Można mnie zaprowadzić do lasu, na grzyby i jak tych grzybów w kolorowej ściółce nie widzę. No chyba, że przypadkiem kopnę jakiś kapelusz, wtedy jasne podbrzusze naprowadzi mnie na cel.
Może to okularki, może wada wzroku, może w końcu zaćma wokół której narobił ostatnio wiele szumu mój okulista, ograniczając mi przy okazji ważność prawa jazdy.
Ze spokojem czekam na zabieg, według planu to 20 czerwca 2020r.
Prosiłem żeby było po południu , bo przed południem mam wyznaczona wizytę do kardiologa.
Żarty na bok. Jak to bowiem jednak się dzieje, że wszelkiego rodzaju literówki i zjedzone wyrazy tak łatwo wpadają mi w oczy?
Wpadają i zaraz wywołują skojarzenia, a że skojarzenia miewam niekonwencjonalne bywa z tego trochę radości i mam nadzieję, że nie tylko dla mnie.
Oto kilka dni temu jeden z tak zwanych brukowych portali ogłosił
Kierdy? Aż prosi się sparafrazować dziecięca odzywkę
- Kierdy? Wterdy jak przyjadą Szwerdy
Jak ktoś nie pamięta to dziecięca odpowiedź na pytanie 'kiedy?" brzmiała
- Wtedy jak przyjadą Szwedy
Swoją droga to w podwórkowych czasach mieliśmy bogaty zasób wszelkiej maści powiedzonek, wierszyków i tak zwanych odzywek.
Gdzie to się wszystko podziało?
Myślę, że wszystko wchłonęła wszechobecna sieć internetowa do spółki z likwidacją osiedlowych trzepaków.
Może to i dobrze, że je zlikwidowali. Pokażcie mi matkę która pozwoli teraz swojej pociesze wisieć na takiej rurce głową w dół?
Teraz nie trzeba stawać na głowie, teraz wystarczy być on line.
wtorek, 22 sierpnia 2017
sobota, 19 sierpnia 2017
Taki pejzaż
Rośnie nam pejzaż za pejzażem
ziemia co chwilę zmienia twarze
pejzaż zawiły jak poemat
a temat taki zwykły temat
Pejzaż horyzontalny
horyzont różny niebanalny
człowiek jak stwórca nieobliczalny
Rosną budowle na ugorach
jest tylko jutro nie ma wczoraj
wiatr targa wiechy coraz to nowe
i coraz większa trwa budowa
Wiesław Dymny
Jest tylko jutro nie ma wczoraj - napisał
ładnie Wiesław Dymny a piwniczni artyści śpiewając w rytm muzyki
skomponowanej przez Jana Kantego Pawluśkiewicza stworzyli kolejne
arcydzieło.
Ja w każdym razie jestem zachwycony i
nucę „Pejzaż” w chwilach gdy mi się nic nie chce dla
motywacji, lub wtedy gdy jestem gotów na wszystko i wtedy jako
formę zachwytu nad światem. Mnie to autentycznie pomaga.
Czy przedstawiciele pewnej agencji
reklamowej też byli zasłuchani w pieśń o tym, że nie ma wczoraj, tworząc swoje słynne
hasło reklamowe napojów Tiger – chrzanić to co było, ważne to
co będzie?
Z pewnością nie, bo po wizycie w
Piwnicy świat zawsze widzi mi się piękniejszy a i we mnie wzbiera
chęć by do tej piękności dołożyć swoje trzy grosze.
Copywriterzy zagrali raczej jakąś fałszywą
walutą.
Czy nie ma już świętości?
Zadaję sobie tak postawione pytanie,
zwłaszcza po ostatnich wypowiedziach jednego z arcybiskupów.
Przykład idzie z góry lub ryba psuje
się od głowy.
Dla mnie polityka to szambo a cytując
najbardziej znanego ojca dyrektora – Nie nazywajmy szamba
perfumerią.
Po co więc ten cały ozdobny wstęp?
Ano po to, że odbyłem podróż w
teraźniejszość która dla mnie jest powrotem do przeszłości i
okazało się, że czasem wczoraj jest o wiele ciekawsze od jutra.
Wracam wspomnieniami do mojego
domu w Gorcach. Stara chałupa remontowana w każdej wolnej chwili i
za pomocą każdego wolnego grosza przeszła w inne ręce.
Było to jakieś pięć lat temu i
oznaczało dla mnie koniec pewnej epoki i rozpoczęcie nowego innego życia,
trochę po pięćdziesiątce.
