poniedziałek, 11 września 2017

Czego pragną kobiety.

Nasze męskie życie to ciągłe poszukiwanie, na początku wiedzy a potem doświadczenia.
Zaraz gdy tylko za przeproszeniem liźniemy tej wiedzy, chcemy jej doświadczyć w praktyce.
To bardzo inspirujący okres w życiu mężczyzny dlatego, że z biegiem lat ten pęd do wiedzy słabnie i specjalizuje się tak bardzo, że niektórzy potrafią opanować jedynie na przykład wszelkie funkcje pilota do telewizora i otwieracza do piwa, choć w dobie puszek ta umiejętność nie jest znów taka konieczna.
To zupełnie inaczej niż kobiety które z wiekiem bardziej pragną nowych doznań odczuć i ponoć ogólnie otwierają się na wiedzę. Ponoć potrafią też otwarcie mówić czego od tej wiedzy czyli od życia oczekują. Przynajmniej niektóre mówią czego oczekują, inne pozwalają nam domyślić się co mają na myśli i czego by w danej chwili chciały.
A przecież gdybyśmy mieli taka wiedzę i potrafili się tego łatwo domyślać, bylibyśmy laureatami Milionerów albo przynajmniej Familiady.
Czego pragną kobiety, tak był taki film z Melem Gibsonem
Nick Marshall jest typowym kobieciarzem, poza tym robi wspaniałą karierę w reklamie do czasu, gdy Darcy, specjalistka z tej samej branży zajmuje miejsce na które on liczył. Pewnego dnia Nick pada porażony prądem z własnej suszarki i od tej chwili zaczyna słyszeć myśli kobiet. Wszystkich kobiet.
Zaczyna wykorzystywać tę wiedzę w swoim celu, ale jak to w życiu bywa ostatecznie wykorzystuje swój dar i przekleństwo zarazem w słusznej sprawie.
Skupmy się na pierwszym elemencie. Wykorzystanie wiedzy we własnej sprawie.
Dlaczego ona mówi "nie", kiedy tak naprawdę jest gotowa zgodzić się na naszą propozycję?
Dlaczego zwodzi nas swoim "być może" gdy jest absolutnie pewna tego, że się zgadza?
Dlaczego ona obraża się, że nie domyśliliśmy się na co ona ma w tej chwili ochotę ?
Umiejętność usłyszenia myśli kobiet to filmowa bajka ale Onet przyszedł facetom z pomocą publikując wynika badania:
- Seks: czego tak naprawdę chcą kobiety?
No właśnie czego tak naprawdę one chcą ?
Miejsce 10: Rozbieraj mnie powoli...
Tak? A jak w młodości zbyt długo szarpałem się z haftką w biustonoszu to widziałem w jej oczach ten uśmiech politowania.
Miejsce 9: Kochajmy się w miejscu publicznym
Można ale taki numerek w miejscu publicznym wyklucza wyżej wspomniany rytuał powolnego rozbierania
Miejsce 8: Pozwól mi przejąć kontrolę
Proszę bardzo. Tylko dlaczego potem słyszymy, że to ona musiała wykonać za nas całą robotę ?
Miejsce 7: Może się pobawimy?
Najczęściej to jest przewrotna zabawa w pieska. Na czym polega?
Na tym, że on w sypialni skomle o seks, a ona leży udając martwą
Miejsce 6: Zmień tempo
Nie spiesz się ! Oczywiście tylko każdy z nas gdzieś z tyłu głowy hasło które wyartykułował polityk nazywany żelaznym kanclerzem, że mężczyznę nie poznaje się po tym jak zaczyna ale jak kończy.
Być może ten nasz pęd do finału.
Miejsce 5: Skup się na mnie
To zgodne z poradnikami dla kobiet, większość z nich zaleca – bądź egoistką skup się na sobie,
Miejsce 4: Seks oralny poproszę!
Milczę bo jestem zwolennikiem równych praw i obowiązków.
Miejsce 3: Bądź przywódcą!
Jak się to ma do punktu 8 - Pozwól mi przejąć kontrolę?
Aż prosi się cytat z Pana Wołodyjowskiego. Imć Onufry Zagłoba prawił, że mężczyzna jest głową a kobieta zaś szyją która ową głową kręci.
Mamy więc połączenie dwóch rzeczy które z pozory wykluczają się.
Miejsce 2: Zacznijmy poza sypialnią
Poza sypialnią to znaczy gdzie? Żeby nie było jak w tym dowcipie
Spotykają się dwaj faceci jeden z podbitym okiem
- Co ci się stało ?
- Wiesz patrzyłem jak żona wyciąga kurczaka z lodówki. Wyglądała przy tym tak rozkosznie pochylając się nad lodówką, że podbiegłem do niej od tyłu i zacząłem te swoje ars amandi. Wtedy ona przywaliła mi w łeb zmrożonym kurczakiem
- To ona nie lubi gdy robisz to z nią od tyłu?
- Lubi. Lubi no ale nie w Carrefourze
Miejsce 1: Pocałuj mnie! Ale tak naprawdę...
Tak jak za pierwszym razem? Jak w pierwszych chwilach znajomości? Kiedy całując miałem dreszcze, a ty te motyle w brzuchu?
Kiedy świat cały istniał tylko po toby nam to umożliwić?
Tak jestem za tym, ale oczekiwałbym od ciebie tego samego









