piątek, 29 listopada 2013

Bezsenność

Pan Nieistotny spojrzał na zegarek rozświetlający mrok pokoju, było kwadrans po północy.
Przysnął na chwilę ale był pewien, że nie słyszał samochodu wjeżdżającego na podjazd.
Profilaktycznie jednak wstał z łóżka i spojrzał na podjazd. Lampa uliczna znajdująca się jakieś dwadzieścia metrów dalej, sączyła żółte światło które przeciskało się pomiędzy prętami ogrodzenia, tworząc wyraźnie proste cienie. Podjazd rzeczywiście był pusty.
- Nie dzwonił Młody?
- Nie - odpowiedziała cicho z drugiego pokoju Najważniejsza.
Ona też nie spała nasłuchując.
Dobrze znany dźwięk niskich tonów wydobywający się soundwoofera w samochodzie Młodego nie pojawił się tej nocy. Jeszcze od trzeciej trzydzieści Nieistotny powtórzył procedurę wyglądania przez okno i pytania małżonki o telefon lub krótką wiadomość tekstową czyli SMS od Młodego. Bez rezultatu.
- Za wcześnie było by wstawać i już chyba za późno by zasnąć głębokim snem – pomyślał. Leżał więc na plecach obserwując kątem oka elektroniczny zegarek. Cyfry zmieniały się bardzo powoli, a on rozważał czy bardziej martwi się o Młodego, czy też jest zdenerwowany jego niefrasobliwością.
Zdenerwowany? Może na początku.
- Niech no tylko przestane się martwić, wtedy się naprawdę wk..wię - obiecał sobie.
Kiedy zegarek pokazał szóstą piętnaście wstał i wszedł do łazienki. Codzienny rytuał trwał dokładnie tyle samo co wczoraj i przedwczoraj. Co to znaczy praktyka.
Wszedł do pokoju żony, ale spała więc postanowił jej nie budzić. W kuchni postawił wodę wrzucił dwie grzanki do tostera i włączył radio.
Tematem wiadomości było aresztowanie sporej grupy w jednym z krakowskich hoteli. Pogłośnił aparat i już oczami wyobraźni widział Młodego prowadzonego do radiowozu. Spiker nie podał więcej szczegółów więc wyobraźnia dopowiadała sobie co chciała. Korowód scen przewijał się przed jego oczami. A przecież nie miał do takich myśli żadnych podstaw.
Jednak Młody tak enigmatycznie wczoraj mówił, że jedzie do miasta coś załatwić. To „coś” nie dawało mu spokoju. Dlaczego umysł najpierw podpowiada czarne scenariusze?
Wrzucił do zmywarki naczynia i kiedy mijał pokój żony zauważył, że nie śpi
I co?
Przysłał wiadomość o szóstej trzydzieści. Zdał wczoraj egzamin w przedterminie. Potem został u Pauliny. Z jej ojcem wypili po kielichu i został na noc.
No tak, z łazienki nie słyszał piknięcia.
- To czemu nie dał znaku życia? - spytał jakby pro forma
- Bo telefon był a drugim pokoju. Jak zwykle.
- No to przestaję się martwić bo dodatkowo nakręciło mnie radio, teraz zaczynam się złościć.
Kiedy spotkali się wieczorem pogratulował najpierw zdanego egzaminu, podziękował za pomalowanie kratki, a na końcu dodał.
- Synu robię to tylko po to byś nie stracił wiary we mnie. Żebyś wiedział, że w każdej sytuacji dotrzymuję słowa. Pamiętasz jak po kilku nieudanych prośbach o informację, że nie wrócisz, podjąłem pewna decyzję?
-???
- Otóż powiedziałem, że jeżeli zrobisz tak raz jeszcze to nie zapłacę jednego miesięcznego abonamentu za twój telefon. Listopad jest więc pierwszym miesiącem. Mam nadzieję że nie przejdzie mi to w nawyk. Najważniejsze to dotrzymywać danego słowa – dodał na zakończenie.
Do terminu zapłaty jeszcze dziesięć dni. Jak będzie mądry spróbuje negocjować.
Szczególnie że ten egzamin zdany w przedterminie podziałał na wyobraźnię Jana Marii.


