środa, 15 stycznia 2014

Od kogo się uczyć?

Od kogo się uczyć?
Są dwie odpowiedzi na to pytanie.
Pierwsza, że trzeba się uczyć od najlepszych, a druga, że choćby od diabła.
Skąd takie przemyślenia rankiem w połowie tygodnia?
Pan Nieistotny jest pod wrażeniem wywiadu jakiego udzielił portalowi na temat jeden z nowych młodych managerów PKP.
Nareszcie ktoś to boleśnie prawdziwie odpowiedział na pytanie, które przez cały okres PRL-u pozostawało bez odpowiedzi.
- Dlaczego w pociągach było brudno - pyta redaktor
- Pociągów, szczerze mówiąc, nikt nie sprzątał. Nikt nie umiał nam wyjaśnić, jak to się działo, że ze stacji utrzymania wyjeżdżał pociąg oznaczony jako czysty, co okazywało się fikcją. Klasyfikowano brud na jednodniowy, tygodniowy i trwały. Pytaliśmy więc ekipę sprzątającą, jak to możliwe, że codziennie sprzątany brud przekształca się w tygodniowy, a potem trwały…
- Co było przełomem?
- Zmiana myślenia. Musieliśmy zejść bardzo nisko, by dotknąć sedna problemu. Np. wcześniej osoba sprzątająca myła wszystko jedną ścierką. Od podłogi poprzez stolik, na którym jadł Pan kanapki. W tej chwili są trzy szmatki, każda w innym kolorze, przeznaczona do sprzątania innej powierzchni. To mała, ale fundamentalna zmiana, bo skłania do identyfikowania się z klientem, zastanowienia się: czy ja byłbym zadowolony jadąc tak posprzątanym pociągiem? Dodatkowo dziś każdy sprzątający wie, że jego praca będzie skontrolowana. To zaczyna działać.
- Rewelacyjnie proste – pomyślał Jan Maria Nieistotny – Przekazać narzędzia, wyznaczyć cel i skontrolować wykonanie?. Trzeba było pokolenia wykształconego po 1989r na Harvardzie czy innym MBA by pochylili się nad problemem syfu w przedziałach i toaletach, maskowanego przy użyciu jednej szarej szmaty, grubo tkanej z tekstylnych odpadów, pozostawiającej brudne włókna na wszystkim dokoła.
Polityka trzech szmatek – można by to określić. Pan Nieistotny zauważył tu jakąś paralelę między ową polityką a chińską rewolucją. Tam sukcesy święciła ogłoszona przez Mao Zedonga polityka trzech czerwonych sztandarów. Zakładała szybkie przekształcenie Chin z zacofanego kraju rolniczego w czołową potęgę przemysłową.
Porównania widoczne chociaż symboliczne. Na kolei naprawdę trwa rewolucja i pytanie jak się ona zakończy?
W Chinach zakończyła się klęską głodu i ruiną gospodarki. Trzeba było zmiany jakościowej i gospodarki wolnorynkowej. U nas zmiana pokoleniowa nastąpiła, gospodarka wolnorynkowa też kwitnie a więc nie powinno być żadnych problemów.
Poza jednym.
W informacjach o kolei Jan Maria Nieistotny znalazł tekst zatytułowany
„Noworoczne postanowienie kolejarzy: będą czyste wagony”
Czy ktoś kiedyś widział zrealizowanie postanowienie noworoczne?
Ale pomimo wszystko, Nieistotny życzy powodzenia i trzyma kciuki.


wtorek, 7 stycznia 2014

Czy Pan lubi Go Go ?

