piątek, 11 października 2013

Tak to sobie wyobraża

Zauważyliście, że coraz więcej w naszym życiu zależy od komputerów, a one stają się coraz szybsze. Są tak szybkie, że przestają dbać o szczegóły i drobiazgi. A przecież to drobiazgi decydują o jakości życia.
Że to nie prawda? Pomyślcie jak potrafi zepsuć dzień nagła świadomość, że w kabinie publicznej toalety którą w pośpiechu wybraliśmy, brak jest papieru toaletowego. Nie pomoże nam wtedy nawet najwymyślniejszy smartfon z nielimitowanym dostępem do Internetu.
Dlaczego? Bo babka klozetowa siedząca w służbówce nie jest on line.
Nie wiem dlaczego, ale Nieistotny myśli o tym zawsze wtedy gdy widzi super robot do wykonywania skomplikowanych operacji serca czy czegoś tam innego.
Nie, nie o korzystaniu z kibla tylko ze szpitala.
Bo przecież gdyby potrzebował? Dzięki Bogu na razie nie potrzebuje, ale gdyby?
Jan Maria boi się, że w tym całym pośpiechu może dojść do pomyłek i zmian. O zawieszeniu systemu Windows już nawet nie chce myśleć.
Dlaczego akurat dzisiaj marszczy sobie tym problemem swoje wysokie i inteligentne czoło?
Otóż w dzisiejszej poczcie dostał między innymi :
- ofertę dyskretnego dostarczenia pewnej niebieskiej tabletki pod same drzwi,
- ofertę zakupu zestawu do makijażu,
- eleganckiej damskiej torby puma w seledynowym kolorze
- a także propozycję założenia lokaty w trzech bankach.
Jan Maria czytał gdzieś, że wymyślono specjalne komputery które monitorują naszą korespondencję aby określić nasze preferencje pod kątem zakupów. Ponoć my kupimy wtedy więcej, a stary kawaler nie dostanie reklam Pampersów.
Skoro te komputery są takie mądre, to skąd wynika ich głupota?
Przecież po pierwsze żona Nieistotnego jest w okresie rehabilitacji, a On sam nie ma zwyczaju wynoszenia nabrzmiałych problemów na miasto. Po drugie koszty związane z opieką medyczną spowodowały, że nie bardzo jest zainteresowany tworzeniem jakiejś super lokaty.
Nawet najbardziej firmowa torba w kolorze seledynowym nie pasuje mu do butów.
Jedynie ta walizka do makijażu ma sens. Po wyrzuceniu tych wszystkich kolorowych kółeczek można by rozłożyć trochę śrubek, gwoździ lub wierteł. Pędzelki przydadzą się do wyczyszczenia niedostępnych rejonów pilarki więc niech zostaną.
Wygodne aluminiowe opakowanie pozwoli z pewnością zachować porządek w śrubełkach.
Ale to trafienie całkiem przypadkowe.
Jeżeli tak działa współczesna technika to Nieistotny potrafi sobie wyobrazić sytuację, gdy skierowany jest do szpitala na zabieg usunięcia woreczka żółciowego.
To teoria bo tego woreczka już nie ma.
Po zabiegu budzi się i od pielęgniarki zmieniającej mu opatrunki dowiaduje się że jest po zabiegu odsysaniu tłuszczu, przedłużenia penisa i wazektomii, bo komputer przeprowadzający wywiad pomylił skrzynkę pocztową. Po cholerę mu to odsysanie skoro jego indeks BMI wynosi 24?
I jak tu nie zakląć?
Lepiej przed, bo po to już tylko pozostanie zapłakać.