środa, 27 listopada 2013

Profesjonalistki

Kilka lat temu, jedna pani poseł, dwojga nazwisk stwierdziła, że o pewnych zasadniczych sprawach nie może decydować przypadkowe społeczeństwo.
Wywołała tym spore oburzenie i komentarze.
Bo przypadkowe społeczeństwo nie mogło decydować, ale wybór tego powtórzę przypadkowego społeczeństwa prawomocnie namaścił panią poseł do takich decyzji?
Kto dziś jeszcze pamięta tamta panią?
Polityczne sympatie są bardzo kruche i noc stop nastawione na zdradę i porzucenie.
Problemy zaś jak były tak są i mają się całkiem dobrze.
Jakie one są różne w zależności od tego z której strony się na nie patrzy.
I w zależności od pozycji człowiek patrzy na problemy inaczej. Jak to powiedział klasyk w jednej ze swoich fraszek?
Na każdym etapie człowiek inaczej po dupie się drapie.
Tematem poniższych rozważań nie jest jednak jakże praktyczna umiejętność drapania tyłka, a ów profesjonalizm który z przypadkowością nie powinien mieć nic wspólnego.
A tu dookoła sami amatorzy. W rządzie amatorzy coś przeoczyli, w opozycji amatorzy zapomnieli, że sami będąc u władzy robili to samo. I tak w którą stronę nie spojrzeć są. Z wyjątkiem być może sportu amatorskiego, bo kto tylko założy na siebie sportowe majtki, chciałby pociągnąć kasę, choćby za udział w reklamie leku na wzdęcia.
Najgorzej jest tam gdzie tradycje profesjonalizmu powinny być najdłuższe, czyli w tak zwanym najstarszym zawodzie świata.
Panie oprócz łacińskiej nazwy swojej profesji nazywane bywały też pracującymi dziewczynami, lub właśnie profesjonalistkami.
Usługa profesjonalistki nie jest tania. W zamian otrzymuje człowiek pełny serwis usług, zgodnie z wcześniejszą umową oraz, co najważniejsze, dyskrecję.
Powtórzę to ostatnie słowo dyskrecja.
Znane są historie o terapeutycznych właściwościach takich usług, a przynajmniej o poczuciu ulgi po, z zaraz przed poczuciem winy, które prędzej czy później nastąpi.
Być może któreś z tych uczuć jest na pokaz, ulga albo poczucie winy, ale nie wiem, które nie jestem psychoterapeutą.
Mit dyskretnej dziwki można już między bajki wsadzić. A jeżeli już mowa o wsadzaniu to wróćmy do głównego nurtu.
Wszystkie media brukowe podają informację o tym, że niejaki Bieber czyli śpiewający idol czternastolatek skorzystał z obsługi profesjonalistki. Pewnie i nie pierwszy raz.
Dziwi tylko fakt że płacił za coś co większość fanek gotowe rzucić do stóp idola w prezencie.
Być może jednak on oczekiwał kwadransa profesjonalizmu.
Niestety profesjonalistka okazała się zwykłą amatorką i umieściła w Internecie film ze śpiącym po numerku idolem.
Zaraz też zaczęła prężyć się przed kamerami i aparatami, opisując dokładnie szczegóły budowy anatomicznej Justina.
Zrobienie loda i pokazanie cycków już predestynuje do stania na ściance i udziału w promocji nowych podpasek.
Gdybym był ojcem Bibera z pewnością przełożyłbym go przez kolano i stłukł dupę za całokształt, zanim zrobi to ktoś obcy. Licząc się nawet z tym, że syn obetnie mi kieszonkowe.
Tylko, że to jedna strona medalu. A druga to pytanie wołającego na puszczy
co się stało z profesjonalistami?
O tempora o mores !