Zgodnie z odpowiednimi przepisami, lokal podający alkohol nie może znajdować się w odległości mniejszej niż sto metrów od miejsca kultu religijnego, czyli mówiąc inaczej kościoła bo tak podpowiada ludowa świadomość.
Dlaczego akurat sto metrów? Wychodzi na to, że powyżej tej odległości Panu Bogu już nie przeszkadza. Czyżby Pan Bóg był krótkowidzem?
Jak zrealizować tę zasadę w miastach pełnych atrakcji turystycznych? Jak to czynić w Krakowie mieście stu kościołów? Podobno w obrębie Plant jest koło setki knajp i knajpek co znaczy, że przy rozsądku ludzi, nawet dziwaczne prawo można zinterpretować bez szkody dla nich samych.
Sam alkohol przeznaczony jest zresztą dla ludzi myślących.
- W tym kraju – pomyślał Jan Maria Nieistotny - jak nie kościół to figura, albo miejsce uświęcone męczeńską krwią. Nic tylko maszerować z procesją, składać kwiaty, palić lampki i czcić.
Memento mori
A przecież życie toczy się wokół nas. Ludzie rodzą się, dorastają i odkrywają uroki zabawy i zabawy po alkoholu. W końcu odkrywają seks i miłość, albo odwrotnie. Najczęściej rodzą się z tego dzieci, ale nie jest to żaden prawny obowiązek.
Takie jest prawo natury i nic tego nie zmieni.
Jedni spędzają wolny czas na medytacjach w kościelnych ławach inni w nocnym klubie.
Pan Nieistotny zna takich którzy z równym upodobaniem oddają się jednemu i drugiemu.
Jak ten baca, który szedł do burdelu z książeczką do nabożeństwa. Tłumaczył, że jak mu się tam spodoba to zostanie do niedzieli.
Pozostawiając na boku nocne lokale ze skłonnością do bycia domami publicznymi, zastanówmy się nad pozostałymi lokalami rozrywkowymi.
Dlaczego Jan Maria zainteresował się knajpami z programem rozrywkowym?
Oto w Warszawie podniósł się krzyk świętego oburzenia z powodu otwarcia na Krakowskim Przedmieściu klubu nocnego. Podobno stoi niedaleko kościoła, w pobliżu figury, a sam dom odegrał rolę w czasie Powstania Warszawskiego.
- No i o co chodzi? – zastanawia się Jan Maria - O wyszynk alkoholu czy o te inne atrakcje?
Z pewnością o te inne atrakcje lokalu Go Go
Nieoceniona Wikipedia podaje definicję takiego miejsca
Klub Go Go to klub nocny, lokal ze striptizem. W lokalu z podkładem muzycznym prezentowany jest: taniec na rurze, striptease oraz pokazy tancerzy erotycznych, chippendales. Występy mają charakter zamknięty (pokazy są płatne).
No i proszę. Po pierwsze płatne, nikt wbrew swej woli nie jest narażony. Po drugie lokal dba o to by przez szyby z ulicy nie zobaczyć nic, bo za oglądanie pobiera opłatę.
No właśnie. Płaci się za oglądanie. Jan Maria nie musiał się podpierać wikipediową definicją ponieważ miał okazję zobaczyć klub Go Go z tak zwanej drugiej strony szyby.
W lokalach panuje zasada, że nie wolno dotknąć dziewczyn wykonujących swój program artystyczny. Podziwiając wprawę w akrobacji Jan Maria upiera się przy artystycznych walorach programu. Warunek oczywiście, że kobiety pracują tam z własnego wyboru.
Każda próba klepnięcia tancerki w tyłek, skończy się nieodwołalnym wywaleniem z lokalu na zbity pysk. Chyba, że Jan Maria przebywał w lokalu z tak zwanej górnej półki w samym sercu Stolicy.
Ech, były czasy.
Striptease już tak spowszedniał, że nie budzi chyba niczyich emocji, zaś taniec na rurze miał się ponoć stać dyscyplina olimpijską, tylko wtedy zamiast szpilek zakłada się adidasy.
O co więc ten cały krzyk?
O moralność.
Jakże wybiórczą mamy tę moralność.
I jakiego pecha ma właściciel kamienicy, która była świadkiem czynu zbrojnego.
A przecież cała Warszawa była świadkiem i uczestnikiem takiego czynu.
Chwała bohaterom, ale i wolność współczesnym.
Jak skomentował to wydarzenie jeden z internautów, w takim Paryżu sąsiadują obok siebie
Kościoły, meczety, knajpy i burdele. Nikomu to nie przeszkadza, a wszyscy zaś potrafią się zgodnie spotkać przy kieliszku dobrego wina.
U nas nie do pomyślenia.