na podstawie

piątek, 8 września 2017

Ja to mam szczęście

Czuję się jak dziecko szczęścia. Dopieszczony jestem prawie codziennie  informacjami z poczty elektronicznej. Na skrzynkę wpadają mi prawdziwe perełki
Oto z rana dostałem wiadomość, że nieznany mi dobrodziej  chce mnie obdarować kwotą 5000 Euro.
Co mam zrobić?
Nie ociągać się tylko kliknąć link i w ciągu pół godziny inkasować. Czy może być szybszy  sposób na ratunek dla mocno nadwyrężonego budżetu domowego?
Na dodatek  okazało się, że jeszcze pięciu innych dobroczyńców  chce mi po te pięć tysiaków wręczyć.
Boże. Sześć razy pięć tysięcy to trzydzieści tysięcy euro. Licząc nawet tylko po cztery złote za 1 ojro, wychodzi z tego  okrągłe sto dwadzieścia tysięcy złotych
A mówią, że nie ma na tym świecie dobrych ludzi.
   

Nie mogłem zdecydować się,  czy brać z jednego źródła czy ze wszystkich. Nie chciałem być zbyt chciwy bo jak mówi stare przysłowie - chytry dwa razy traci. 
W efekcie nie kliknąłem nigdzie. Swoja drogą  co ja bym robił z taką duża kasą.
Odpowiedź na powyższe pytanie  przyniósł mail który otrzymałem nieco później.
Taste my @ss  - tak zaczynała się informacja

 
Dla mniej zorientowanych, sam wyraz @ss to zmyłka aby  automat kontrolujący nie wyrzucił słówka "ass' które powinno tu być użyte.
Pełna informacja brzmiała więc tak -  "taste my ass" co znaczy po naszemu mniej więcej (przepraszam !) : "spróbuj mojej dupy."
Wychodzi na to, że owe pieniądze z pierwszego maila mógłbym przeznaczyć na dziwki i rum z drugiego, jak poetycko określają to w jakiejś szancie.
Kurde, mam sobie za plus, że jeszcze nie muszę płacić za taki próby i pewnie gdybym tak poszukał to mógłbym być testerem za friko. 
Tylko czy mi się chce? Niechęć spowodowana lenistwem - problem znany od pokoleń - Pany to by chciały mieć ino one nie chcą chcieć.
 Kiedy więc dobrowolnie zrezygnowałem z propozycji hedonistycznego trybu życia pozostało mi cieszyć się dniem codziennym.
Radość znalazłem choćby w tytule pewnego artykułu.
"Mucha z truskawką w  zębach"
Moja wyobraźnia zaczęła pracować na pełnych obrotach, bo ile muchę wciśniętą w dorodną truskawkę mogę sobie wyobrazić, o tyle we łbie mi się nie mieści, że ktoś mógłby wcisnąć truskawkę pomiędzy musze zęby.
Zdjęcie które zauważyłem później wygasiło moją wybujałą wyobraźnię. 



Swoją drogą wymyślacze tytułów muszą mieć ukierunkowaną wyobraźnię, a może tylko jej brak?
Brak wyobraźni a może tylko staranności widać choćby po tym tytule

 I już mam dobry humor bo jak śpiewał Wojciech Skowroński - Ja to się ciesze byle czym

środa, 6 września 2017

Inteligencja w siedmiu punktach


- Jak to w końcu jest z tą moją inteligencją ?
Nie zadawaliście sami sobie takiego pytania?  Są tacy którzy nie potrzebują zadawać sobie żadnych pytań. Oni budzą się w przeświadczeniu  własnej wyjątkowości i z lubością patrzą sobie w oczy błyszczące w lustrze, podczas porannego mycia zębów.