poniedziałek, 25 listopada 2013

Katalog

Jesień wzorcowa. Wilgotno, chłodno, dodatkowo wieje. To co nie zrobione w ogrodzie pewnie pozostanie w tym stanie do wiosny. Trzeba przestawić się i szukać sobie prac w cieple czyli w domu.
Pan Nieistotny nie musi znowu tych prac tak specjalnie szukać. On się o nie potyka gdy tylko wejdzie do domu. Chce jednak dać sobie chwilkę, aby oddzielić jeden cykl od drugiego, inaczej to wszystko się pomiesza. Mówiąc krótko marzy o weekendzie w którym mógłby się mówiąc kolokwialnie poopieprzać. Tylko on fotel i pilot do TV. Że już o tym pisał?
Może i pisał, marzenie dalej pozostaje tylko marzeniem.
W ostatnia sobotę zerwał się jak co dzień a nawet wcześniej. Szybko zjadł śniadanie, wypił kawę i ruszył w drogę do domu rodzinnego.
Matka kupiła sobie nową pralkę automatyczną i ponieważ jest tam o kilka guzików za dużo, wymogła na nim te instruktażowa wizytę. A to tylko sześćdziesiąt kilometrów.
Matka też zdaje sobie sprawę z odległości i wykorzystała tę wizytę na maksa. A więc cmentarz i porządkowanie grobów, wymiana węża do prysznica, ocena stanu odpływu (do naprawy w drugiej kolejności) No i oczywiście instruktaż z pralki.
Kiedy wrócił było już po piętnastej. Po drodze jeszcze dzwoniła teściowa, odebrał nie bacząc na mandat. Pytał czy znajdzie chwilę by zajrzeć do niej w sprawie montażu szafki w łazience. Będzie musiał.
Po obiedzie wyciągnął dobre wino i otworzył w celu oddychania.
Kiedy wino raczyło się powietrzem, zajrzał do Internetu. Jako posiadacz pewnej platformy cyfrowej postanowił skorzystać z dobrodziejstwa wypożyczalni VOD.
Za niewielkie pieniądze można legalnie obejrzeć film w przyzwoitej jakości.
Niestety Jan Maria jest odrobinę wymagający. Nie jest fanem filmów w których pokazano w każdym możliwym ujęciu jak można dać lub dostać w mordę. Uważnie przeglądał ofertę.
Prawdę powiedziawszy już wcześniej napalił się na Wielkiego Gatsbiego z Di Caprio. Niestety z niewiadomych przyczyn film spadł już repertuaru, chociaż dopiero całkiem niedawno się pojawił.
W sumie okazało się, że nowości to raptem siedem filmów. To i tak dużo, bo wszystkich oferowanych filmów było dwadzieścia. Z prostego przeliczenia wynika, że co trzeci film był nowością. I to z zasadzie mógłby być koniec historii, gdyby nie katalog filmów dla dorosłych.
Znajdowało się tam aż sześćdziesiąt pozycji. Sześćdziesiąt pozycji, co daje nam statystycznie trzy pornosy na jeden film o neutralnej treści, wliczając w to horrory i filmy klasy C, D i E.
Jan Maria nie będzie psioczył, że to koniec świata, bo sam widział parę takich filmów. No dobra paręnaście i widok trzęsącego się tyłka nie jest mu jakoś specjalnie dziwny.
Chodzi o to, żeby za własne pieniądze miał ambitny wybór jak inni w pornosach. Bo tam proszę bardzo : są mamuśki i nastolatki, czyste i brudne, owłosione i wydepilowane, czarne i białe. Drobne i obdarzone przez naturę i tak ze dwadzieścia innych klasyfikacji, od koloru do wyboru.
Z drugiej jednak strony w czasach gospodarki rynkowej oferuje się to co klient chce oglądać.
Tak duża podaż filmów 3X świadczy o ogromnym popycie na owe trzęsienie tyłkiem.
Czyżby więc Jan Maria Nieistotny znalazł się w ambitnym gronie miłośników filmów niszowych, a ów Gatsby do takich się kwalifikował? 