czwartek, 10 października 2013

Jak dym co się snuje po kartofliskach

Przy okazji organizacji ogrodu po raz kolejny wyszło jak bardzo różnią się od siebie pokolenia.
Kiedy Pan Nieistotny wniósł ostatni karton przeprowadzkowy do nowego domu, otarł dłonią pot z czoła i wyszedł do ogrodu. Stanął pomiędzy drzewkami i bezwiednie zaczął dotykać gałązki.
Niewielki śnieg pokrył trawę a drzewa pozbawione liści, ukrywały jeszcze przed Niestotnym swój gatunek. Tylko jedna zapóźniona jabłoń, dumnie utrzymywała na swoje gałęzi trzy jabłka. Małe, czerwone, zmrożone owoce, pokryte delikatnym śniegiem. Jan Maria chciał je rwać i nieść do domu z radosnym okrzykiem – oto nasze pierwsze jabłka. Nie zdążył jednak tego zrobić bo zza palców usłyszał.
- Trzeba to wszystko wyciąć. Po co ktoś nasadził tyle drzew?
To Młodszy pojawił się ze swoja koncepcją rozwoju.
- I co w zamian drzew? - spytał naiwnie Nieistotny
- Trawnik. Jedna równa i krótko przystrzyżona powierzchnia.
Taka sterylna przestrzeń? - próbował wyjść naprzeciw myślom Młodego.
- No nie, pod ogrodzeniem jakieś tuje i jałowce, ale nie dużo.
- No popatrz a ja planuję zbierać jabłka, uprawiać pomidory, ogórki i własną cebulkę do nich.
Młody zauważył zdecydowanie w głosie Nieistotnego dlatego też spuścił nieco z tonu.
- To chociaż dokonajmy radykalnego przerzedzenia.
- Umówmy się, że wszystkim drzewom damy szansę. Po roku zdecydujemy co jest dobre, a co do wycięcia.
Z perspektywy tych dziesięciu miesięcy Jan Maria już wie, że jedna jabłoń zdecydowanie jest do usunięcia, tak jak wyrosły na starym pniu orzech włoski. Gruszka znajduje się w stanie niepewności, a czarne porzeczki i kilka krzaków agrestu już zasiliło kompostownik.
O przepraszam. O jabłoni tez można już mówić w czasie przeszłym
Napalony jak Arab na kurs pilotażu (cytat z Testosteronu) Młody, chwycił za piłę spalinową i zakończył żywot rachitycznej jabłoni. Nie przekonała nikogo swoimi trzema jabłkami wielkości rajskich jabłuszek. Padła pod ostrymi cięciami łańcucha.
Być może z powodu wielkich emocji, a może tylko z powodu wieku który podpowiada, że najlepiej używać narzędzia zdecydowanie, piła odmówiła współpracy.
Jak to się mówi - siła razy gwałt. Gwałt na pile spowodował, że używana od siedmiu lat maszyna zajęczała zadymiła i odmówiła współpracy.
Pan Nieistotny spojrzał na zwłoki, leżące w trawie ze smętnie zwisającym łańcuchem.
- Miałem dla niej więcej empatii – powiedział – Dlatego tyle mi służyła.
Młody jak to Młody, zirytował się lekko ale postanowił dokończyć egzekucji drzewa za pomocą piły ręcznej. Wywlókł z garażu lekko zagięte ostrze, popularnie nazywane lisią kitą.
Dociął do końca ale wspomniane narzędzie utraciło rękojeść, która z głośnym trzaskiem rozpadła się na dwie części.
- Trzeba będzie kupić nową - skomentował kolejna wpadkę.
- A może tylko naprawić starą? - zasugerował Jan Maria.
Następnego dnia sam oprawił ostrze we fragment nogi od starego krzesła. Wyszło fantastycznie. Twarde drewno z pewnością wytrzyma nie jedną jeszcze akcję. A samo ostrze ? Ileż to gałęzi wspólnie przerżnęli i w jakich okolicznościach. Nie jest tajemnicą że Nieistotny jest sentymentalny.
Z piłą łańcuchowa nie poszło tak łatwo. Raczej nie poszło wcale.
Kwota jaką fachowiec podał za naprawę wystarczy do zakupu nowego egzemplarza.
Kazał więc tylko zaostrzyć łańcuch do przyszłego wykorzystania gdzie indziej, a następnie zabrał zwłoki do pogrzebania gdzieś w czeluści warsztatu.
Co prawda przez chwilę miał inny pomysł po przeczytaniu wiszącej na budynku serwisu kartki o treści:
Przyjmę stary sprzęt ogrodniczy.
Zaraz jednak uświadomił sobie, że idzie o darowiznę. Nie jest materialistą, ale łatwiej przełknąć tak zwaną symboliczną złotówkę.
Pozbawiony piły syn Nieistotnego darował orzechowi jeszcze kilka dni życia. Sam Nieistotny nie darował sobie wolnego popołudnia i w miejscu czarnych porzeczek wsadził dwa krzaki amerykańskiej borówki. Potem rozpalił ognisko w którym spłonęły drobne gałązki z jabłoni, suche badyle z pomidorów i łodygi słonecznika. Wszystko zaś wymieszane z zeschłymi już liśćmi.
Wyszło podobnie jak ogniska snujące się na kartofliskach. Trochę gryzło w oczy a w górę walił biały dym. I ten zapach, choć trochę duszący, ale zawsze mocno kojarzący się z jesienią.
Było już ciemno kiedy Pan Nieistotny zalał wodą tlące się resztki ogniska. Tak na wszelki wypadek.
Jan Maria taki już jest.