 „Zdolna(y)  jestem niesłychanie,
Najpiękniejsze mam ubranie,
Moja buzia tryska zdrowiem,
Jak coś powiem, to już powiem,
Jak odpowiem, to roztropnie,
W szkole mam najlepsze stopnie,
Śpiewam lepiej niż w operze,
Świetnie jeżdżę na rowerze, 


Jak tam cyklicznie zadaję sobie pytania o własną mądrość, patrząc w te zielone oczy w lustrze. Niestety nie doczekałem się jeszcze satysfakcjonującej odpowiedzi.
Skądinąd wiem, że ponoć nic się nie zmieniło od czasu gdy Bułat Okudżawa śpiewał Pieśń o głupcach, w której stwierdził, że "na każdych trzech mądrych i głupich jest Trzech. I mądrze to i sprawiedliwie". *
Fajnie, fajnie ale czy ja należę do tej pierwszej czy do drugiej trójki?
Kiedyś należałem do trójki klasowej ale od tego to tylko zdurnieć można było zupełnie.
Z pomocą przyszedł mi niezastąpiony Onet który w syntetyczny sposób określił siedem rzeczy które świadczą o tym, że jesteś inteligentny ( bądź nie).
Z pewną nieśmiałością podszedłem do tematu bo to przecież za chwilę może się okazać, że ze mną kiepsko o co zresztą sam siebie lubię nazbyt często oskarżać.
Otóż według artykułu okazuje się że

Człowiek inteligentny częściej pije
"Badania pokazały, że najinteligentniejsi są ludzie, którzy po alkohol wprawdzie sięgają często, ale za to naraz piją go mniej. Czyli wiedzą, kiedy zacząć, kiedy skończyć i jak z niego korzystać."
Do tej pory miałem sobie za plus, że nie drinkuję w tygodniu, a otwieram butelkę wina w weekend. Czasem otworzę i drugą aby coś tam z niej jeszcze uszczknąć bowiem odnoszę wrażenie, że od pewnego czasu leją to wino do butelek o całkiem niepraktycznych pojemnościach.
Myliłem się niestety
0 : 1
Inteligentny ma humory
Posiadanie humorów to skutecznie wybito mi w głowie jeszcze w domu rodzinnym, co teraz czytając ten artykuł mogę określić zamachem na moją inteligencję. Zamach ten był jednak  nie do końca udany ponieważ doskonale realizuję zasady zamartwiania się o czym mówi punkt poniżej ale póki co 
0 : 2
Ma częstsze wahania nastroju, częstsze stany lękowe
"ludzie o wysokim ilorazie inteligencji mają skłonność do tego, by częściej się martwić. Częściej zapadają też na nerwice lękowe. Niespecjalnie to dziwi. Wszak nie od dziś wiadomo, że w parze z inteligencją idzie wyobraźnia, a ta pozwala przewidywać. Także zagrożenia.Z drugiej strony pozwala martwić się tym, czym martwić się należy, a nie bzdurami. Na ogół."
Zamartwiam się, że będzie wojna, że braknie ropy naftowej, że ludzi jest za dużo, że umrę młodo, że będzie toczył mnie alzheimer i zapomnę umrzeć o czasie.
Mogę też martwic się bzdurami. Choćby tym, że nie pamiętam już nazwiska tego popularnego aktora, że nie pamiętam czy zamknąłem drzwi na klucz czy tylko nimi trzasnąłem.
W tym przypadku katalog moich demonów jest naprawdę długi
Jeżeli tym mierzyć inteligencję to muszę przyznać sobie punkt
1 : 2