czwartek, 21 listopada 2013

O stawianiu spraw do pionu

Z niechęcią ale aby być na bieżąco, Pan Nieistotny śledzi zmiany na polskim rynku politycznym.
Coś tam się rodzi coś umiera. Ktoś ewoluuje ktoś inny wykonuje Twój Ruch.
- Mój ruch? - zdziwił się Nieistotny – Przecież mój ruch należy do mnie.
Ja by to nie zabrzmiał złowieszczo to jednak prawda. W dobie powszechnej cyfryzacji i podglądactwa w jednym, nie dość, że całe tabuny wiedzą jak wygląda każdy twój ruch to jeszcze go naśladują.
I nie pomaga nawet świadomość, że to tylko nowa nazwa starego ugrupowania.
Jan Maria z definicji olewa cała politykę, bo trudno znaleźć ludzi którzy w tak profesjonalny i zawodowy sposób mówią jedno a myślą drugie.
Znając swojego męża, Najważniejsza mocno zdziwiła się kiedy ten wczoraj siedząc w salonie, zaraz po wieczornym serwisie informacyjnym zapytał ją tak od niechcenia
- Czy ty wiesz co oznacza skrót PJON?
- Tak to nazwa tej partii politycznej co to się tak źle odmienia – odpowiedziała po namyśle i na własną rękę zaczęła nawet rozszyfrowywać skrót - Polska Jest …... Oczywiście Najważniejsza. Skończyła zadowolona z siebie, ale zaraz dodała - Nowa Minister od szkół kiedyś tam była.
- Była była ale się zbyła – potwierdził częściowo wypowiedź żony - Pytanie jest o tyle podchwytliwe, że zadałem je w tej chwili. Otóż partia nazywa się w dalszym ciągu PJN co znaczy Polska Jest Najważniejsza. Natomiast owo tajemnicze PKON to „ Pozycja Jednoczesnego Orgazmu Natychmiast” Tu nawet jest napisane, że wspólny orgazm nie musi być mrzonką.
- Wspólny orgazm po statystycznych trzech minutach seksu? Czyli skończyć równocześnie to wyczyn taki jak dostać się do Sejmu z list...
- A coś ty się kobieto tak rozpolitykowała – przerwał jej Nieistotny - O zadowoleniu wspólnym rozmawiamy.
- No to co trzeba zrobić ?
Tu piszą, że trzeba uruchomić fantazję, wydłużyć grę wstępną i odnaleźć wspólny rytm czyli dopasować się. A cha i w którymś momencie chyba unieść nogę.
- Też mi wynalazek ten PJON – żachnęła się Najważniejsza.
- Ja też podejrzewam - posumował Jan Maria - że ten skrót to element negatywnego PR-u, wymyślonego dla tej partii przez konkurencję. A poza tym każdy facet wie, że pjon a w zasadzie pion jest najważniejszy.
-To męski punkt widzenia – stwierdziła Najważniejsza.
- I szowinistyczny – dodał samokrytycznie Jan Maria. - Ty jesteś dla mnie najważniejsza.
- Mam nadzieję, że nie tylko w tym kontekście – odgryzła się.
- Ech te konteksty - zaczął Jan Maria, ale musiał na tym poprzestać bowiem w drzwiach pojawił się Młody, który jak widać nie da rady żyć samą miłością.
- Jest co do jedzenia? - spytał od progu.
- A może tak na wstępie zacząć od choćby małego „cześć”
- Ty jak zwykle ze swoją gra wstępną. To co ? Jest coś do żarcia?
- Jaki od podobny do ciebie stwierdziła uspokajająco Najważniejsza.
To ostatnie stwierdzenie małżonki wcale nie wpłynęło kojąco na Jana Marię