środa, 9 października 2013

Karpuling po naszemu

Ostatnio wszędzie rządzi łomżing. Reklama małego browaru robi oszałamiającą karierę i nagle okazuje się, że wszystko ma być ...ing
Wśród różnych cudów, Pan Nieistotny doczytał się gdzieś w Internecie najkrótszej definicji pewnego zachowania seksualnego zwanego doggingiem.
Otóż dogging to taki fucking na parkingu.
I kto to wszystko wymyśla?
Seksualne skojarzenia pojawiło mu się również gdy przeczytał o carpoolingu.
Nic bardziej mylącego, carpooling to najprościej mówiąc sąsiedzkie podwożenie. Polega na udostępnianiu wolnego miejsca we własnym samochodzie, albo korzystania z wolnego miejsca w aucie innej osoby. Czyli jest carpooling czynny i bierny. W Krakowie jakaś grupa zapaleńców propaguje pomysł znany od lat na zachodzie. Znany i wspierany, bo czy może być coś tak szlachetnego jak pomoc bliźniemu i świadomość rewanżu?
Taki rewanżing jednym słowem.
Pan Nieistotny czytał, że w ramach promocji akcji, samochody z całkowicie zajętymi miejscami nie płaciły za przejazd autostradą bądź ponosiły znacznie mniejsze koszty. Oczywiście gdy mówimy o zwolnieniach z opłat chodzić może wyłącznie o Amerykę.
Jednak zasada podwożenia jako taka od lat znana jest na naszym krajowym podwórku. Niestety, kierowca pojazdu który udostępnił swoje wnętrze, „poza plecami” nazywany jest pieszczotliwie frajerem. I tak też jest traktowany. Używając modnych określeń można powiedzieć, że jest to frajering w postaci czystej.
Pewien zawodowy kierowca kategorii drugiej wspominał, że kiedyś miał wątpliwą przyjemność podrzucenia pary młodych ludzi, kwitnących od dłuższego czasu na poboczu drogi.
Była jesień a on wiózł jabłka w ramach tak zwanej akcji socjalnej. Pozwolił chłopakom usadowić się obok skrzynek, a nawet zachęcił do konsumpcji czerwonych malinówek i złotych koks.
Za podwózkę nie wziął ani grosza, pokazując jednie tak zwaną piątkę na pożegnanie. Dopiero w bazie zauważył, że pasażerowie umilali sobie czas nadgryzaniem jabłek i wrzucaniem ich z powrotem do skrzynek. Kiedy zmęczyli już szczęki, w ramach efektownego concerto finale nasrali do jednej ze skrzynek.
- Nigdy w życiu – mówił, a pomimo upływu lat na wspomnienie tej historii, zimny dreszcz dalej targa jego ciało.
Pan Nieistotny sam mógłby podać parę przykładów
Choćby sąsiada który podwiózł go sto kilometrów i zostawił cztery kilometry przed domem. Bo było już późno. Szedł po nocy górską, wiejską drogą, targając bagaże. Ponieważ ich liczba była większa niż posiadanych rąk. Stawał co chwila, wracając po jakiś pakunek.
Jan Maria do dzisiaj dziwi się, że żona do której spieszył w ten piątkowy wieczór przeżyła pytanie na powitanie – Dlaczego tak późno?
On sam nauczony tym doświadczeniem wiózł do malowniczej Białki Tatrzańskiej pewnego Pana Doktora, który wynajmował letni  dom za miedzą. Nieistotny jechał po niego pod szpital, a potem podwoził pod drzwi chałupy.
Bardzo pasował Doktorowi ów carpooling, bowiem benzyna była na kartki. Łatwiej było wcisnąć dupę do cudzego auta, swoje pozostawiając w garażu.
O dokładce do benzyny nawet nie wspomniał, za to w niedzielne popołudnie nerwowo wypytywał o powrót bowiem w mieście miał jeszcze kilka ważnych spraw do załatwienia.
- Nie bądź frajer nie przyjeżdżaj w przyszłym tygodniu – namówiła go żona.
Pozbawiony carpoolingu Doktor, przyjechał solo swoim zachodnim samochodem, bez propozycji rewanżu.
Kiedy Nieistotny zmienił pracę, do jego auta regularnie zaczęli wsiadać współpracownicy, bo przecież to po drodze. Denerwowali się nawet, że nie potrafi terminowo skończyć służbowych obowiązków. Jest szesnasta a więc masz mieć to wszystko w dupie. Zanim Nieistotnemu urosła dupa do takich rozmiarów by tak wszystko umieścić, woził regularnie te trójkę facetów. Oni po drodze dojadali swoje śniadania, pozostawiając śmieci na siedzeniach i podłodze auta. Kiedy powiedział, że dzisiaj nie jedzie wprost do domu, jeden z nich zapytał wprost - gdzie jedzie? Też mu pasowało.
Trzeba było dwóch tygodni by w sposób cywilizowany odwrócić przyzwyczajenie jakiemu tak szybko ulegli współpracownicy.
- Frajer jestem, nie da się ukryć – pomyślał Nieistotny
Jan Maria nie chciał nawet rewanżingu, chciał tylko by wszystko wróciło do poprzedniego, zastanego stanu.
Aż dziwne bo zazwyczaj potrafi się zachować asertywnie. Wierzy jednak w ludzi i uważa, że ponad wszystko okazane dobro wraca do człowieka.
I to jest właśnie frajering w całej pełni.


