czwartek, 10 kwietnia 2014

Ludzie to kupią

Zapatrzyliśmy się na świat i świat w rewanżu upycha nam swoje standardy.
Nie jest to żadna agitacja polityczna, choć argumenty podobne do tych którymi szermują eurosceptycy
Najlepszym jednak dowodem na tę zmianę standardów jest telewizja. Prawie każdy program jest tu kopią emitowanego wcześniej za granicą.
Już nie tylko w Mc Donaldsie czujemy się tak samo w każdym zakątku Europy. Tak samo czujemy się w Carrefourze, a teraz oglądając TV.
Talenty, nieoszlifowane diamenty, chórki, soliści oraz wszyscy ci którym nie szkodzi, że robi się z nich na wizji idiotów. Ba oni potrafią doskonale zrobić to sami.
Programy emitowane w telewizji i kończące się głosowaniem widzów, przypominają wypisz wymaluj igraszki z Rzymskiego Colosseum. Palec w górę żyjesz, palec w dół umierasz.
Tak to realizuje się pielęgnowana od pokoleń w naszych genach potrzeba krwi.
Nic nie działa lepiej na nasze samopoczucie jak widok krwi i upodlenie kogoś innego.
Pan Nieistotny należy do grupy która nie jest reprezentatywna w badaniach opinii publicznej.
Nie ogląda tego typu programów, a jeżeli już ogląda to w żadnym razie nie poddaje się mani manipulacji kciukiem (za pomocą SMS-a)
- Czasem tylko do swojej małżonki zwraca się z pytaniem – dlaczego ludzie tak robią ze sobą? dlaczego tak postępują z innymi?
- Też tego nie rozumiem – odpowiada żona i Jan Maria cieszy się, że nie jest ostatnim samotnym żaglem razem ze swoimi przekonaniami.
Aby więc nie narażać się na poczucie wstydu i zażenowania, postanowił nie oglądać między innymi polskiej wersji programu kulinarnego Hells Kithen – Diabelska Kuchnia Wojciecha Modesta Amaro.
Akurat oglądał reklamówkę jednego odcinka w którym Mistrz ceremonii rzuca rybą do starszego faceta, wykrzykując przy tym wulgaryzmy i impertynencje.
- Co to jest? Nie jestem kur... ślepy, wiesz?! Ty to zrobiłeś? 168 lat w pracujesz w kuchni i jeszcze nie umiesz wyfiletować ryby? Nie umiesz oskrobać? Wypad z tym! - wykrzyczał do 60-letniego Grzegorza i... rzucił w niego rybą.
Dziennikarz zadaje sobie pytanie - Czy to już nie jest przesadne poniżanie ludzi na wizji?
Jan Maria twierdzi, że każde poniżanie na wizji jak i poza nią jest niedopuszczalne i jeżeli producenci tego nie wiedzą,to Pan Nieistotny bojkotuje tego typu programy.
Czy to coś da? Jan Maria nie zadaje sobie tego typu pytań. Już Wojciech Młynarski napisał:
Ludzie to kupią, ludzie to kupią
Byle na chama, byle dużo, byle głupio.
Niestety przy pięćdziesięciu programach na platformie cyfrowej, alternatywą jest tylko książka