Z mniejszym bólem pozbywałem się domu
widząc, że trafia w ręce pasjonatów wędrówek, ludzi zakochanych
w górach.
Potem nie miałem odwagi pojechać tam
by oglądać jak inna dłoń gładzi wybłyszczoną z upływem lat
mosiężna klamkę, a tuje przycinane są na inną modłę
Sam zresztą miałem dużo pracy przy
nowym nabytku tak, że ten brak wyjazdów nie odbierał mi chęci do
życia.
Grom z jasnego nieba uderzył mnie dwa
lata temu, dokładnie pierwszego stycznia.
Dom na wskutek jak to napisano w
protokole „ splotu nieszczęśliwych zdarzeń„ spłonął
doszczętnie, tak jak doszczętnie płoną stare drewniane domy.
Czego nie strawił ogień, rozebrali
ludzie i tak skończyła się prawie studwudziestoletnia historia
domu.
Z podesłanych zdjęć wyzierał
smutek, beznadzieja i krzyk rozpaczy.
Minęło dwa lata kiedy w końcu dane mi było
być w okolicy. Niczym na wiejski cmentarz udałem się na teren
który pozostał po domu którego już nie ma.
Poprzez uchyloną furtkę która jakby
zapraszała do wejścia, ostrożnie zajrzałem do środka.
Pozostała gliniana piwniczka,
pracowicie wysklepiona za pomocą rzecznych kamieni, obsadzonych na
glinie. Podawane z niej piwo miało zawsze właściwą temperaturę.. Teraz
spalone drzwi nie pilnują właściwej temperatury, zresztą kto
miałby tam wkładać piwo?
Murowana łazienka ze szczątkami
nowoczesności stoi mocno okopcona, daleka od elegancji glazury i
chromów armatury. Ktoś wrzucił tam okno które cudem nie spłonęło,
aby nie rozmokło w czasie wiosennego deszczu. Dla kogo ma pozostać
suche? Chyba i ono samo tego nie wie.
A poza tym betonowe wylewki które
kruszą się od deszczu mrozu i piekielnego słońca. Pomiędzy nimi kiełkują dzikie drzewa
a niektóre mają się już całkiem dobrze.
Niczym dżungla, zieleń wchodzi na
resztki domu. Leśne maliny porastają wypielęgnowany kiedyś
trawnik a ocalały z pożogi taras cały pokryty jest winoroślą, kiedyś misternie przycinaną dla lepszych zbiorów. Teraz kiści nie
widać za to nadmiar liści oplata dokładnie, samotnie stojący i
niepasujący do otoczenia taras. Kamienny grill ledwo wystaje z burzy traw i tylko wysoki komin świadczy o jego lepszych dniach. O
chwilach kiedy na ruszcie opiekały się pstrągi z okolicznych
hodowli.
Pośród samosiejek, traw i zwyczajnych
pokrzyw jak jakiś kaprys stwórcy przebija się cis, jakiś wybujały
jałowiec, parę srebrnych świerków i złociste tuje. Tworzy to w
sumie jakąś eklektyczną całość, jest też świadectwem tragedii
która się wydarzyła.
Im dłużej przebywałem na tych zgliszczach
tym bardziej chciałem doświadczyć przeszłości.
Mocno wzruszyłem się na widok
kołowrotka który kiedyś zdobił poddasze.
Trochę jedynie nadpalony mógłby
jeszcze dożywać swych dni w suchym miejscu. Ktoś zdecydował
jednak inaczej.
Dalej, spomiędzy kawałków gruzu
wystawało drewniane skrzydło. Co prawda zeszło z niego złotko ale
kształt anielskiego upierzenia był bardzo dobrze rozpoznawalny.
Sięgnąłem po nie. Poddało się
łatwo i okazało się że poza połową skrzydła nie ostało się
nic. Kiedyś była to cała kapela aniołów z instrumentami.
- Oj aniele, aniele. Miałeś pilnować
domu, a ty zagapiłeś się wtedy gdy trzeba było twojej czujności. Może w próżności swojej zachwyciłeś
się pozłotką skrzydeł? A może mieszkańcy domu nie zrozumieli
twego ostrzeżenia? Może krzyczałeś zbyt cicho jak na ludzkie
ucho? A może po prostu utraciliśmy te umiejętność słuchania aniołów stróży, bo tradycyjną rolę stróży przejęli ochroniarze z agencji ochrony?