wtorek, 8 października 2013

Kiedyś z naszgo przystanku odjedzie ostatni tramwaj

Niby wszyscy wiedzą, że flaszka kiedyś się skończy a gdy to następuje wszyscy są zaskoczeni- mówił ze sceny Piotr Bałtroczyk.
Pan Nieistotny trawestował to powiedzenie zastępując wódkę życiem i przypasowało.
Może nawet nie trzeba było nic przerabiać bo Bałtroczyk tez miał na myśli życie?
Stało się jednak, nie dzielmy zasług.
Ma więc życie swój początek zwany narodzinami i koniec określany zgonem. A między zero a sto procent są urodziny.
Kolejne urodziny stają się nie tylko okazją do wypicia, ale czasem do oceny własnych dokonań. Ponieważ jednak dokonania wyglądają blado, starasz się by jubileusze miały jak najbogatszą oprawę konsumpcyjną.
Standardowo zachowuje się również Jan Maria Nieistotny, który zapija kolejną rocznicę korzystając przy okazji z błogosławieństwa złej reakcji na alkoho
l po zażyciu tabletki na cukier.
Po prostu szybko wchodzi na orbitę, a jego postrzeganie świata jest na pograniczu chwilowego urwania filmu czyli jak kto woli zaniku pamięci.
Budzi się następnego ranka w poczuciu wstydu, ale jest to tylko wstyd z powodu nadużycia, a nie zmarnowanego życia.
Alleluja i do przodu mówi jeden Ojciec. Nie jest to bynajmniej ojciec Jana Marii, a już w żadnym wypadku jego Dyrektor. Nieistotny ma nad sobą Prezesa bo taki tytuł przyjął właściciel tego interesu, który opłaca jego składki do ZUS.
Na gówno zresztą jak się powszechnie uważa, ale Nieistotnego wychowano tradycyjnie.
Smutek, tylko wypić ale to pogłębi wyhodowaną już depresję.
A przecież życie, zwłaszcza wtedy kiedy odchowało się dzieci, nawet gdy One nie bardzo chcą to jeszcze zauważyć, może być piękne. Piękne i urozmaicone.
Można jeszcze chcieć. Chcieć być i coś znaczyć, bo jak pisał Tadeusz Kubiak
… Ale to wszystko nie dość i nie mało
Dalekich lądów chciało by ciało
Lilian pod palmą i palmy wśród Lilian
Tors o barwie skrzydeł motyla
Bo Polak mimo i mimo wszystko
Był artystą jest kolorystą
I futurystą jak Solo Christo...
Co prawda to cytat o Polaku jako takim, ale skąd można wiedzieć czy pan Kubiak nie miał na myśli właśnie rodaka w tak zwanym srebrnym okresie życia?
- Dlatego też poczułem jakby mi kto w mordę dał, kiedy zobaczyłem ten nagłówek - powiedział Pan Nieistotny relacjonując wrażenia po przeczytaniu tekstu w gazecie pod tytułem
Między 50-tką a zgonem.