wtorek, 25 marca 2014

Ubrany - skazany

- Ostatnio miałem taką sytuację – mówi aktor znany z telewizji - musiałem się spotkać z komornikiem. On natychmiast zaczął mi pokazywać, że może mnie wdeptać w ziemię.
A był megaworem, miał zakręcone buty do góry i koszulę nie z bawełny.
Próbował mi pokazać, że on ma władzę.
Pan Nieistotny wzdrygnął się na sam pomysł nazwania kogoś worem, chociaż do używania słów powszechnie uznanych za obraźliwe musi się przyznać.
Zaraz też odruchowo spojrzał na swoje buty. Ze względu na haniebny wzrost i proporcjonalną budowę ciała, Pan Nieistotny zmuszony jest do kupowania butów na stoiskach dziecięcych lub z tych z kategorii unisex. Czasem jednak dusza pragnie eleganckich butów do garnituru i wtedy pozostaje łyknąć dumę i zaopatrzyć się buty o jeden numer większe. Założenie ich powoduje zwolnienie chodu Jana Marii, co z pozoru nadaje mu powagi i dostojeństwa z drugiej podyktowanie jest człapaniem zbyt dużych rozmiarów. Za duże buty mają jednak jedną przykrą dolegliwość. Ich czubki zawijają się lekko do góry wbrew intencji ich właściciela. Pan Nieistotny spojrzał na czubki swoich butów i gorący pot wyskoczył ma na czoło. Jego Gino eR, delikatnie podnosiły się do góry. Nie zastanawiając się w tej sytuacji zupełnie, rozpiął guziki koszuli zdobiącej jego grzbiet. Błyskawicznie ją zdjął i podsunął do oczu metkę wszytą z boku pod rękawem.
Skład : Bawełna 85 %, włókna uszlachetniające 15 %.
Boże! A więc nie czysta bawełna. Jezus Maria jestem worem
Podbiegł do okna by w rozpaczy rzucić się w dół ale przypomniał sobie, że od ponad roku mieszka na parterze. Z tego skoku mógłby sobie najwyżej potłuc dupę bez innych radykalnych i zasadniczych konsekwencji.
To opóźnienie reakcji spowodowało, że on sam zaczął myśleć logicznie.
Już starożytni mówili - nie szata zdobi człowieka. W człowieku najpiękniejsza jest ponoć dusza. A duszę Jan Maria ma chyba nie najgorszą. Daje mu ona często popalić uruchamiając co rusz wyrzuty sumienia i poczucie jakiegoś zawstydzenia swoim działaniem, ale ogólnie nie jest chyba tak źle.
W ostatni poniedziałek bez mrugnięcia okiem obejrzał całą „Miłość na Krymie” S. Mrożka w teatrze TV. No więc co?
Odruchowo spojrzał w lustro. Lustro stoi tam gdzie stało kiedyś, Nieistotny też stanął tam gdzie zawsze. Nie należał do ZOMO, mógł więc spojrzeć sobie głęboko w oczy. Wciągnął brzuch i napiął bicepsy.
- Każdy sądzi według siebie – dotarło w końcu do niego uzdrawiające stwierdzenie
Każdy. I Pan Nieistotny i autor tego powiedzenia.
I ty chłopczyku i ty dziewczynko.
Bez względu na to czy dotarliście do tego tekstu czy nie.