Może za każdym razem gdy dzieje nam
się coś niedobrego, powodem jest zbyt słaby krzyk tych naszych aniołów
opiekunów?
Może, może, może.
Utraciliśmy tę potrzebną umiejętność
słuchania przyrody. Gorzej, każemy jej milczeć w imię bieżących
zysków i kalkulacji. Tak jakby nie było jutra, wczoraj było
nieważne a liczyło się tylko dzisiaj. Tylko tu i teraz, w przeliczeniu na kurs franka.
A pejzaż horyzontalny?
Kto ma teraz czas by gapić się na
horyzont?
Mój pies i kot czynią to pasjami, ale
to już zupełnie inna historia
czwartek, 17 sierpnia 2017
Słoiczek z komplementami
Entliczek pentliczek drewniany
stoliczek
a na tym stoliczku wspaniały słoiczek
A w owym słoiczku bez liku karteczek
I niech się z nich cieszy mój drogi
koteczek
Tak sobie zrymowałem gdy przeczytałem ten zachęcający tytuł maila
"Słoiczek z karteczkami- 365 powodów
dla których Cię kocham! Przesyłka GRATIS (99 zł)"
Łatwizna.
Wystarczy ze słoiczka wyciągnąć karteczkę i odczytać w obecności
ukochanej, niczym wróżbę wyciągniętą z chińskiego ciasteczka."
Życie staje się prostsze za jedyne 99 złotych w tym dostawa gratis.
Czy mam rację? Autor maila rzecz wykłada następująco:
"365 powodów dla których Cię kocham!-
Najlepszy prezent z okazji walentynek, rocznicy, urodzin, dnia
chłopaka, dnia kobiet. Każdy marzy o takim prezencie!"
No
nie wiem, bo ja marzę o większym motocyklu, a żona ma tak prozaiczne
marzenie, że aż dziwnie o nim pisać. Chciałaby chodzić. Tylko i aż,
" Spełnij
marzenia swojej ukochanej osoby. Prezentem jest ozdobny słoiczek,
który kryje w sobie karteczki z 365 powodami na każdy dzień roku,
za które KOCHASZ swoją drugą połówkę. Słoiczek pełen wyznań,
pięknych słów, na każdy wyjątkowy dzień roku. Każdego dnia
Twoja Ukochana /Twój Ukochany poczuje się cudownie i wyjątkowo."
No
nie wiem. mnie to trochę przypomina te listy do ukochanej pisane przez
kolegów w wojsku, pełne uczucia rodem z brazylijskich seriali.
Jakie to powody tej miłości zawiera słoiczek?
Autor daje kilka przykładów.
"365 powodów dla których Cię kocham
to: 365 ręcznie wykonanych pięknych
karteczek, 365 zwiniętych w rulonik
króciutkich tekstów, 365 powodów, zapewnień o Twoim
uczuciu…
Jak zapewnia autor - Prezent wykonany jest własnoręcznie, z dużą
dokładnością i na pewno spodoba się Twojemu ukochanemu lub Twojej
ukochanej!
Jak się okazuje, własnoręcznie to bardzo pojemne określenie.
Tekst znajdujący się na każdej karteczce jest
romantyczny i nikogo nie obrazi,
Nie wiem czy moja żona nie czułaby się zawiedziona gdybym ściągał z takiego gotowca.
Czyż sam nie potrafię wymyślić że
"Kocham Cię za to, że mogę na
Ciebie liczyć" ....
"Kocham Cię za Twój uśmiech"
....
"Kocham Cię za Twoje śliczne
oczy" ... "
Pewnie
i mógłbym to wymyślić ale wiek siwa broda i doświadczenie życiowe
podpowiadają, że tak naprawdę to nie kocha się za coś a pomimo czegoś.
99 zł zamiast 129 zł za słoiczek z
karteczkami- 365 powodów dla których Cię kocham, kolor czerwony
dla kobiety
99 zł zamiast 129 zł za słoiczek z
karteczkami- 365 powodów dla których Cię kocham, kolor niebieski
dla mężczyzny
Niebieski, jak w tym dowcipie - dlaczego laska jest nebeska?
Bo jeansy farbują .
Nabijam
się bezlitośnie z tej ściągi-gotowca być może dlatego, że trafił mi
się po przodkach język giętki co to z reguły pozwoli powiedzieć to co
pomyśli głowa. Czasem niestety więcej. Z tego więcej to tylko problemy
później i tyle.