Intencje autora są szlachetne, bo tekst jest o aktywnych babciach w związku z wydłużająca się średnią wieku.
Tytuł jednak potrafi zachęcić lub zniechęcić.
Teraz niestety zniechęcił. Z powodu tak zwanej cienkiej skóry którą obdarzony jest nasz bohater, Jan Maria, poczuł za sobą chłód kosy smętnego żniwiarza.
Targnął nim niespodziewany dreszcz i po raz pierwszy użył określenia którego często używa jego znajomy w takiej sytuacji – śmierć koło mnie przeszła.
Od dawna wiadomo, że użycie właściwych słów jest podstawą osiągnięcia sukcesu. Stąd tak duże znaczenie przywiązuje się do dyplomacji, bez względu na skalę w jakiej się jej używa. Tu jakby jej brakło.
A może to już ten czas, gdy rówieśnicy Nieistotnego niczym zakonnicy u Kamedułów mijając się na swoich dróżkach życia powtarzają zamiast powitania łacińską sentencję „memento mori”
Podczas pierwszego czytania Trylogii ten kawałek śmieszył Jana Marię bardzo. Teraz jakby trochę mniej.
Chociaż dla równowagi powtarza sobie inne znane powiedzenie – Nie wiadomo komu z brzegu.
To tchnie optymizmem, a poza tym – Między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą...





poniedziałek, 7 października 2013

Kocie sprawki



Jan Maria uchylił okno w sypialni żony i delikatnie gwizdnął. Tak jak zwykle gwiżdże się na psa. Psa jednak jeszcze nie miał. Ze względów na problemy że zdrowiem żony, termin ten oddala się i przesuwa na przyszły rok. Z powyższych powodów nie usłyszał więc radosnego szczekania, ale spacerujący środkiem ogrodu kot jak na komendę odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i w trzech susach pokonał dystans do okna. Szybko też wskoczył na parapet i wsadził łeb między uchylone framugi. Kot a w zasadzie kotka, po otrzymaniu przyzwolenia weszła szybko do środka, a następnie w geście podziękowania zaczęła ocierać o nogi Jana Marii. Po otrzymaniu porcji czułości, odbiła się na tylnych łapach i wylądowała na łóżku Najważniejszej. W zasadzie to małżonka zachęciła Nieistotnego do przywołania kotki. Zauważyła bowiem dziwną prawidłowość. Kotka układa się dokładnie tam,i gdzie znajdują się blizny pooperacyjne. Przytula się tam mocno i tak pół śpiąc, spędza codziennie kilka godzin. Kiedy Najważniejsza zmienia pozycję, kotka bezbłędnie odnajduje na nowo właściwy punkt u jak poprzednio układa się do snu. Najważniejsza jest przekonana o terapeutycznych właściwościach zwierzaka, a Nieistotny nie ma zamiaru poddawać tej wiary w wątpliwość. Przecież tak naprawdę pomagają nam tylko te rzeczy w skuteczność których wierzymy. Przy okazji w ten zastępczy sposób spełnia się potrzeba posiadania zwierzaka. Kot jest sąsiadów, ale sprawiedliwie dzieli swój czas pomiędzy dwa domy. Czyni to bezinteresownie ponieważ w domu Nieistotnego kotka nie jest karmiona. Gdyby do porcji czułości dorzucić jeszcze michę, kot z pewnością sprowadziłby się całkiem. Na posiadanie kota nie są chyba jednak zupełnie gotowi, chociaż Nieistotny uważa wieć ma swoje prawa i kot być powinien. Zresztą tylko czekać kiedy posiadacz jakiejś puszczalskiej i niewysterylizowanej kotki podrzuci tu niechciane kocię. To takie wiejskie żerowanie na ludzkich instynktach. Byle nie na zimę. Za dwa miesiące minie rok od czasu gdy Nieistotni zmienili swoje życie osiadając na wsi. Teraz kiedy do zebrania z ogrodu pozostały tylko późne jabłka i gruszki, cieszą się tą zmianą. Poza tym wbrew obawom małżonki zebrali tez grupę sympatycznych całkiem sąsiadów. W ostatnią niedzielę zostali zaproszeni przez jednych na drugie urodziny młodszej córki. Byli wzruszeni zaproszeniem i stawili się na miejscu punktualnie. Jakie było ich zdziwienie, gdy znaleźli się pomiędzy najbliższa rodziną i dwójką zaprzyjaźnionych rówieśników. Tu trzeba dodać, że sąsiedzi są w wieku ich starszego syna co chyba działa na plus Jana Marii i Najważniejszej. Mówiąc wprost – może nie muszą czuć się już tak staro.
Krótko ze względu na kondycję małżonki, ale treściwie spędzili te dwie godziny przy torcie w kształcie dinozaura. Kiedy zaś wracali do domu, Najważniejsza stwierdziła, że przyjdzie do wnuka przywyknąć i gdy przyjdzie na to czas, uczyni to z radością. Nie nadaje się natomiast na przedszkolankę. Uczestnikami kinderbalu była siódemka dzieci w wieku do 6 lat, było więc jak w przysłowiowym ulu.
- Nie miałbym nic przeciwko, żeby ten czas już przyszedł - powiedział Nieistotny.
- Pamiętasz co ustaliliśmy? Rozmawiamy o tym od przyszłego roku.
- Wszystko na przyszły rok i wnuk i pies – podsumował mimochodem Nieistotny.
Nie było jednak miejsca na dłuższe rozważania ponieważ impreza była po sąsiedzku, a więc nawet z użyciem inwalidzkiego wózka rozprawili się z tą drogą raz dwa.
Powitało ich przyjemne ciepło od kominka, który co prawda przygasł ale dalej wydzielał to przyjemne ciepło. Ciepło, cicho, jak na niedzielę przystało.
Kończyła się leniwa niedziela z kotem w tle. Pan Nieistotny jako człowiek zorganizowany zaczął planować poniedziałek.
Bo to i piła łańcuchowa odmówiła posłuszeństwa zaraz po tym jak Młody wyciął jabłonkę, a i żona zauważyła promocję na owocowa herbatę w niedalekim markecie. A wszystko to po szesnastej czyli po pracy.
Jak się uda to posadzi wrzosy. Może i on załapie się na jakąś promocję