wtorek, 4 marca 2014

Próba na wytrzymałość

„Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono” – Cytat hasło które z powodzeniem można malować na dużych pustych ścianach oraz obowiązkowo umieszczać w książeczkach do nabożeństwa.
Putin rozwiódł się i jak Pan Nieistotny przeczytał na jakimś plotkarskim portalu, zamknął była żonę w klasztorze.
Prezydent Francji Francois Hollande nie musiał się rozwodzić bo preferował luźne związki. Z perspektywy czas wyszło, że jest on bardzo wyluzowany.
W powyższy duet ktoś postanowił wmanewrować naszego sędziwego generała, który kiedyś internował Teleranek.
Może chodzi o to, żeby pokazać jakimi jesteśmy światowcami ?
I nim Jan Maria zdążył się oburzyć na postępowanie dwóch pierwszych prezydentów i brukowców w stosunku do Generała, wszystko zostało przykryte niesamowitą informacją. Ponoć Pani Obama z kalendarzem w ręku odmierza czas do końca kadencji by rozwieść się z byłym już wtedy prezydentem USA. Ponoć już nawet ze sobą nie śpią.
Ciekawe kto tu robił za materac?
Powodem jest jak w pozostałych przypadkach niewierność.
Niczym obuchem uderzyła Nieistotnego wiadomość, kto jest obiektem Barakowych zwierzeń, że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą już nie śpią.
B e y o n c e
Kopara opadła Janowi Marii Nieistotnemu na stół i ten stan zadziwienia wcale mu nie ustępuje.
Monika Jaruzelska w jakimś wywiadzie skomentowała rodzinne zamieszanie słowami, że jaki kraj takie bunga bunga.
Większość oburzona a statystycznie wychodzi, że wierność większości nie wiąże się z jakimiś twardymi zasadami moralnymi, a jedynie z brakiem możliwości.
Po co było mieszać poetkę do tekstu o ludzkiej niewierności?
Pan Nieistotny wraca myślami do początkowego cytatu.
Bo przecież tak naprawdę nie miał okazji sprawdzić jaki jest naprawdę, bo tak na szczęście nie musiał sobie tego udowadniać.
Teraz jednak siadł wygodnie w fotelu, odprężył się i już widzi oczyma wyobraźni, bo na szczęście jej nie traci taką oto scenę :
Przy stoliku w małej restauracji siedzi on a naprzeciw niego najpiękniejsza kobieta świata roku 2012 według magazynu People. A może tak na punkcie której ma prawdziwego choć bezpiecznego hopla, niejaka Charlize Theron.
Wiem - mówi - że masz żonę którą kochasz. Nie chcę burzyć twojego małżeństwa, ale chociaż przez parę chwil pragnę poczuć twoją bliskość. Nie zmieniaj nic w swoim życiu, tylko mnie kochaj
Beyonce a jeszcze lepiej Charlize Theron, lekko rumieni się zaskoczona swoją śmiałością.
Pan Nieistotny udaje światowca. Zdradzają go jednak wilgotne z emocji dłonie które cghłodzi na szkle wysokiego kieliszka.
W kieliszkach i szklankach odbija się promienna kobieca postać. Przez chwilę przestaje podliczać czy stać go na opłacenie rachunku w tej knajpce i zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią.
Tą jednym krótkim zdaniem, które ma zmienić jego życie. A może to nic nie zmieni w jego poukładanym życiorysie?
Kochanie....
Nie wie niestety co odpowiedział, bo poczucie obowiązku wobec pracodawcy zerwało go z łóżka na równe nogi.
Może to i dobrze, że został w tej nieświadomości, bo sam już nie wie czy sprawdziłbym się jako odpowiedzialny mąż, wobec takiej propozycji.
A czy w ogóle chciałby być poddany takiej próbie?
Co innego senne marzenia a co innego twarde życie.
To może i nie warto tak surowo oceniać tych co zostali tej próbie poddani.