środa, 20 listopada 2013

Kwalifikacje

Ponoć gentlemani porzucili zegarki. W komórce też można sprawdzić godzinę, a mniej wpada w oko na konferencjach prasowych.
Co prawda Pan Nieistotny w żadnych prasowych konferencjach nie występuje, ale postanowił uderzyć się w piersi. Jest wyjątkiem bo bije się we własne.
Posiada kilka zegarków, przy czym dwa są prezentem od małżonki. Nie dość że wszedł w ich posiadanie w ten potępiany ostatnio sposób, to jeszcze jeden z rocznicowych zegarków dostał rzeczywiście prawie dwa lata po jubileuszu.
Dodatkowo jak w jakimś prawie serii, nie zgłosił faktu uzyskania korzyści w żadnym formularzu PIT. Sam nie wie czy jest to jakaś okoliczność łagodząca ale i on zrewanżował się swojej ślubnej ofiarując jej zegarek z okazji urodzin.
Z tych dwóch otrzymanych zegarków oba są oryginalne, stwierdził to zegarmistrz wymieniając w jednym, tym droższym cały tak werk czyli tak zwaną maszynerię
Mówił, że to się nie opłaca, ale Jan Maria stwierdził - wartości emocjonalne nie mają dla mnie ceny.
Z przyzwyczajenia chodzi z tym starszym i tańszym uważając, że w przypadku uszkodzenia strata będzie mniejsza.
A drugi? Drugi sobie tyka spokojnie za szybą szafki stojącej w pokoju Nieistotnego.
Czy w ten sposób Nieistotny nie posiada kwalifikacji do bycia ministrem?
A może tylko do odwołania? Ale żeby odwołać to trzeba najpierw być, a więc kwalifikacje są.
Są w jego kolekcji również dwa zegarki od lobbystów. Jeden z przemysłu gipsowego, a drugi papierniczego.
W obydwu najdroższym elementem są baterii zasilające mechanizm, a więc z tego powodu na kwalifikowały się do żadnego rejestru korzyści.
A więc - Panie Premierze, tu jestem – zawołał Jan Maria Nieistotny.
A tak na marginesie, ktoś mądry wytłumaczył dlaczego dorośli faceci paradują z tak drogimi zegarkami.
Zegarek to dyskretny symbol statusu społecznego i poziomu materialnego.
Po pierwsze, wartość oceni tylko człowiek znający się na rzeczy a więc również majętny. Maluczkich nie kłuje w oczy. To okazało się nieprawdą bowiem jak widać znają się na tym również upierdliwi dziennikarze.
Po drugie drogi samochód może być służbowy, albo w leasingu a dom wynajęty. Rzadko zdarza się dostać służbowego Patka, albo leasingować taki.
Dobrym dodatkiem może być i wieczne pióro. Ale kto teraz pisze piórem?
Choćby bohater tego bloga.
- Panie Premierze tu jestem, mogę używać pióra.