piątek, 4 października 2013

Zmierzch jest dobry, a mrok jeszcze lepszy

Jak Jan Maria Nieistotny rozpoczynał swoje dorosłe życie w sypialni?
Po ciemku i cichutko.
Nie było wtedy mody na obnoszenie się ze swoich podbojów na Facebooku czy Istagramie. Ba w tamtych czasach nie było takich udogodnień jak Facebook.
Była za to okazja do wykazania się elegancją wobec kobiet. Wystarczyło tylko zamknąć dziób na klucz i nie chwalić się podbojami swoim kumplom.
Nie jest bowiem tajemnicą, że faceci bardzo krytycznie oceniają wartości moralne kobiet, a szczególnie tych które miały śmiałość im odmówić.
Ponieważ zaś zasady eleganckiego milczenia nie działają w środowisku kobiecym, przy odrobinie szczęścia można było liczyć na ciąg dalszy. Dyskrecja połączona z szeptaną reklamą robiły swoje. 
To najbardziej wyraźne potwierdzenie rosyjskiego przysłowia które przetłumaczone na język polski brzmi mniej więcej tak – ciszej jedziesz dalej dotrzesz.
Niektórzy byli sceptyczni do tej zasady, komentując po swojemu, albo jak kto woli słowami rosyjskiego również przysłowia - pożywiom uwidim.
Teraz jakoś tak się porobiło, że dyskrecja mocno się zdewaluowała.
Najważniejszy jest marketing własnej osoby w myśl zasady – dobrze lub źle, najważniejsze żeby o tobie mówili.
Z tych rozważań już tylko krok do napiętnowania obecnego pokolenia za swobodę życia, nie wyłączając tego intymnego. Nie o konflikt pokoleń idzie jednak Nieistotnemu a o ów wspomniany na początku mrok.
Ten mrok połączony z brakiem doświadczenia powodował, że nogi twojej dziewczyny wydawały się nie mieć końca. A i samego końca czyli celu trudno się było doszukać, przynajmniej za pierwszym razem.
W końcu nie było jeszcze wtedy polskiej redakcji Playboya, a na pierwsze erotyczne zdjęcia z magazynu „Cats” (kto to jeszcze pamięta) Pan Nieistotny musiał poczekać jakieś piętnaście lat.
Po tym czasie nie był mu on już potrzebny do edukacji, najwyżej do rozrywki.
Stracone pokolenie można by rzecz o ludziach którzy fascynacji ludzkim ciałem uczyli się na podstawie atlasów anatomicznych.
A potem przyszedł czas oświecenia i z każdej strony można było poczytać, że tylko światło ma sens w sypialni. Mrok to efekt religijnych zahamowań i dulszczyzna w jednym.
Bo przy świetle to podziwiać można partnerkę i napawać oczy choćby falującym biustem czy innymi elementami osobistego wyposażenia.
I świecił światło w sypialni Pan Nieistotny. I szczęście od Boga, że posiadał wtedy osobną małżeńską sypialnię, bo w innym wypadku jego dzieci z pewnością miałyby z owego widoku kupę uciechy.
Potem z tym zapalonym światłem przeniósł się do łazienki, bo czuł się przecież prawdziwym europejczykiem. Wraz z żoną (własną) odwiedził i kuchnię, ale tylko podczas nieobecności dzieci. Z tego punktu widzenia edukacja dzieci w szkołach i przedszkolach ma same plusy. Tylko wspomniany w jakiejś publikacji balkon pozostał w sferze teorii, bowiem w bloku w którym mieszkał ktoś zaprojektował balkony naprzemiennie. Sąsiad z góry mógł obserwować 50 % powierzchni balkonu poniżej i to całkowicie bezkarnie.