czwartek, 27 lutego 2014

Zawsze się może trafić ktoś gorszy

Pan Nieistotny szybko przeleciał wzrokiem po stronie głównej popularnego serwisu informacyjnego. Szukał czegoś lekkiego do świeżutkiego pączka i gorącej czarnej kawy które spokojnie czekały na swoją kolej przy laptopie.
Donatan i Cleo jadą na festiwal Eurowizji – przeczytał.
To było do przewidzenia. Chwilę trwała taka mała kokieteria, a potem nastąpiła męska decyzja.
Jest też uzasadnienie decyzji. Podczas czytania oczy Jana Marii otwarły się mocno ze zdziwienia a wyobraźnia podpowiedziała taką oto scenkę.
Pan Nieistotny uchwycił w prawą dłoń klamkę w kolorze satyny i delikatnie ją nacisnął.
Drzwi otwarły się i za nimi ujrzał nowoczesne wnętrze sekretariatu równie nowoczesnej firmy.
Siedząca za biurkiem dziewczyna podniosła głowę znad monitora i z pytającym spojrzeniem odpowiedziała na standardowe powitanie.
-Jestem umówiony z szefem, na godzinę dziesiątą
Sekretarka sprawdziła nazwisko w elektronicznym terminarzu i po telefonicznej zapowiedzi zaprosiła go do najważniejszego gabinetu.
Nowoczesna elegancja chromu, kamieni i surowego tynku wprowadzała do rozmowy chłodną atmosferę.
Podniosę temperaturę rozmowy – postanowił Jan Maria Nieistotny.
-Witam Pana – powitał go szef firmy – Przejrzeliśmy pańską aplikację i doszliśmy do wniosku, że byłby Pan odpowiednią osobą do objęcia wakującego stanowiska. Zanim to jednak nastąpi proszę o podanie chociaż jednego powodu dla którego mielibyśmy podjąć to jakby nie było ryzyko współpracy?
Jan Maria Nieistotny od dawna nie ulega już pokusie gwałtownej odpowiedzi. Zebrał myśli i postanowił mądrze zareklamować swoją osobę. Aby jednak nie przedłużać, posłużył się wypowiedzią Donatana, który postanowił wytłumaczyć dlaczego startuje w konkursie Eurowizji
Zaczerpnął głęboko powietrze w płuca i wyrecytował:
- Zostałem powołany do broni a więc przychodzę i zagram dla tej drużyny której Pan Prezes przewodzi, chociażby dlatego, że gdybym ja się nie zgodził to zawsze mógłby się trafić ktoś gorszy ode mnie. Tak, tak jest to możliwe.
Oczy Prezesa zrobiły się szerokie i wyraziste. Zdziwienie rozszerzało je tak bardzo, że Pan Nieistotny odniósł wrażenie, iż za chwilę wypadną z orbit i z głośnym plasknięciem spadną na biurko.
No … ech... - zaczął Prezes, potem spojrzał w na ekran swojego wypasionego smartfona jakby tam szukał natchnienia, w końcu wydusił - Nie wiem czy przekonał mnie Pan tym zwierzeniem. Ja proszę Pana potrzebuję specjalisty od handlu i marketingu a nie showmana.
Na koniec dodał – zadzwonimy do Pana.
Kiedy Jan Maria Nieistotny opuszczał gabinet, usłyszał jeszcze przez nie do końca domknięte drzwi jak Prezes mówi do swojej asystentki
- Nie ma mnie dla tego faceta.


wtorek, 18 lutego 2014

Za wszelką cenę

Telefon odezwał się pierwszymi taktami Blue Train Johna Coltranea. Ze dwa razy zagrał swojaą melodyjkę zanim Pan Nieistotny zdecydował się go odebrać.
- Nieistotny, słucham.
- Cześć. To Ty żyjesz?
- A niby dlaczego miałbym nie żyć
- Żyć, nie żyć ale po ostatniej wzmiance o złym samopoczuciu nastąpiła cisza na twoim blogu. Więc myślę tak sobie, że zadzwonię, zapytam, może się dowiem?
- Stary przeziębienie to przeszłość, ale nawaliło mi się różnych zajęć jak nie w zimie.
- Bo i zimy na mamy jako takiej par excellence jak by to powiedział Kwinto - trzeźwo zauważył rozmówca.
- Zgadza się. Krążę więc od pewnego czasu po ogrodzie i planuję prace. Gałęzie drzewek owocowych już przycięte i agrest przerzedziłem trochę. Rozsypałem krecie kopce i...
- Dobra dobra. Nie wbijaj mnie w poczucie winy, że ja nic nie robię.
- A przecież sam mnie pytasz?
- Pytam w innym celu
- W jakim? – spytał Jan Maria Nieistotny- bo chyba jakiś przytępiały jestem
- No, po góralsku to bym zapytał – a smak jest ?
- A gdzie by się kurde miał podziać ? - odpowiedział zgodnie ze schematem Nieistotny.
Była to odegrana zgodnie ze scenariuszem góralska procedura umawiana się na wódkę.
Paweł należy do grupy tych znajomych którzy w głębokim poważaniu maja wino i wszystko co z nim związane.
Jan Maria szanuje znajomych i ich preferencje, nawet gdyby to oznaczało konieczność schłodzenia „połówki”.
- Nie bądź obłudny i tak zmrażasz zawsze 0,7l - oceniła słowa Jana Marii jego własna żona.
- Zrobię jak zawsze, ale wiesz, podoba mi się gracja z jaką Paweł wprosił się na imprezę.
Jan Maria Bez słowa ubrał się i pojechał do najbliższego marketu. Zrobił zakupy według zaprojektowanego menu, a po powrocie pomógł żonie, krojąc wędlinę i warzywa.
Impreza udała się jak zwykle. Może to buńczuczne określenie, ale prawdziwe.
Było miło, wesoło z odrobiną upiętego w ramy dobrego zachowania szaleństwa.
Gdy następnego dnia zasiedli wraz z małżonką do niedzielnego śniadania, on zdobył się na wyznanie.
- Wiesz, to straszne ale alkohol z wiekiem coraz mniej mi szkodzi. W zasadzie dojrzałem do stwierdzenia, że mi nie szkodzi. Nawet ciśnienie i cukier mam w normie.
- To może przez to, że i wczoraj zachowałeś normę.
- Przyjmuje to jako pochwałę. A swoją drogą i a propos normy i równowagi, nie sądzisz, że nic by się nie stało gdyby raz na dwa nasze zaproszenia, Paweł gościł nas u siebie?
- Wiesz, że nie mamy ostatnio zbyt wielu znajomych.
- Czy więc musimy o tych co zostali dbać za wszelką cenę ?
- To filozoficzne pytanie warte jest zastanowienia się, ale chyba jajka już są na miękko.
Rzeczywiście minęło pięć minut od zatopienia ich we wrzątku, zgodnie z domową szkoła powinny być jak trzeba.
Kiedy w ciszy zdejmowali resztki skorupki z jajek, rzucone pytanie powracało uparcie w lekko zmieszanym po użyciu alkoholu umyśle.