 Dłużej śpi
"Ludzie zaliczeni do kategorii najmniej bystrych (IQ mniejsze od 75) w tygodniu szli spać przed północą, a w weekendy tuż po niej. W tygodniu wstawali natomiast wcześniej o pół godziny, a w weekendy aż o godzinę niż ci najbardziej inteligentni."
Dopiero co narzekałem, że nie potrafię utrzymać głowy na poduszce w dni wolne od pracy. Wstaję wcześnie i do tej pory uważałem siebie za tak zwanego skowronka,
Ponoć sowy śpią dłużej bo to mądre ptaki.
Bzdura, czytałem, że tak naprawdę sowy są głupie.
Bez względu zaś jaką linię obrony obiorę prawda jest taka, że mało śpię.
Mój znajomy hedonista mówił, że to głupie..
Wychodzi na to, że to on miał rację
1 : 3
Choćby i za to, że w czterech ostatnich zdaniach( i w tym też) bezrefleksyjnie użyłem spójnika "że"
Inteligentny lubi samotność
Ja wiem czy ja lubię samotność? A może tylko jestem na nią skazany?
Po prostu potrafię co nieco zrobić w domu i zagrodzie co naraża moich kolegów na utyskiwanie ich żon.
- Widzisz – Jan to umie, Jan to zrobił. I ty mógłbyś.
W efekcie znajomi unikają kłopotliwych dla nich wizyt, powiększając moją samotność a więc pośrednio wrzucając mnie do koszyka z inteligentnymi.
2 : 3
 Są kreatywni
"Twierdzą, że wysoka inteligencja idzie w parze ze stawianiem sobie dalekosiężnych celów i czerpaniem z nich satysfakcji. Tymczasem "wyjścia na miasto" i inne obowiązki towarzyskie odciągają od ambitnych planów. A tych inteligentni ludzie i tak mają za dużo, bo są bardziej kreatywni"
Ja tez mam dużo planów i trudno mi wyjść z domu z tego czy innego powodu. Problemy żony w samodzielnym poruszaniu się niejako więc mechanicznie wrzucają mnie do grupy inteligentnych. Prawdę powiedziawszy nigdy tak o tym nie myślałem
3 : 3
Większa otwartość na nowe i mniejsza religijność.
"W parze z  inteligencją idzie – podkreślmy, że przeciętnie – większa otwartość na nowe i mniejsza religijność. Kanazawa (naukowiec) sprawdził to i pieczołowicie wyliczył, że młodzież deklarująca się jako bardzo konserwatywna miała przeciętnie 95 punktów IQ. Podczas, gdy ci którzy opisywali siebie jako bardzo liberalnych plasowali się o rząd wielkości wyżej – przeciętny wynik ich testów na inteligencję to 106 punktów"
Chyba jednak jestem tradycyjny co nie znaczy zacofany, lubię tradycyjne podejście do życia i rodziny, co bardzo pomogło mi w okresie prawie 11 letniej pracy poza domem.
Okazje sypały się jak z kapelusza a kiedy ci inni widzieli jak je odrzucam, mówili do mnie również cytatem z Okudżawy
- Ech durny żeś ty.
Nie mam odwagi postawić sobie punktu na swój plus bo zabawa starci pozory obiektywizmu, a więc ten punkt pozostawię bez odpowiedzi
Czyli co ? Równowaga ?
 Wiem, że nic nie wiem.
Zaraz zaraz, przecież do podobnych wniosków doszedł Sokrates.
Przy takiej wspólnocie wniosków na własny temat to być może nie jestem taki najgłupszy.