Dodatkowo mieszkańcy tego bloku to tak zwani wyburzeńcy z jednej ulicy. Wszyscy znajomi, wszyscy w wieku babci Szanownej. Gotowi donieść księdzu proboszczowi co robi wnuczka Sewerki.
Potem nastąpił powrót, czyli z angielska come back do sypialni, z której wraz z wiekiem własnym jak i dorastających dzieci, wychodził coraz rzadziej.
Od czasu gdy żona wprowadziła do domowej estetyki rękodzieło, przy czym Nieistotny nie ma tu na myśli seksu a jedynie serwety i serwetki, poczuł się jak Dulski. Jakoś przestało mu to przeszkadzać, jak i zgaszone światło w sypialni.
Do czego zmierzają dzisiejsze rozważania nad życiem, a w zasadzie nad jednym z jego elementów?
W dzienniku pl Jan Maria Nieistotny doczytał się, że mroczna sypialnia jest cool.
Przy okazji, Nieistotny nie jest pewien czy używanie słowa cool jest jeszcze trendy?
Tak to się szubko zmienia.
Wracając zaś do tego zmroku, od którego Jan Maria odchodzi jak koń od pustego żłobu.
Wspomniany dziennik pl a w zasadzie jego męska zakładka – jego strona pl, podaje przykłady dla których warto gasić światło w sypialni.
Ponoć jest to potrzebne i wskazane
  • gdy wkrada się rutyna do związku
Ciekawe. Do tej pory Jan Maria czytał, że światło i wyjście z sypialni ma z ową sypialniana rutyną walczyć.
  • gdy kobiecie brakuje pewności siebie ( po porodzie)
Z tym Pan Nieistotny nie dyskutuje. Gotów jest się z tym zgodzić, biorąc pod uwagę skalę tak zwanej poporodowej depresji. Z drugiej jednak strony zawsze był zdania, że kochamy człowieka, a nie wyłącznie jego ciało. Przyjmuje się zmiany wyglądu partnera wraz z dobrodziejstwem inwentarza. Siwe włosy, wiotczejące mięśnie i pojawiająca się tkanka, nie wyłączając tej tłuszczowej to pewna prawidłowość. Z niektórymi objawami można walczyć, z innymi trzeba się pogodzić. Nie spędzimy przecież życia przy zgaszonej żarówce.
  • gdy ma się problemu z uzyskaniem orgazmu
No tak, przy zgaszonym świetle łatwiej orgazm udawać czy jak kto woli symulować.
Pan Nieistotny pamięta taką scenę symulowania w filmie Klute. A symulowała i to przy włączonym świetle sama Jane Fonda. Czy Nieistotny nie pamięta nic bliższego sobie?
Może tak może nie. Nie jest to tematem dzisiejszych przemyśleń.
  • gdy chcemy wyostrzyć zmysły
Chodzi zapewne o zmysł węchu, smaku dotyku i słuchu
O tym jak ważne są zmysły pisał nawet Aleksander Hrabia Fredro w swoim niezapomnianym dziełku, a może nawet dziele.
Jakoś tylko dziwnie pomijał słuch.
  • gdy chcemy poczuć się bezpiecznie
To dyskusyjne.
Nieistotny w każdej sytuacji lubi widzieć czy ktoś przypadkiem nie czai się za plecami. Jakiś mąż, kochanek, żona.
Że jest w kontakcie z żoną ?
Tak, ale tu nie idzie o własną.
Oj Panie Nieistotny, marzy ci się !
Na podsumowanie można by zapytać autorów jak to jest? Czyli, że można być Europejczykiem gasząc światło w sypialni?
Trzeba to było powiedzieć przed referendum akcesyjnym.