czwartek, 2 stycznia 2014

Poranna kolęda

- Już nie musisz pytać Hanki – usłyszał od Najważniejszej, kiedy Jan Maria odebrał telefon.
- A o co miałem ją spytać? - Jan Maria Nieistotny próbował skoncentrować się na dwóch sprawach jednocześnie. Po pierwsze na rocznej inwentaryzacji a po drugie na rozmowie z żoną.
- Kiedy przyjdzie ksiądz po kolędzie?
Fakt, wszyscy już byli z wyjątkiem proboszcza. I sportowcy i strażacy a nawet szkoła.
- Masz jakieś informacje? - zapytał, denerwując się jednocześnie na pojawiający się komunikat o złej wartości wprowadzonej do komórki.
- Z samego źródła. Od proboszcza.
- To kiedy będzie?
- Już był.
- Przecież dopiero drugi stycznia, godzina - tu spojrzał na zegarek - dziesiąta trzydzieści.
- No i z głowy.
- Nie wiem czy to dobre podsumowanie.
- To się trochę proboszcz pospieszył.
- Nie bardziej niż ksiądz u Andrzejów, on chodził już w Sylwestrowy wieczór, zmuszając w ten sposób ludzi do obecności w domu w ten wieczór.
- Już to sobie wyobrażam. Szukam zagubionej spinki do koszuli i klnę jak szewc, a tu w drzwiach pojawia się dobrodziej.
- Ale przecież ty nie kląłeś w Sylwestra.
- Bo nie potrzebowałem spinek. A swoją drogą,wiesz może gdzie są?
Ty nie masz koszuli na spinki, a więc nie masz spinek. - powiedziała trzeźwo Najważniejsza.
Kurde, jakie proste rozwiązanie. On zaś pamięta jak w domu rodzinnym, rok w rok starzy awanturowali się przed wyjściem na imprezę. Zaczynało się od spinek a kończyło na zmarnowanym życiu. A wystarczyło tylko wywalić do kosza tę koszulę z rękawami na spinki.
- To której On był?
- Koło dziewiątej. Wcześniej zaskoczył sąsiadkę, która dopiero co wstała i zawinięta w szlafrok zeszła do kuchni na pierwszą kawę.
Nie wiem czy takie wizyty nie powinny odbywać się później. Ale to specyfika wsi, tu dalej bierze się urlop w związku z coroczną wizytą. Ale też i na wsi księża są rozmowniejsi
- Zostawił komórkę i powiedział, że po piętnastym wpadnie na kawę.
- Towarzysko?
- Pewnie chce Ciebie poznać.
- Ale ja jestem taki....taki Nieistotny.
-Wiem, wiem Jan Maria Nieistotny – uzupełniła Najważniejsza.
- I po krzyku – powiedział do siebie, kiedy odłożył słuchawkę.
Wrócił do mozolnego śledzenia Excela, ale w głowie pojawiało się pytanie – takie wizyty to dobrze czy nie? Sam sobie też odpowiedział, że chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo wszystko zależy od ludzi.
Był bowiem zaprzyjaźniony ksiądz w górach z którym miał przyjemność strzelić metaxę i śpiewać wspólne kolędy, chociaż głos ma podły a słuch jeszcze gorszy. Był i młodzieniec, który obchodził blok w którym Jan Maria mieszkał , tak mechanicznie jakby pracował w fabryce, przy taśmie.
Ptaszek w kartotece, pokropek i koperta.
Sławna i niesławna koperta.
- Swoją drogą to ciekaw jestem kiedy pojawi się taki który otworzy tablet i odklika nas enterem, albo na kościelną modłę krzyżykiem – pomyślał klikając myszką na sumę długiej kolumny.
A może to też tradycja? Taka sama jak chodzenie z gwiazdą i turoniem?
Bo przecież w trakcie żadnej z tych wizyt nie dowiedział się jak Żyć.
Z tym problemem musi zmagać się sam