*

 

niedziela, 3 września 2017

Leniwy poranek


Ludzie, zazdroszczę wam  tego luzu.
W pewnych rejonach Polski mówi się zazdraszczam, co mnie dodatkowo rozczula. Broń boże nie wyśmiewam regionalizmów w krainie wychodzenia na pole a nie na dwór. 
Zazdrość zaś jest taka sama na polu jak i na dworze. 
Najważniejsze zaś by zazdrość była twórcza i motywująca a nie destrukcyjna. 
- Pospałbyś dłużej w niedzielę  - sugerowała żona - przecież masz wolne.
Wieczorna rozmowa z koleżanką małżonką odbyła się przy równie wieczornym winku, a więc odniosłem wrażenie, że podołam złożonej nieco wcześniej deklaracji. 
- Spróbuję. 
Wino poszło, baśń się baje lecz nie szybko rzecz się staje.
Wypity alkohol, choć w rozsądnych ilościach, szybko skierował mnie w objęcia Morfeusza.
Otworzyłem jedno oko by ocenić sytuację. Leżałem czy może raczej w połowie siedziałem w wygodnym fotelu, przykryty polarowym kocem przez troskliwą małżonkę. Na ekranie włączonego w dalszym ciągu telewizora jakaś para nieudolnie symulowała akt seksualny, nad wyraz głośno przy tym jęcząc. 
Nie wzbudziło to mojego głębszego zainteresowania a jedynie było informacją, że z pewnością jest po północy.
Wyłączyłem tv i po krótkich ablucjach udałem się na spoczynek.
Jakoś tak rozbudziłem się przy okazji i zamiast zapadać w fazę REM, zacząłem dręczyć się tym co stało się kiedyś tam w odległej przeszłości. W wynajdywaniu powodów do zmartwień to ja mam chyba czarny pas.
Zasnąłem jednak po dłuższej chwili i kiedy wreszcie poczułem błogość tego stanu, usłyszałem ciche miauknięcie, to kot który chciał wyjść. Spojrzałem na zegarek, była 4.05.
Świadom danego żonie słowa, zbagatelizowałem kota i leniwie odwróciłem się na drugi bok. Kot jakby wyczuł moją intencję i miauknięcia odezwały się z drugiej strony. Już nie były takie ciche i przymilne. Dźwięk był taki  natarczywy, jakby za chwile kocie zwieracze miały puścić.
- Sam będziesz winien nieporządku - zdawał się ostrzegać kot.
Wypuściłem bestię, napiłem się wody, odwiedziłem łazienkę i na powrót wsunąłem się do łóżka. 
Łóżko nie było już takie przyjazne, łóżko ziało chłodem.
Trzeba wszystko zaczynać od nowa - pomyślałem zrezygnowany, naciągając kołdrę na nos. 
Kot załatwił widać co trzeba i przy okazji odwiedził kilka sąsiednich posesji. 
Chwilę siedział przed zamkniętymi drzwiami na taras  a potem wskoczył  na parapet pod oknem mojej sypialni.Zaraz też poprzez uchylone okno dało się słyszeć śpiewny choć nie mniej niecierpliwy głos kota.Towarzyszyło mu drapanie pazurami w moskitierę. 
Zdenerwowany już nieco zamknąłem okno.
- Chciałaś cholero to korzystaj z wolności - powiedziałem raczej do siebie.
- Piąta piętnaście - odczytałem z elektronicznego budzika.
O śnie nie było już raczej mowy, zacząłem więc zastanawiać się nad tym do której godziny powinienem leżeć by w oczach żony zacząć leniwą niedzielę, w sposób nieco wyluzowany.
- Siódma? Siódma piętnaście, czy może wpół do ósmej? Do samej ósmej to chyba nie wyleżę.
Przed oczami powtórnie zaczęły przewijać mi się obrazki z niepowodzeń ostatniego tygodnia. Czułem zażenowanie.
Tym różnię się chyba od szpicy czyli awangardy tego narodu, który celebrację wszelkiego rodzaju niepowodzeń i klęsk doprowadził do mistrzostwa świata. 
Nie wiem czy na jawie czy we śnie przeżywałem to wszystko, faktem jest, że po otwarciu oczu zobaczyłem siedzącego przy łóżku psa. Pies zamerdał ogonem zaraz kiedy nasze spojrzenia spotkały się. 
Natychmiast tez poderwał się i podbiegł do okna na taras, pukając pazurami w szybę . 
Nie zareagowałem, pilnując tego by dzień rozpoczął się leniwie.
Pies zakręcił się wokół własnego ogona i wpadł do sypialni. Zaskomlał i skierował się na powrót do okna. 
Nie doczekałem trzeciego nawrotu i wstałem by wypuścić psa.
Przez uchylone okno wsunął się najpierw kot a zaraz wyszedł pies.
Stanął na tarasie, spojrzał w lewo i za raz też spojrzał w prawo. Upewniwszy się, że jest zbyt wcześnie na wyjście wrócił do domu. 
Zamknąłem drzwi tarasowe i stąpając powoli po zimnych płytkach podłogowych,  wróciłem do pokoju.
Zanim położyłem się w łóżku, sprawdziłem czas - Szósta dwadzieścia. 
W tych okolicznościach przyrody to leżenie do siódmej uważać będę za szczyt luzu.
Ciężko zmęczony tak zwanym dolegiwaniem udałem się do łazienki.
- Wybacz Kochanie, nic nie będzie z mojej wczorajszej deklaracji. Ja chyba naprawdę nie potrafię leniwie wypoczywać.
Może to dar który nie jest dany wszystkim?
Może to ... może. 
Już pod prysznicem miałem zaplanowany cały dzień.
Potem pozostało tylko odhaczać punkt po punkcie. 
Nie zadzwonię do nikogo ze znajomych przed jedenastą bo wiadomo niedziela, ludzie lubią pospać. 
Ech, poszwendać się w piżamie po mieszkaniu, wypić kawę zostawiając byle gdzie kubek po napoju.
Nasze kubki już dawno leżą równiutko w zmywarce.
- Co ja będę robił na emeryturze? - spytałem żony, nie oczekując odpowiedzi.
- Żyjąc tak jak żyjesz, możesz jej nie doczekać - odpowiedziała żona - Więcej luzu.
- Więcej luzu? Powiedz to psu i kotu. Pogadaj też z tym moim poczuciem winy, żeby mnie nie zadręczało z byle powodu, bo prawdziwego powodu brak.
- To może ty powinieneś udać się do specjalisty?  - spytała ostrożnie.
- Nic mi takiego nie jest bym, musiał chodzić do psychiatry lub psychologa.
Szybkość zanegowania propozycji żony nasunęła mi po chwili myśl, że być może nie jest to taki głupi pomysł. 