wtorek, 4 lutego 2014

Nie takie miłe złego początki

Jakoś tak od dwóch dni Pan Nieistotny wie, że ma głowę. Zwykle nie zdaje sobie sprawy z jej posiadania, robiąc z niej podświadomy ale i częsty użytek. Teraz jest inaczej. Głowa przypomina o sobie, czyniąc korzystanie z niej mocno utrudnione. Szumi tak jakby zaraz miała zacząć boleć i tak kręci w nosie, że tylko kichać.
I jak mu się nie chce. Boże jak mu się nie chce. Jeżeli mierzyć samopoczucie miarą niechcenia, to już powinien nieść do kadr druk L-4 z zaleceniem „chory powinien leżeć”.
Być może zbytnio uwierzył w słońce odbijające się w mokrym śniegu. Być może nie uwierzył we wskazania termometru. Być może...
Dosyć tego gdybania. To i tak niczego nie zmieni, teraz pora na mocne postanowienie.
Dzisiaj wieczorem, góralska herbata i do łóżka. Zawsze mu pomagała zwłaszcza w takich nieciekawych zdrowotnie sytuacjach.
Oj Panie Nieistotny idą lata. W zeszłym tygodniu ukłuło serduszko i to tak nieciekawie, że w podskokach pędził Pan na EKG, zachowując się jak ta blondynka.
- Panie doktorze niech pan mi zrobi EKG. Ostatnie bardzo mi pomogło.
Okazało się, że zbyt dużo kawy to zbyt mało magnezu. Zaczął więc łykać magnez.
Nie pytajcie jednak czy to chelat czy cytrynian. Nie ma o tym żadnego pojęcia. Ważne, że serce już nie kłuje.
Potem coś zapomniał, a jeszcze potem czegoś nie znalazł.
I albo to już słychać pukanie do drzwi, które Nieistotny lekceważy bo wie, że na pytanie - kto tam? usłyszy jedną krótką odpowiedź – To ja twoja starość.
A może po prostu czuje się tylko rozbity przez jakieś nieuświadomione początki grypy?
Jeżeli mógłby wybierać to wybiera to drugie rozwiązanie i rzeczywiście nastawia się na wieczorną herbatę ze śliwowicą.
Tylko, że na gubienie rzeczy to ona nie pomoże. Ale za to łatwiej będzie się można pogodzić ze stratą