Korzystając z takich karteczek można się czuć jak ktoś ważny, VIP, któremu sekretarz przygotowuje plan dnia, przypomnienia i zestaw wypowiedzi.
W czasach PRL-u funkcjonował taki jeden minister który zdawał się całkowicie na owe karteczki.
Plotka głosi, że kiedyś pakował się wieczorem. do małżeńskiego łoża. Zległ już całkiem, tradycyjnie tyłem do żony. Po chwili jednak zerwał się na równe nogi, założył okulary a z kieszeni wyciągnął karteczkę.
- Dobranoc Kochanie - odczytał i odłożył okulary.
Lepiej może jednak pamiętać za co lub pomimo czego kocha się swoją druga połowę.
Dobranoc Państwu
Korzystając z takich karteczek można się czuć jak ktoś ważny, VIP, któremu sekretarz przygotowuje plan dnia, przypomnienia i zestaw wypowiedzi.
W czasach PRL-u funkcjonował taki jeden minister który zdawał się całkowicie na owe karteczki.
Plotka głosi, że kiedyś pakował się wieczorem. do małżeńskiego łoża. Zległ już całkiem, tradycyjnie tyłem do żony. Po chwili jednak zerwał się na równe nogi, założył okulary a z kieszeni wyciągnął karteczkę.
- Dobranoc Kochanie - odczytał i odłożył okulary.
Lepiej może jednak pamiętać za co lub pomimo czego kocha się swoją druga połowę.
Dobranoc Państwu
środa, 16 sierpnia 2017
Pytania bez odpowiedzi
- Tak wcale być nie musi ! –
krzyknąłem, zwijając wcześniej dłonie na kształt tuby.
- Musi …. musi.... musi -
odpowiedziało mi senne echo, uderzając swoją bezwzględną
diagnozą w sam środek głowy.
- Musi to na Rusi, a w Polsce jak to
chce – odszczekałem się echu.
- Nie... Nie ... nie - zdawało się
odpowiadać echo, chociaż wedle wszelkiej logiki powinno
odpowiedzieć chce , chce chce. Być może z wiekiem słuch mi nawala
czego zresztą miałem doświadczyć już wkrótce.
- Panie Boże, czy bardzo zburzyło by
Twój boski plan, gdyby spełniło się chociaż kilka moich planów?
- swobodnie interpretując, powtórzyłem tu scenę ze „Skrzypka
na dachu”.
- Spytaj Woodyego Allena * - zdałem
się słyszeć odpowiedź, ale nikogo oprócz psa wokół mnie nie było. Pies,
a właściwie suka spoglądała zaś na mnie z psią ciekawości,
jakby chciała odgadnąć, będzie zabawa czy tylko jakieś
wychowawcze trucie które trzeba przetrzymać, przysiadając dupą na
ziemi. Sam też zdałem sobie sprawę z własnej śmieszności. Oto
stałem po środku łąki, pomiędzy jeziorkami powstałymi w
częściowo jeszcze czynnej żwirowni i miałem pytania. Pytania do
Boga.
Dodatkowo uważałem chyba, że
zasługuję na odpowiedź.
- No suczysko, wracamy do domu.
Suka skierowała się niechętnie acz
we właściwym kierunku.
W oddali majaczyła już metalowa
furtka z domofonem i numerem domu który można było zinterpretować
jako „ćwiartka”
Tak ćwiartka to określenie świetnie
do nas pasujące. Przynajmniej od jakiegoś czasu.
Żadnych jednak w tym określeniu
wątków alkoholowych nie ma, to tak dla jasności.
Ot życie na ćwierć swoich
możliwości.
Z drugiej jednak strony, kiedy widzę
ten ogrom nieszczęść dokoła to czuję się jak jakiś cholerny
wybraniec.
Panie Boże, dzięki ci, że nie
kazałeś mi się rodzić gdzieś w Afryce. Mam czelność narzekać
na to co dla innych pozostanie jedynie niespełnionym marzeniem?
Rzeczywiście, być może to narzekanie
jest nieco na wyrost.
Nieco? Po prostu wyszedł ze mnie Adaś
Miauczyński, szczególnie ten z „Dnia Świra”.
Pierdzielony inteligent lub też sam
tylko za inteligenta się uważający.
I sam nawet tego nie wiem.
Na pewno człowiek, pewnie przeciętnie inteligentny
- Już wróciliście? - głoś żony przywołał mnie do rzeczywistości.