   

       
         
     

środa, 30 sierpnia 2017

Za starzy na grzech

Za młodzi na sen za starzy na grzech
W takiej sytuacji tylko się opić, co zresztą sugeruje autor
Wypijmy przy stole za błędy na dole by ich było mniej
Trudno nie zgodzić się ze słowami popularnej piosenki. Jacek Cygan napisał ją w 2001 roku a Ryszard Rynkowski zaraz zaśpiewał. Potem piosenka rozlała się szeroką fala po kraju. Nucona była na weselach choć to chyba najgorsza chwila by pić za błędy, oraz wszelkiego rodzaju imprezach okolicznościowych na cześć, przeważnie ludzi po pięćdziesiątce.
Świat gna do przodu i osoby zdecydowanie młodsze od piszącego te słowa okazują się być już na coś za stare.
Ostatnio powalił mnie rysunek zamieszczony chyba na Facebooku


Za młoda na śmierć, za stara na snapczata (z angielska powinniśmy napisać snapchat)
A cóż to jest ów snapchat ? - zapyta wielu z Was. Czujecie nadzieję w moim głosie?
Sam posiłkowałem się Wikipedią by dojść do rzeczy sedna.
Snapchat – to według Wikipedii - aplikacja mobilna służąca do wysyłania filmów i zdjęć, które można oglądać przez maksymalnie 10 sekund, dostępna na urządzenia z systemami operacyjnymi Android oraz iOS.
A cha . A jaki to ma zasięg?
W pierwszym kwartale 2017 roku liczba użytkowników korzystających codziennie z aplikacji wynosiła ponad 166 mln osób na całym świecie. Każdego dnia użytkownicy wysyłają ponad 3 miliardy „snapów” i spędzają w aplikacji średnio 30 minut. Z aplikacji korzystają głównie osoby w wieku 18-24 lat.
No tak, zaczynam rozumieć co to znaczyć być na owego snapchata za starym. Wystarcz mieć trzydziestkę.
Noooo, to ja jestem według tej miary grubo, grubo za stary.
Aplikacja powstała we wrześniu 2011 roku. I wszystko jasne, bo teraz Jacek Cygan mógłby napisać spokojnie
Za młodzi na sen za starzy na snpachata
Wypiję przy stole, bo ja to pier...e, bo mi to lata.
Że Pan Cygan jest elegancki i nie używa słów powszechnie znanych?
Zaręczam, że każdy ich używa.
Kiedyś w innej scenerii opisałem pewną szpitalną historię. Na sali chorych spotkałem emerytowanego pracownika naukowego jednej z krakowskich uczelni. Od razu przypadliśmy sobie do gustu i zaczęliśmy rozmowę o francuskim winie, takich samych serach i przetłuszczonych gęsich wątróbkach. Potem o sztuce przed duże S i własnych z nią doświadczeniach.
Nie muszę mówić, że w trakcie tej rozmowy żadnemu z nas nie wyrwało się słowo na ka, ha, pe, czy tym podobne. No po prostu wysoka półka osobistej kultury.
Nowo poznany naukowiec gentleman udał się był na zabieg i wrócił po nim do mojego pokoju. Nie miał ochoty na rozmowę bo środki przeciwbólowe i niedawna narkoza mocno nim wstrząsnęły.
Zasnął, co i ja w niedługim czasie uczyniłem.
Ze snu wyrwał mnie jakiś szum. Otworzyłem oczy i nastawiłem uszu.
Mój nowo poznany współtowarzysz niedoli wił się na łóżku i wyrzucał z siebie cyklicznie następujące słowa.
- O kur..a , o ja cie pier ..e. O kur..a o ja cie pier...e.
I tak w kółko. Nie wiem czy ta mantra dawała mu ukojenie, wiem, że mnie nasunęła następujący wniosek : nie ma ludzi którzy nie klną, są tylko okoliczności które ich do tego nie zmuszają.
Odrywając się od tego pobocznego nurtu dodam, że oprócz Snapchata o którym pisałem wyżej nie używam też Istagrama bo zdecydowanie gardzę robieniem sobie selfie.
Jak dołożyć do tego, że nie przekonuje mnie wygodne płacenie za towary telefonem, to moja sytuację można by chyba opisać cytowanym wyżej dwuwierszem
Za młody na stan w śnie bycia
Za stary na pretensje do życia
Nie, nie do życia a do rzyci z taką świadomością.