poniedziałek, 30 grudnia 2013

Dzień jak codzień

Pan Nieistotny nacisnął przełącznik światła a duża lampa LED potrzebowała sekundy by rozbłysnąć pełnym blaskiem. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Połyskujące chromami w których odbijało się światło, pomieszczenie sprawiało wrażenie chłodnego i surowego.
Z takim też nastawieniem wszedł też do środka.
- Weźmy to na chłodno – powiedział, wygrzebując gdzieś z kąta wagę łazienkową. Postawił ją w miejscu które dobrze oświetlało elektroniczny czytnik. Potem z lekkim ociąganiem wszedł na szklaną płytę.
- No proszę.
W miejscu gdzie do niedawna pokazywała się ósemka widniało smętne zero, za to o jeden powiększyła się cyfra pierwsza. Pierwsza to znaczy ta która pokazuje dziesiątki kilogramów.
- Święta za nami – powiedział klepiąc się po większym jakby od pewnego czasu brzuchu – a Nowy Rok przed nami. Na razie nie da się nic z tym zrobić.
Zrezygnowany a dodatkowo w poczuciu lekkich wyrzutów sumienia musiał patrzeć sobie w oczy, bowiem zgodnie z codziennym rytuałem nakładał na twarz krem do golenia.
- Ziółkowscy, Czarnieccy i Pietrusińscy już byli . Przed nami Przecudni, Pawłowicze i Konopielski. Ten ostatni to solista, singiel lub jak kto woli stary kawaler. Lubi zjeść i wypić do tego. Trzeba się będzie poświęcić w imię gościnności, ale jak to mówił jego były znajomy – jak trza to trza.
W gruncie rzeczy to miłe gdy ktoś chce się pojawić z wizytą. Jan Maria nie przyjmuje argumentu pewnej pani, że organizacja przyjęć w domu to frajerstwo.
Może i frajerstwo, ale nie po to człowiek rodzi się by brać – zanucił znaną piosenkę Soyki.
No i Gardełowie, pewniaki jeśli idzie o obecność na imprezie, przesunięci z kolejce z powodu niespodziewanej wizyty pewnej ważnej persony I to tyle. Przyjdzie wytrzymać, a po Trzech Królach dieta.
Mocne postanowienie, zrobione wcześniej aby nie było noworocznym. Tych noworocznych z reguły się nie dotrzymuje.
Zawsze lepiej walczyć z pięcioma kilogramami niż z piętnastoma. A to już wie z własnego doświadczenia.
Ogolił się i wszedł pod prysznic. Przywitała go zimna woda i z nią pojawiło się trzeźwe spojrzenie na sytuację. Zaklął donośnie aby dodać sobie otuchy. To dziwne ale po takiej słownej emocji woda wydaje się cieplejsza.
Wyszedł z łazienki i zgodnie z tradycją rzucił kawałek białego sera na talerzyk.
Właśnie wczoraj śmiał się z tego serowego uzależnienia. Nie wyobraża sobie śniadania bez białego sera. Skończył jeść, zażył leki i wsadził naczynia do zmywarki. Jak co dzień przyniósł koszyk drzewa do kominka.
Wsiadł do auta i ruszył w drogę do pracy.
Po przejechaniu kilku kilometrów został zatrzymany, jak wszyscy jadący ta drogą, do dmuchania.
Funkcjonariusz podetknął mu pod nos piszcząca maszynę. Nie musiał nic mówić, Nieistotny posłusznie dmuchnął. Zrobił to może zbyt dobrze, bo policjant błyskawicznie zabrał urządzenie sprzed nosa.
Nic z tego pomyślał w duchu. Imprezy organizuje się w piątki, po to by w poniedziałek mieć całkowitą pewność trzeźwej jazdy.
Zbyt często dmuchał na tej trasie by ryzykować pomimo zasad.
Swoją drogą, to wygląda tak jakby zamieszkał w jakimś raju dla bimbrowników. Przez ostatnie dwadzieścia lat nie dmuchał tyle razy ile w ostatnim roku. A może z wiekiem wygląda coraz bardziej rozrywkowo.
Dzień jak co dzień - pomyślał gdy dojeżdżał do pracy a wzbudzona pilotem brama zaczęła się przesuwać.
Cholera! Ostatnie dwa dni roku to wyśmienity czas na obowiązkową inwentaryzację. Pomimo skrupulatnego prowadzenia dokumentacji tych rocznych spisów z natury Nieistotny nie cierpiał.
Dobrze że pogoda w miarę. Innymi laty palce przymarzały do liczonych przedmiotów.
- Machnie się raz dwa – dodał sobie otuchy wpisując równocześnie kod do odblokowania alarmu.
Coś tam jednak nie poszło jak trzeba bo odezwała się przeraźliwa syrena, a zaraz telefon z firmy ochroniarskiej.
- Sorry mój błąd – rzucił do słuchawki, ale jakiś służbista z drugiego końca zażądał pełnych danych i hasła, pod groźbą wysłania patrolu.
Mówi się, że facet powinien robić naraz tylko jedną rzecz, bo nie ma takiej podzielności uwagi jak kobieta.
Maja rację. W tej chwili on właśnie był tego najlepszym przykładem.
Swoją drogą to ciekawe jak można symulować orgazm i jednocześnie śledzić losy bohaterów swojej ulubionej telenoweli w TV
Ale to nie czas i miejsce na takie rozważania.
Wybiła ósma i jakiś gorliwy klient wisiał już na telefonie. Wyświetlacz informował ogólnie – numer prywatny.
Widocznie ktoś chce zdążyć przed inwentaryzacją.
Zdąży