* Chcesz rozśmieszyć Pana Boga ? Opowiedz mu o własnych planach na przyszłość W.Allen
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
Tak wcale być nie musi
Ósmego czerwca 2015 roku, Jan Maria Nieistotny zacytował Beatlesów – Let it be.
- Niech i tak będzie - pomyślał, zostawiając swój blog na zielonych i wonnych łąkach domysłów i podejrzeń.
Niestety z zakładanej spółki nic nie wyszło a wspólnik nie dość, że nie poświęcał mu uwagi to jeszcze z czasem obrzydziwszy sobie pisanie porzucił bloga na suchym ugorze zwątpienia.
Niech i tak będzie ..... Chociaż.... tak wcale przecież być nie musi.
Pan Nieistotny uśmiechnął się do ostatniego zadnia które jakby samo przelało się na ekran monitora.
- Tak przecież wcale być nie musi - powtórzył jeszcze raz i jeszcze i jeszcze, aż do chwili gdy był pewien, że to nie tylko nieopatrznie ujawniona myśl, a jasny i czytelny przekaz. Z powodów politycznych nie chciał użyć słowa "deklaracja"
- A jak już mamy zaczynać od nowa niechaj zacznie się od zmiany.
Uciekł od przymiotnika (jakiej) z tych samych powodów dla których nie użył określenia "deklaracja"
Na czym owa zmiana ma polegać ?
- Na tym by odzyskać własną tożsamość i godność, oraz by mówić własnym głosem.
Nie skasuje ostatniego zdania bez względu jakby aktualnie ono nie zabrzmiało.
Niech i tak będzie...
Jan Maria Nieistotny nie przemówi za pośrednictwem trzeciej osoby.
- Miło mi będzie napisać od czasu do czasu coś. Mam też nadzieję, że i dla kogoś.
Jan Maria Nieistotny sum.
- Niech i tak będzie - pomyślał, zostawiając swój blog na zielonych i wonnych łąkach domysłów i podejrzeń.
Niestety z zakładanej spółki nic nie wyszło a wspólnik nie dość, że nie poświęcał mu uwagi to jeszcze z czasem obrzydziwszy sobie pisanie porzucił bloga na suchym ugorze zwątpienia.
Niech i tak będzie ..... Chociaż.... tak wcale przecież być nie musi.
Pan Nieistotny uśmiechnął się do ostatniego zadnia które jakby samo przelało się na ekran monitora.
- Tak przecież wcale być nie musi - powtórzył jeszcze raz i jeszcze i jeszcze, aż do chwili gdy był pewien, że to nie tylko nieopatrznie ujawniona myśl, a jasny i czytelny przekaz. Z powodów politycznych nie chciał użyć słowa "deklaracja"
- A jak już mamy zaczynać od nowa niechaj zacznie się od zmiany.
Uciekł od przymiotnika (jakiej) z tych samych powodów dla których nie użył określenia "deklaracja"
Na czym owa zmiana ma polegać ?
- Na tym by odzyskać własną tożsamość i godność, oraz by mówić własnym głosem.
Nie skasuje ostatniego zdania bez względu jakby aktualnie ono nie zabrzmiało.
Niech i tak będzie...
Jan Maria Nieistotny nie przemówi za pośrednictwem trzeciej osoby.
- Miło mi będzie napisać od czasu do czasu coś. Mam też nadzieję, że i dla kogoś.
Jan Maria Nieistotny sum.
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Niech i tak będzie
No i stało się.
Jan Maria Nieistotny stał się częścią
mojego życia.
Korzystając z długiego weekendu
scaliłem dwa blogi, a wszystkie posty z tej strony ukazały się
porządku chronologicznym na blogu
Suma lat z biegu dni, dzieląc na kawałki życie Antoniego Relskiego i wypełniając
pewną przerwę w zapiskach. Tak już pewnie pozostanie.
Tempo tempo i raz jeszcze tempo życia
tak bardzo ograniczają te chwile refleksji na sobą i tym co nas
otacza.
Niechaj mi wybaczy Pan Nieistotny, że
w nowych realiach został sublokatorem. Bo też miało być całkiem
inaczej. Antoni Relski odszedł a Nieistotny pojawił się w związku
z nałogiem. Nałogiem pisania z którym przegrałem. Potem okazało
się, że odejście Relskiego nie było jeszcze tym ostatecznym.
Pozostaje tylko powiedzieć za
Beatlesami – Let it be
środa, 1 kwietnia 2015
A tu znowu idą święta
- Popielec za nami. Nie? - zapytał z
gracją Pan Nieistotny, zaraz gdy tylko podniosłem słuchawkę.