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Mądra dziewczynka

Ostatnimi czasy szaloną popularność robi przymiotnik „seksistowski”.
A więc seksistowski dowcip lub gest. Seksistowska wypowiedź i przed wszystkim seksistowska reklama. Z tą ostatnią miałem do czynienia co najmniej ze trzy razy w ciągu ostatniego tygodnia.
Najpierw przeczytałem tekst o reklamie nowego energetyka o nazwie „Zbój”, potem obejrzałem samą reklamę.
Jak napisał autor krytycznego tekstu „to rzecz o tym jak kobiety w stringach zdradzają za puszkę energetyka. Tak złej kampanii dawno nie było.”
Tu zgadzam się z autorem, bo pomijając szatę graficzną napoju która sprawia, że moja ręka cofnie się błyskawicznie znad półki sklepowej tak jak  wcześniej zrobi to wzrok, w poczuciu jakiegoś wielkiego zażenowania, uważam, że same reklamy są głupie. Być może jestem już za stary by wierzyć, że kobieta zdradzi za puszkę energetyka, wiem jednak, że bywają i bardziej błahe powody.
Żeby nie wyszło seksistowsko to powiem, że faceci do zdrady nie potrzebują żadnego powodu, wystarczy im sama tylko okazja.
Wytwórca napoju słyszał gdzieś, że cycki zwiększą sprzedaż każdego towaru więc uległ pokusie.
W odzewie na reklamę czytam komentarze zniesmaczonych internautów. No cóż, kontrowersje też ponoć się dobrze sprzedają.
Dzisiaj dla odmiany obserwuję pełne oburzenia komentarze po kampanii społecznej Głównego Inspektora Sanitarnego. Ponoć jest seksistowska i deprecjonuje kobiety.
O co chodzi?
W ramach działań edukacyjnych związanych z pigułką gwałtu (GHB), na Facebooku zamieszczono następujący baner To ponoć on spotkał się z negatywnym odbiorem w internecie.





„Gisu ostrzega! Pozostawienie drinka przy barze albo na stoliku w dyskotece może mieć tragiczne konsekwencje..".
Baner, ponoć nie tylko prezentuje bardzo niski poziom artystyczny, ale także – deprecjonuje kobiety.
Ale w czym rzecz ?
Odbiorcy reklamy czyli "my suweren" wyjaśniają, dlaczego baner jest obraźliwy dla kobiet.
"Niektórzy wskazują na fakt, że drinki piją kobiety, a nie dziewczynki. Nazywanie kobiety „dziewczynką" nie tylko umniejsza jej wartości, ale także sugeruje, że jest ona głupsza od mężczyzny, ma intelekt dziecka".
Z całym szacunkiem. Czy my Polacy nie jesteśmy przypadkiem najbardziej obrażalskim i oburzającym się narodem na świecie?
Wystarczy przejrzeć newsy codzienne by zobaczyć jak wiele rzeczy nas irytuje, obraża i zniesmacza. Nie radzę nawet zaglądać do komentarzy bo wtedy nastrój spadnie nam z hukiem na samą ziemię.
Obrażony? a więc do sądu. Tu nawet pewnym wzorem zachowań są parlamentarzyści.
Można zrobić „zgłoszenie możliwości popełnienia przestępstwa”. Toż to nic nie kosztuje, inaczej niż powództwo cywilne, a prokuratura i tak musi sprawę zbadać
Wygoda bo przedtem trzeba było "czapkę sprzedać, pas zastawić."
Dziewczynki. To nas obraża najbardziej?
„rozumiem, że nie widzicie problemu w mentorskim, protekcjonalnym, obrzydliwym tonie tej kampanii i sprowadzaniu kobiet do poziomu "dziewczynek"? ja mam 26, nie 6 lat, rany boskie" – oburza się kolejna Facebookowiczka.
Tak a propos owych „dziewczynek” które tak poruszyły niektóre panie. Kilka lat temu zawiozłem grupę emerytek o średniej wieku 82 lata do Sanktuarium w Łagiewnikach.
Panie wychodząc z kościoła rozproszyły się w tłumie a więc po wyjściu chciały na nowo zewrzeć szyki.
Kiedy prawie wszystkie zebrały się i ruszyły w dalszą drogę, z bramy wypadła jeszcze jedna krzycząc - Dziewczynki zaczekajcie !
Parsknąłem śmiechem. O tym wydarzeniu wspomniałem żonie, zaraz po powrocie do domu.
Nie śmiałem się z tych starszych kobiet.
Podobał mi się ich dystans do siebie. W Każdej z Was siedzi mała dziewczynka, tak jak w nas nigdy niedorastający chłopiec.
Pomimo siwych włosów wyrastających na potęgę tu i tam, nie obraziłbym się za nazwanie mnie chłopcem. Być może to dlatego, że owego wewnętrznego chłopca w sobie, z wielkim zapałem pielęgnuję.
Czy obrażałaby mnie reklama o treści choćby powiedzmy takiej
Zbadaj prostatę chłopczyku
Unikniesz zmartwień bez liku
Zdecydowanie by mnie nie ona obrażała, choć jest nieco infantylna.
Ważne zaś jest to by była skuteczna.
Były propozycje by apelować do facetów choćby tak "mądry chłopiec nie odurza i nie gwałci"
No cóż, jak to mnie więcej napisał kiedyś Wojciech Młynarski przy innej zupełnie okazji
„Satyryk musi milczeć tam gdzie głos powinien zabrać prokurator.
Inna propozycja to - Napalony chłopczyku, nie gwałć kobiet w klubiku!”
O tym by nie gwałcić i to nie tylko w klubiku wiem doskonale od dziecka, dzięki przyzwoitemu wychowaniu. Samego drinka zdarzało mi się zaś zostawić nieopatrznie na stoliku.
Oczywiście, nikt nie chciał mnie zgwałcić, ale zdarzyło mi się wyczuć sporą dolewkę wódki a raz nawet spirytusu. Jeden się krztusił a reszta rechotała.
No tak – powiecie - wszystko było prostsze za czasów mojej młodości.
A nieprawda.
Sam pamiętam jak wtedy oglądałem jakiś film dokumentalny w którym sprawca gwałtu twierdził, że nie zgwałcił tamtej kobiety a jedynie "odbył z nią stosunek, pokonując jej przyzwoity opór siłą męskiego ramienia."
Wtedy już nie rozumiałem takiego pokonywania przyzwoitego oporu.
Teraz nie rozumiem tego świętego oburzenia. Sam nie mam córki ale jeżeli ta akcja ocali choć kilka kobiet (dziewczyn, dziewczynek) przed tym tragicznym doświadczeniem to warto było ja robić bez względu na ten ewentualny wątek który mu zarzucono.