piątek, 27 grudnia 2013

Wieczór cudów

Kto wymyśla te wszystkie ułatwienia dla edytorów tekstu ?– zaczął zastanawiać się Pan Nieistotny.
Pod każdym klawisze kryją się jakieś ukryte funkcje.
Jakiej kombinacji użył tym razem? Nie jest w stanie powiedzieć. Chciałby natomiast wykrzyczeć, że dzięki temu wyparował tekst o przygotowaniach do Wigilii, przekupywaniu kota i o tym co powiedział w tę jedyną noc w roku. A może nic nie powiedział i spał zwinięty w kłebel mając tradycję pod pręgowanym ogonem.
I czy w ogóle cudzy kot może urządzać takie gościnne występy.
Nie dane mi będzie tego opowiedzieć, mogę tylko wspomnieć że Pan Nieistotny też nic nie powiedział. Zaklął tylko szpetnie po francusku widząc jak zapisane maczkiem ponad dwie kartki tekstu zamieniły się w jednej chwili w białą planszę o kolorze bijącym w oczy jak wigilijny obrus.
A gdyby tak te wszystkie opcje trzeba było po prostu uaktywnić przed pierwszym używaniem.
- Chcesz? Masz Nie chcesz? Nie masz.
Albo tak, rezygnujesz z pewnych funkcji płacisz taniej.
Te pomysły są na przyszłość, a niezapisanego dokumentu nie można odzyskać, nawet w Wigilijny wieczór cudów.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rewizyta