czwartek, 30 stycznia 2014

Nie trzeba być lekarzem

No to się Panu zepsuł wzrok – stwierdziła okulistka – muszę dołożyć cała dioptrię.
- To pewnie z powodu zdiagnozowanej cukrzycy – stwierdził Pan Nieistotny.
Słysząc te słowa okulistka sprawdziła dno oka.
- I w oku się mgli.
- Przedtem miałem tylko jeden powód zamglonego spojrzenia, teraz mam dwa – próbował bagatelizować sam przed sobą ten istotny w końcu problem Jan Maria.
- A wie pan jak jest z alkoholem przy cukrzycy? – pani okulistka na tę chwile przedzierzgnęła się w diabetyka.
- Wiem małe ilości i okazjonalnie
- No właśnie – triumfowała.
- Problem jednak w tym, że nikt nie określił co to znaczy mała ilość i najważniejsze co to znaczy okazjonalnie?
- Przy Panu to potrafią opaść ręce - stwierdziła pan doktor, co świadczyć by mogło o jakichś zadatkach na ortopedę.
- Nie tylko potrafią ale i opadają. Taki już jestem, ale serce przy mnie rośnie, żona mi o tym kiedyś powiedziała.
Specjalistka od oczu spojrzała na Nieistotnego i bez słowa przystąpiła do wypełniania recepty na szkła.
Pozbawiony na tę chwilę okularów Jan Maria Nieistotny czuł się niby krecik wyrzucony poza ogrodowy kopczyk. Tylko jakiś element satyry lub sarkazmu pomagał mu czuć jaką taką pewność na tym obcym gruncie.
Swoją drogą Pani Doktor od oczu próbowała wykazać się jeszcze talentem, bankowym, na samym początku rozmowy. Spojrzała przenikliwie na Nieistotnego, odzianego w jeansy, czarny t-shirt i wojskową kurtkę amerykańską M-65. Nie wiadomo dlaczego, ale ta właśnie kurtka wzbudza zainteresowanie wszelkiej maści ochroniarzy. Podziałała widocznie i na wyobraźnie okulistki.
- Z czym pan do mnie przychodzi? - zapytała.
- Z oczami – odparł zgodnie z prawdą, zaskoczony pytanie. Za chwilę dodał - dodał chciałbym szkła progresywne.
Kobieta niczym specjalista od szacowania zdolności kredytowej w banku omiotła Jana Marię spojrzeniem i powiedziała.
- Powiem Panu jak działają szkła progresywne.
- To całkowicie zbędne Pani Doktor - próbował skrócić rozmowę Nieistotny - Zdarłem już trzy pary takich szkieł i bardzo dobrze się w nich czułem. Ostatnio z takich czy innych powodów miałem dwie zwykłe pary. To wszystko.
Nie było intencją Jana Marii opowiadanie o aktualnych problemach z osobą którą widzi pierwszy raz w życiu.
- Ale tanie szkła nie spełnią Pana oczekiwań – nie dawała za wygraną
- A czy Pani słyszała o tym żebym w rozmowie postawił sobie jakąś granicę finansową ?– spytał nieco już poirytowany Pan Nieistotny.
Być może to ostatnie zdanie podziałało na okulistkę ponieważ zaraz po tym zaprosiła go do aparatu mierzącego ciśnienie w oku, czyli urządzenia robiącego Pufff.
Daleko mu do świętego oburzenia, ale Jan Maria poczuł się lekko poirytowany.
Starożytni mówili, że nie szata zdobi człowieka. Czyżby to powiedzenie które wbijali mu do głowy w szkole już nie obowiązywało? Aż tak wiele zmieniło się od tamtego czasu?
Poza tym wszystkim, Nieistotny uwielbia wprost swoją wojskową kurtkę. Kiedyś ubiór poetów opozycjonistów i kontestatorów. O tym, że Jan Maria aspiruje przynajmniej do dwóch z trzech przywołanych tu określeń wiadomo wszystkim. Pani doktor od oczu nie zauważyła tego niestety. A przecież wystarczyło samo nazwisko.
Poza tym twarz. Ten jej wyraz, typowy dla podstarzałych młodych poetów przed emeryturą na których nie poznał się świat poezji. W których tkwi takie senne marzenie, że jeszcze rozłożą skrzydła Pegaza, jak tylko wyschnie klej który połączył ich połamane elementy