poniedziałek, 18 listopada 2013

Vintage

Pan Nieistotny poczuł się staro. Za sprawą pędzącego jak oszalałe życia, Jan Maria coraz częściej czuje się staro. Do tej pory starał się nadążać za nowinkami technicznymi i z powodzeniem używał nawet dotykowej karty płatniczej. Na tym jednak poprzestanie, bowiem nie jest zupełnie przekonany do płatności telefonem. Jest poza tym w wieku w którym zakupy nie powodują już takiej radości. Beztroskie sypanie groszem na lewo i prawo wiąże się z konsekwencjami. Tą konsekwencją jest choćby debet. Bliżej mu do hasła propagowanego przez pewnego byłego już aktora - zaoszczędziłeś, wpłać na konto. Albo przynajmniej z niego nie ruszaj.
W ten to sposób sam jest dobitnym przykładem na powiedzenie, że kto nie idzie do przodu ten się cofa. Nie ważne, że tym powiedzeniem szermowali komuniści. Dla nich niestety sam marsz był najważniejszy. Było nawet takie pytanie przypisywane Radiu Erewań - dlaczego skoro idziemy do socjalizmu (w domyśle do przodu) to nie ma co jeść?
Odpowiedź była wymijająca – jak się idzie to się nie je.
Na szczęście ten czas mamy za sobą. Pan Nieistotny czuje się więc Vintage.
To bardzo modne ostatnio określenie. Vintage - to według Wikipedii kierunek w modzie, w której zaistniał w XIX wieku, polega na noszeniu rzeczy z innej epoki albo stylizowanych na takie
Obecnie słowem tym określa się produkty, które jedynie nawiązują do poprzednich epok.
Kilka dni temu na skrzynce mailowej Jana Marii znalazła się propozycja zakupu zegarków Vintage. Oczami wyobraźni Pan Nieistotny widział już te zegarki z dewizką, grube srebrne cebule z poprzedniej epoki. Kiedy kliknął w link oczom jego ukazał się następujący widok.

Tak z całą pewnością jest już człowiekiem z poprzedniej epoki. Na to wychodzi.
I teraz Jan Maria ma przed sobą dwa wyjścia. Jedno to uwierzyć we wskazania, albo po prostu stłuc termometr.
Jest bowiem i drugie a w zasadzie pierwotne znaczenie tego słowa.
Słowo vintage pochodzi z terminologii winiarskiej, a odnosi się do wina wyprodukowanego w jednym sezonie. Decydujące jest tu zatem zachowanie pewnej spójności i jednoznacznego pochodzenia winogron użytych do jego produkcji.
I tej wersji oraz tego znaczenia Jan Maria będzie się trzymał.



piątek, 15 listopada 2013

Inspiracje

Pan Nieistotny jest zakochany w poezji Nohavicy.
Jaromir jest mu bliski, bo jak mało kto potrafi pisać prosto o prostych sprawach. Kiedy wybiera się do Cieszyna i razem z bratem, który na stałe zamieszkał w pobliskim Bielsku, przemierzają uliczki tego urokliwego miasta czuje jakąś bliskość z tym czeskim pieśniarzem.
W sumie to nic dziwnego. Każdy lubi się pogrzać w blasku cudzej chwały, zwłaszcza gdy nie ma własnej. Kto tam chce się identyfikować z matką Madzi, zwłaszcza po wyroku.
Czując wspomnianą więź z autorem Jan Maria stara się zrozumieć albo wyobrazić sobie sobie co było inspiracją do napisania a potem zaśpiewania jakiejś piosenki?
Właśnie wczoraj w porze największej oglądalności, przy okazji reklam skutecznych leków dowiedział się o gnębiących zwłaszcza kobiety problemach intymnych. Bo w myśl reklamy, facet jak nie ma problemu z wypadaniem włosów to musi mieć problemy z erekcją.
Włosy wypadają z powodu testosteronu, czemu przeciwdziała pewien szampon. Jak? Może obniża poziom testosteronu, a wtedy jak znalazł są te wszystkie tabletki na wspomaganie wzwodu.
I tak koło się zamyka.
Z kobietami jest znacznie gorzej
Bo to nietrzymanie moczu, grzybica, upławy, a dodatkowo nerwica, szczególnie w te trudne dni. Cellulit, skórka pomarańczowa, suchość pięt i ten kaszel. Nie wiadomo czy suchy? czy mokry?
Jakbym słuchał Nohavicy – powiedział Jan Maria gdy napis reklamy zniknął z ekranu.
Normalny „Marsz zdechlaków” Ale żeby inspiracją dla barda był spot reklamowy w TV?
Są na tym świecie rzeczy o których się nawet fizjologom nie śniło, jak mówi Ferdek kiepski