Telefon zadzwonił już z samego rana. Pan Nieistotny nie odebrał za pierwszym razem. Spokojnie czekał aż ekspres zakończy swoją pracę, tworząc na górze filiżanki koronę aromatycznej pianki. Zdjął naczynie z urządzenia i postawił na stole. Usiadł spokojnie przy oknie, pociągnął pierwszy łyk i dopiero kiedy poczuł płynące wzdłuż ciała zadowolenie, sięgnął po telefon.
- Kto to dzwoni o takiej bandyckiej godzinie - zapytał sam siebie patrząc na ekran. Nie zdążył jednak rozwinąć menu, kiedy aparat odezwał się po raz drugi.
- Jan Maria Nieistotny, słucham – odezwał się do mikrofonu.
- Cześć to ja - usłyszał w głośniku.
- Słyszę, że to Ty. Nawet mi się to wyświetliło, bowiem w dalszym ciągu  mam Cię w swoich kontaktach. A już mnie korciło ze dwa razy żeby nacisnąć klawisz „delete”.Za te numery co mi robisz co chwilę. Wracając zaś do tematu dnia. Co to się stało, że dzwonisz takim bladym świtem? Pali się? Umarł ktoś ważny? A może tylko wygrałeś w totka i chcesz się podzielić?
- Trafiłeś po części i tylko troszkę. Będę się dzielił.
- Czym? bo nie wiem czy warto stawać w kolejce
- Twoim adresem.
- Dlaczego moim i dlaczego adresem? Popieprzyło Cię, a może to tylko kolejny kawał który chcesz zrobić moim kosztem?
 - Widzisz – głos w słuchawce sprawiał wrażenie zdecydowanego w swoich działaniach – dzisiaj na swoim blogu zostawiam Twój adres i niewykluczone, że wpadnie parę osób z niezapowiedzianą wizytą. Dlatego też bardzo proszę, nawet uprzejmie proszę byś zachowywał się właściwie. Znam tych ludzi parę lat i zależy mi na nich. Poza tym jak wiesz, że ja zawsze staram się być uprzejmy.
- Wobec moich znajomych? A przecież Ty ich nie znasz – wypalił Nieistotny.
- To Ci się tylko tak wydaje, znam ich tak dobrze jak Ciebie. No może Ciebie znam lepiej
- No dobra, bądź sobie grzeczny, miły i kulturalny. Twój biznes Twoje sprawy i na koniec Twoje zaproszenie. Uważam jednak, że teraz przeginasz. Nie mam zadatku na osobę publiczną i do tej pory robiłem wszystko by swoją prywatność obronić. Nie wiem czy dzień w którym poznałem Ciebie powinienem uznać za udany.
- A to niby dlaczego?
- Rozpisujesz się o mnie to po pierwsze. Piszesz nie zawsze prawdę to po drugie, ale żeby zrobić ze mnie Big Brothera to już przegięcie.
Jan Maria użył jeszcze kilku argumentów przeciw, ale na nic to się nie zdało.
Głos w słuchawce zdecydowanym głosem oświadczył, że decyzję już podjął, dwa tygodnie temu.
Nieistotny rzucał się jeszcze chwilę jak to miał w zwyczaju, a później rozłączył się i położył telefon na stole obok filiżanki. Z kawy opadła już pianka, a całość była  chłodna. Podniósł jednak porcelanę do ust i wypił prawie jednym haustem. Skrzywił się potem bo ta zimna kawa była jakby ukoronowaniem złych wiadomości.
- Cholerni autorzy – rzucił w kierunku telefonu. Podniósł go jakby chciał wybrać numer, ale zaraz z tego zrezygnował rzucając aparatem na fotel.
- Trzeba się będzie ładnie ubrać jak do gości – pomyślał zrzucając t-shirta  i sprane jeansy. Kiedy już siedział odświętne ubrany, a stylowy krawat odcinał mu dopływ świeżej krwi dol głowy, wpadł na iście szatański pomysł.
- A gdyby tak z przyczajki odwiedzić go u niego?
Jaki tam jest adres? Chwila, chwila . Pogrzebał w pamięci i zaraz też wystukał na klawiaturze          Antoni Relski  