czwartek, 24 sierpnia 2017

Nowa sąsiadka

U sąsiadów zamieszkała suczka.
Nie było by nic dziwnego w tym stwierdzeniu gdyby nie to, że suka jest odchowana i z tego co widzę ułożona.
Ot po prostu któregoś dnia pojawiła się na ulicy w okolicach domu. Pojawiła się i znikła.  Następnego dnia było to samo, a potem dała się przywołać i pogłaskać małym sąsiadkom.
Woda i trochę kociego jedzenia załatwiły resztę. Od tamtego dnia suczka  bardzo pilnuje się by zbytnio nie oddalić się od nowych przyjaciół.
Suczka kundelka jest raczej ładna.


 Ma rudą sierść i strzałkę na głowie. Lubi dzieci choć jest bardzo strachliwa, szczególnie na widok mężczyzn.
Sąsiedzi od razu uruchomili wszystkie możliwe kanały powiadamiana by stroskani właściciele odzyskali swoja zgubę. Dni mijają a odzewu nie widać.
Znajomi dojrzeli już do wizyty u weterynarza, bo jak to przy dzieciach, trzeba odrobaczyć psa.
Przydała by się jakaś obroża i smycz, miska, karma. Póki co szpary pod ogrodzeniem pracowicie zatkane są kawałkami drewna przeznaczonym do zimowego palenia w kominku.
- Ruda - Ruda - dobiega z ogródka a Ruda wdzięczy się i biega za dzieciakami.
Póki co sąsiedzi odpychają od siebie wizję posiadania psa. Mówienie o zakupie obroży poddaje jednak w wątpliwość skuteczność tego wyparcia.
Cały czas liczą jeszcze na to, że pies odzyska swoich właścicieli. Liczą, że suka zagubiła się w trakcie spaceru bo nijak nie mieści im się w głowie, że to z powodu urlopu ktoś porzucił psa ot tak sobie na poboczu drogi.
W zeszłym roku przygarnęli żółwia błotnego którego ktoś porzucił w miejskiej fontannie.
Parę lat temu przyjęli do domu parę kotek po przejściach. Nawiasem mówiąc, jedna z nich podziękowała im za gościnę sprowadzając się do naszego domu.
Przygarnęliśmy ją po wielu bezowocnych próbach zniechęcenia. Kot postanowił że będzie nasz i kot jest nasz.
- Widzisz jaki świat jest sprawiedliwy – powiedziałem wczoraj do sąsiada – Podzieliłeś się ze mną kotami a więc w nagrodę dostałeś psa. Traktuj to jako bonus od życia.
Suczka znajda a jak wspomniałem wyżej od dwóch dni Ruda, świetnie czuje się w nowym domu. Właśnie wczoraj, rano sąsiadka zauważyła, że śpi zwinięta w kłębek na kawałku kołdry który z łóżka jednej z dziewczynek spłynął w nocy na podłogę.
- Macie psa – powiedziałem do sąsiadki a patrząc na swoją sukę dodałem – I panie tez powinny się już chyba poznać.