dwa dni, wzięte dla załatwienia sprawa ważnych. Z pewnością od tego czasu minęło więcej niż pięć lat. Jan Maria gotów jest przyjąć liczbę dziesięć jak bardziej odpowiadającą rzeczywistości.
Z powodu tego niewykorzystania zawsze brał ekwiwalent pieniężny wtedy gdy zmieniał pracę na inną.
Forsa rozpływała się zdecydowanie szybciej niż niż regenerował się organizm.
Teraz weźmie bez zmiany pracy. Znak czasów?
A może to tylko depresja ? Tyle o niej teraz piszą.
Teraz to nawet wypada mieć depresję, tak jak w środowisku celebryckim być molestowanym za młodu.
Tu pan Nieistotny ma pod górkę. Wychował się w normalnej rodzine.
Dlaczego pisze o tej niechęci do prac wszelakich?
Właśnie otworzyły się możliwości adaptacji łazienki dla potrze osób niepełnosprawnych. W zasadzie to można już trąbić na rozpoczęcie prac. Tylko, że żona przykuta do łóżka, pooperacyjne zalecenia mówią o trzech tygodniach bezwzględnego leżenia. A potem?
Potem przecież nie rzuci się w wir zakupów i dobierania terakoty, armatury i uchwytów.
Pan Nieistotny pamięta jeszcze te przepychanki w marketach budowlanych z początku roku. Wtedy to okazało się, że estetyka a przede wszystkim poczucie odpowiedzialności za domowy budżet nie do końca spodobało się pozostałym członkom rodziny.
W zasadzie to nawet, co zdarza mu się niezwykle rzadko, podzielił się tymi wątpliwościami z Najważniejszą. Poczuła się chyba dotknięta, ponieważ zaproponowała odstąpienie od realizacji.
A przecież tu nie o to chodzi.
Czas dzielony pomiędzy pracę a dom, zakupy, wizyty pielęgniarki i niezbędne prace porządkowe wokół domu rozkładają go od pewnego czasu zupełnie. Zasypia jak małe dziecko zaraz po dwudziestej pierwszej. Budząc się potem z poczuciem, że czegoś tam nie zdążył dopilnować.
Marzenia?
Tak proste jak precel.
Ponudzić się trochę, walnąć się przed telewizorem i znaleźć w sobie cierpliwość do obejrzenia całego filmu. Pozwolić sobie na bałagan a w zasadzie na kilka bałaganów
Bałagany, bałagany błogie
gdy niczego nie muszę - a mogę
Bałagany sobotnio-niedzielne
bałagany tytoniowo-chmielne... (Dagmara Korona)
Z tytoniem to Jan Maria Nie ma nic wspólnego. Nie pali od ponad ćwierćwiecza czyli ma płuca zregenerowane i może mówić, że w zasadzie nie palił nigdy
Mogą więc być bałagany winno-chmielne.
- No tak - pomyślał Jan Maria - Cała misterna konstrukcja rozważań o sobie która zmierza do końcowego wniosku który jest znany jak świat:
Idzie weekend, trzeba się będzie nawalić żeby odreagować.
Z tą różnicą, że Każdy jednak inaczej definiuje słowo „nawalić”