czwartek, 3 października 2013

Zero, a będzie mniej

Pan Nieistotny po raz kolejny doszedł do wniosku, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedy jako mieszkaniec pewnego bloku, w pewnym mieście, irytował się bardzo kiedy jesienią spoglądał na termometr.
- Przecież jest tylko dwa dwanaście stopni. Mogliby włączyć te cholerne kaloryfery – mówił dotykając zimnej stali żeberek.
Teraz to Nieistotny ma pełną kontrolę na swoim włącznikiem centralnego ogrzewania. Tłumaczy jednak całej rodzinie, że przecież to jeszcze nie pora.
- Może na zewnątrz tylko jeden stopień, a na trawie widać przygruntowe przymrozki, ale co tam.
Jest jeszcze za ciepło – mówił.
Trzeba mu jednak oddać sprawiedliwość w jednej sprawie, nowe technologie budowania pozwalają akumulować ciepło zdecydowanie sprawniej niż w tak zwanej wielkiej płycie..
No i dodatkowo kominek. Kiedy wieczorem wrzuci się parę drew do środka, przyjemne ciepło rozpływa się pomiędzy meblami salonu, a i dalej także. Dociera w końcu do nas samych powodując wypieki na twarzy. W takich okolicznościach przyrody śliwowica łącka z herbatą smakuje najbardziej, rozgrzewając od środka.
Wspomniana technologia budowlana utrzymuje to ciepło na zewnątrz.
Młodszy nie podziela tej satysfakcji ojca, uważając to zaniechanie za starcze skąpstwo.
Jan Maria tłumaczy, że jeszcze nie interesuje go starcze. Jeżeli już to stercze. Ewentualnie oczywiście. Olej z dyni jednak używa.
Wczoraj jednak Pan Nieistotny przełamał się i po wyregulowaniu ciśnienia wody w obwodzie grzewczym czyli w rurach, przekręcił pokrętło. Miłe ciepło wypełniło panele grzejne już po kilku minutach. Szczęśliwie nigdzie za zapowietrzając kaloryfera.
Dumny z siebie i dodatkowo w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, późnym wieczorem położył się spać. Nie zasnął jednak od razu. Najpierw czekał na powrót syna, potem zawezwała go żona z powodu problemów ze zdrowiem. Na koniec, kiedy już mógł spać, przypomniały mu się wszystkie kłopoty ostatnich dni związane z wprowadzaniem tak zwanego odwróconego VAT-u.
- Też pora na takie rozważania – pomyślał lekko tylko irytując się na siebie.
Gdyby to była irytacja większa z pewnością nie mógłby zasnąć z powodu własnej owej irytacji a nie odwróconego VAT-u.
A przecież mógł by mu się przyśnić kawałek jakiegoś dobrego filmu, nie koniecznie nawet porno.
Kiedy rano otworzył zaspane oczy i zauważył, że zaspał trochę nie zerwał się jednak natychmiast. Delikatnie dotknął stali kaloryfera. Była ciepła.
Wstał niespiesznie i nim wszedł do łazienki spokojnie spojrzał na termometr zawieszony na zewnątrz.
- Zero. A nam tu tak ciepło i miło.
Kiedy żona zaczęła martwić się, że Jan ma za sobą nieprzespaną noc, zanucił jej fragment popularnej piosenki której drugie życie dał Kazik
„Prześpię się w piachu pod kombinatem”
Dobrego humoru nie zepsuła mu nawet żółta kontrolka braku paliwa, która rozjarzyła się po włączeniu stacyjki.
- To Młody dał wczoraj do pieca – pomyślał bez emocji.
Wyjeżdżał spod domu zmarzniętą lekko drogą. Po dwudziestu metrach zobaczył wóz konny stojący po osie w burakach, na tle starej chałupy.
- Jak u Chełmońskiego – pomyślał – Brakuje tylko opieprzających się chłopów.
Wokół ścieliła się mgła nadciągająca znad pobliskiego jeziorka.
Rozpoczynał się nowy dzień.