No Panie Antoni strzeż się,  ja nadchodzę.
Nacisnął klawisz Enter a klepsydra która pojawiła się na monitorze informowała go, że system próbuje nawiązać połączenie…


piątek, 20 grudnia 2013

Negocjajce

- Czytałeś ? - spytał mnie Jan Maria Nieistotny, zaraz gdy zajrzałem do niego. Wpadłem na kawę jak to miałem w zwyczaju. Małą, mocną i czarną z odrobiną mleka.
- Co takiego ? Spytałem, a równie dobrze mógłbym spytać – A o co chodzi?
Nieistotny uśmiechnął się delikatnie i zaczął streszczać problem.
Bohaterka ostatniego widowiskowego wjazdu samochodem do przejścia podziemnego stanęła przed sądem. Nie ma w tym nic dziwnego bo przecież jechała nachlana i spowodowała kolizję. Jestem zdecydowanym wrogiem jazdy po pijaku dlatego też nie degustuję wina w tygodniu. Nie odmawiam jednak innym prawa do takiej konsumpcji. Trzeba tylko zostawić kluczyki w jakiejś szufladzie, żeby nie kusiły.
- Nachlała się jak wielu i jej się nie udało.
Nie to jest jednak najciekawsze w tej historii. Kiedy w/w stanęła przed surowym obliczem sądu ten postanowił wysłać ją na badania psychiatryczne.
- W zasadzie to każdy zatrzymany pod wpływem powinien być na takie badania skierowany i to na własny koszt - zauważyłem
Jestem tego samego zdania – zgodził się ze mną Jan Maria - W celu zabezpieczenia obecności w/w pani sąd postanowił zatrzymać jej paszport.
- To koliduje z moimi planami świątecznymi – przekonywała sędziego. Zaraz też przystąpiła do negocjacji - Możecie mi państwo zabrać prawo jazdy, ale nie paszport. Nie jestem nienormalna, żeby sama spędzać święta.
- Oczywiście, jeszcze lepiej zabezpieczyć legitymację szkolną lub bilet miesięczny – skwitował Jan Maria
Boję się, że w ten sposób rodzi się nowa świecka tradycja, dyskutowania wyroków i postanowień jeszcze na sali sądowej.
Już słyszę te motywacje:
- Wysoki sądzie, skazanie mnie na dwa lata pozbawienia wolności koliduje z moimi planami. W przyszłym tygodniu zaczynają się rozgrywki ligowe, a nasza drużyna weszła właśnie do II ligi.
- Wysoki sądzie skazanie mnie na tak wysoką grzywnę koliduje z moim biznes planem. Właśnie umówiłem się z sąsiadem, że kupię od niego Golfa całkiem nie śmiganego po emerycie z Niemiec.
- Wysoki sądzie...... każdy zresztą potrafi sobie ułożyć takie zdanie.
Pewien mądry Pan Profesor, a wtedy jeszcze doktor, mówił na wykładach na których o dziwo byłem obecny, że w karze najważniejsza nie jest jej wysokość a nieuchronność. Tu nie ma nawet kary, a już są pretensje.
A z te dolegliwości trzeba brać pod uwagę. Dajesz człowieku w dupę a więc liczysz się z konsekwencjami.
Jak to mówią - cierp ciało jak żeś chciało.
Boję się jednak, że to rzeczywiście taki nowy trend, wśród młodego pokolenia. Sprawca a w zasadzie sprawczyni jest nieco młodsza od mojego starszego syna. On też w trakcie rozmów wychowawczych starał się negocjować, że nie zrobi tego a może zrobić tamto.
Myślałem sobie wtedy - co na takie zachowanie powiedziałby mój ojciec, i jego ojciec?
Myślę, że i on i ja nie zdążylibyśmy wyartykułować tego szalonego pomysłu.
Świat się jednak zmienia.