- No tak, była już Popielcowa Środa.
Przerabiałem już i popiół i ryby, które gdzieś tam kupiłem
prawie bez glazury
- A co to znaczy?
- Że bez glazury? To znaczy, że bez
wody co zmienia się na powierzchni ryby w lód i zwiększaj jej
wagę.
- Nie, nie. O konsekwencje Popielca mi
idzie
- To, że kończy się karnawał ?
- No dobrze dobrze. I ?
- Zaczyna się okres Wielkiego Postu
- Tak tak. I ?
- I co?
- Że idą święta. Nie?
- No tak, jak co roku. Teraz
rzeczywiście dość wcześnie. Piątego i szóstego kwietnia czyli
w tym tygodniu. Pytania o Popielec tez masz jakieś spóźnione.
- Popielec to po to by tak zgrabnie od
czegoś nawiązać. No bo właśnie zajrzałem w sieć i co jest u
mnie na blogu? Post pod tytułem „idą święta”. Ty jeszcze
poczekaj trochę i post znów stanie się aktualny. Pozmieniasz tylko
choinki na gałązki bazi i prezenty na pisanki.
Będziesz miał jak znalazł. Prawda
jest tylko taka, że starzejesz się. Chyba już ci się nie chce?
- Czekaj czekaj po pierwsze to jest mój
blog o tobie. A to nie to samo, zapewniam Cię.
Co do reszty to wiesz co najmniej tak
samo dobrze jak to jest. Czasem rzeczywiście mówię do siebie mniej
więcej te słowa - Och żeby mi się chciało tak jak mi się nie
chce. A tak całkiem na marginesie to i u Ciebie jakiś zastój. W
życiu osobistym i służbowym constans jak to mówią uczeni w
piśmie.
- Ty sobie powagi nie dodawaj. To, że
nie wydzwaniam i nie opowiadam to nie znaczy, że u mnie zastój.
Wiesz jak jest, nie zawsze chcesz się pochwalić, że dostajesz po
dupie.
- A dostajesz?
- To tylko taka figura retoryczna
- Rozumiem. To taka figurae ad
delectandum jak dobrze opamiętam
- Ty
mi od dyletantów nie wyjeżdżaj !
Gdzież bym śmiał. To tylko taki typ figury retorycznej, które
urozmaicając styl mają sprawiać przyjemność odbiorcy.
- No i sprawiło ci przyjemność?
Przyjemność a przynajmniej zaciekawienie. U mnie wywołało to
drugie. No to co tam u Ciebie?
- Wszystko po staremu.
- A więc miałem racje constans. O co więc ten szum?
Uległem pokusie typowej odpowiedzi. A tak naprawdę to coś tam się
jednak dzieje. Auto mi się zepsuło więc miałem wydatki, a że nie
wygrałem w kumulacji Lotka więc zrobiłem sobie debet.
- To tak jak u mnie. A poza tym ? Czy to wypada, żeby post składał
się tylko z jednego krótkiego zdania – U mnie po staremu?
- Wypada nie wypada. Pamiętasz jakie ksiądz Maliński miał krótkie
kazania? Pamiętam takie jedno taki sprzed wielu lat, z okazji Świat
Wielkanocnych, to jakby na czasie. Stanął przed ludźmi i
powiedział - „Chrystus zmartwychwstał. Ale wy w to nie
wierzycie.”
Koniec i ta cisza która nastąpiła potem. Coś cudownego jedno
zdanie, a trafiło w głowę i samo serce.
- Trochę Ci do ks Malińskiego brakuje ale przyjmuję, punkt dla
Ciebie. Rozbuduj tylko odrobinę to ostatnie zdanie.
- A więc po staremu walczę by każde kolejne przebudzenie
skutkowało dniem wartym pamięci.
- I jak Ci to wychodzi?
- Ze zmiennym szczęściem.
- Obiecuję Ci, że pomyślę nad tym wszystkim w najbliższe Święta
Póki co złożę w Twoim imieniu życzenia Zdrowych i Spokojnych
Świąt.
Bez wierszyków o baranku i kurczątkach.
- Niech i tak będzie. Podpisuję się pod życzeniami i przyjmuję
Twoją propozycję, ale po Świętach koniecznie coś o mnie napisz.
- W porządku celebryto.
- Zaraz celebryto. Po prostu spodobało mi się, że o mnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




